RSS
sobota, 08 sierpnia 2009
Historia Lolity cz.3

Lola wpadła pod konia. Dokładniej mówiąc koń wielokrotnie zatrzymywał się nawet w galopie by jej nie nadepnąć jednak za kolejnym razem potknął się o szalejącego szczeniaka. W stajni wielka panika. Właścicielka nie miała pieniędzy ani samochodu, ale wiele osób gotowych było doraźnie pomóc. Zawieziono psa do kliniki, gdzie zrobiono zdjęcie rtg- złamanie kości udowej z przemieszczeniem- konieczna natychmiastowa operacja za 400zł . Dokładnego opisu tego dnia nie pamiętam. Podobno właścicielka i pomocni ludzie byli w dwóch czy nawet 3 klinikach z tym zdjęciem szukając być może innej lub tańszej diagnozy. Nic z tego- wszystkie największe kliniki mówiły to samo- konieczna natychmiastowa operacja i usztywnienie kości gwoździami lub innymi uchwytami. Ostra kość wbija się w mięśnie i zadaje psu ogromny ból. Nowa włascicielka psa nie decyduje się na operacja, ponieważ nie ma na nią pieniędzy.

W stajni też nastąpiło poruszenie. Włascicielka konia czując się współodpowiedzialna za wypadek zorganizowała zbiórkę pieniędzy na tą operację. Po 5 zł od osoby- pracowników i wolontariuszy stajni. Pamiętam jak wtedy oburzyłam się, gdy spytano mnie, czy sie dorzucę. Powiedziałam, że za wypadek odpowiedzialna jest właścicielka i to ona powinna zapłacić za operację. Nie wiedziałam wtedy jak bardzo powróci do mnie zasada, że własciciel sam płaci za swojego psa... Jako zwolnenniczka odpowiedzialności stanęła bym na głowie by zdobyć pieniądze na operacje własnego psa i uważałam za oczywiste, że tak samo postąpi ówczesna Pani Życia Lolity. Myliłam się.

Pomimo, iż zebrano część pieniędzy i wręczono P.Ż.L dowiedziałam się, że znalazła ona znachora, ktory wydał inną diagnozę: "Szczeniaków nie trzeba leczyć, bo samo się zrośnie, a jak sunia zacznie stawać na tej łapie znaczy, że się zrasta".


14:10, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 kwietnia 2009
Nastąpiło chwilowe przerwanie przekazywania ciągu danych z powodu zakochania założycielki konta. Oznajmiamy iż Aga się nie poddała, wciąż tworzy nowe wnioski i opowieści psio-ludzkie, jednak poza „usterką” własną nie może wejść w edycję nowego wpisu i potrzebuje do tego pomocy innych. Za usterki przepraszamy, zespół postara się Wam to wynagrodzić w najbliższym czasie!
11:45, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 lutego 2009
Wieczorna refleksja - Ode mnie do Was

Sprawa blogów do tej pory była mi całkiem obca, nigdy wcześniej nie pisałam bloga, czytałam ich niewiele. Pomysł powstał i zrealizował się w zasadzie jednej nocy. Nie wiedziałam jak to wyjdzie, jak to będzie i czy tworzenie bloga ma sens. Wszystko było jakby za mgłą, choć czułam (czuję) potrzebę opisania dokładnie historii Lolki

Pisanie bloga to dla mnie dość specyficzna sprawa - pisze się niby dla siebie, niby nie trzeba się sugerować "czytelnikami". Siada się do kompa, łapie swój pomysł czy wspomnienia, skrapla, wklepuje kilka literek, poprawia wiecznie wychodzące błędy, klika "publikuj" i tyle. Wisi sobie takie coś na stronach wirtualnej rzeczywistości, kilka literek pisanych przez autora. Czasem ktoś bliski doda komentarz, ale to nie zdarza się aż tak często, więc nie ma się uczycia, że nasza praca, przeżycia, historia kogokolwiek interesują na codzień. Wisi sobie blog i tyle.

Idziesz sobie pewnego zwykłego dnia na piwko, spotykasz znajomych z różnych grup nawet całkowicie nie związanych ze światem psów. I oni nagle Ci mówią, że połkają z wielkim zainteresowaniem każdy wpis, który napiszesz, mówią, że to ich interesuje, że wzbudza w nich uczucia, refleksje, że ma dla nich znaczenie, że czekaja na nowe wpisy. I czujesz zdziwienie, nieopisaną radość! Twoje przeżycia maja dla nich znaczenie! Szok!

Każde słowo, które słyszę, że komuś się podoba, że ktoś czyta te moje sklejone literki sprawia, że chcę pisać coraz więcej, lepiej i ciekawiej. Prosty system wzmacniania, a jak działa! To jest niesamowite uczucie! Wracam sobie wieczorem z takiego spotkania i zastanawiam się co i jak Wam napisać, by milo Wam było poczytać, by opisane moje (i mojego psa) przeżycia przydały się komuś do czegoś, wzbudziły refleksję. Nie sobie to piszę, ale Wam - wszystkim osobom, które w ciszy czytają sobie takiego mojego bloga wieczorkami czy w przerwach od pracy. Osobom, o których być może nigdy nie będę wiedziała, że to czytają. Wirtualna rzeczywistość tworzy jakąś niesamowita pajeczynkę łączącą ludzi, którzy być może nigdy nie rozmawiali ze sobą na codzień. Pajęczynka emocji, wzruszeń, współczucia i wzajemnego motywowania się do działania. Przeżywam od wczoraj zachwyt nad tym wszystkim. Dzięki, że jesteście...

 

 

23:51, uwaga.agawu
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 lutego 2009
Umieraj dalej kaczorku - poranna przygoda Neposława

Na kolejną część historii Lolki będziecie musieli chwilę poczekać, także minie sporo słów nim Lolka trafi do mnie - co pokaże Wam, ile czasu dla niej upłyneło.

Na prośbe wiernych czytelników, którzy uważają, że za mało promuje swojego pierwszego psa- Neptuna-  napisze dzisiejszą przygodę profesora Neptuna. Otóż ;P wyszliśmy jak zawsze rano na Pole Mokotowskie na spacer, idziemy przez lasek i nagle Neptun zobaczył leżącego pod drzewem kaczora, chciał do niego podejśc oczywiście. Kaczor okazało się jeszcze żył, ale miał tylko tyle sił, by podnieść głowę widząc, że zbliża się pies. Powiedziałam więc do Nepa "zostaw kaczorka" i Nepek obszedł go spokojnie."Umieraj sobie spokojnie kaczorku" zdawał się mówić. Kaczki umierają, Neptun jest gentlemenem. I o czym tu pisać...

15:36, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 lutego 2009
Historia Lolity cz. 2

W wieku 4 miesięcy Barsa cudem uniknęła schroniska i trafiła do drugiej właścicielki, blond mieszkanki pragi. Dziewczyna wzięła od pierwszej suczkę, bo było jej żal tego jak była traktowana. Wcześniej już miała psa, który nie raz bronił ją przed agresywnym ojcem, więc fakt, iż mogła wziąć psa, a nie wydawać na nowego pieniądze, których nie miała bardzo ją ucieszył.

Właścicielka stara się zapewnic suczce jak najlepsze jej zdaniem warunki - nie daje okropnej karmy tylko gotuje codziennie ryż z małym dodatkiem kurczaka, bierze suczkę wszędzie i zawsze ze sobą - do łazienki, do wanny itp. Nigdy nie zamyka drzwi przed psem, zawsze go puszcza, bo wie jak straszne przejścia miała suka i jak pragnie kontaktu z człowiekiem. 

Pierwszego dnia postanawia wynagrodzic szczeniakowi dotychczasowy brak spacerów. Ma dobrą koleżankę, której mądry i spokojny pies, który urodził się w boksie końskim doskonale zachowuje się w stajni. Szczeniak na pewno szybko się od niego nauczy. Zabiera więc na pierwszy spacer Barsę przez całą Warszawę środkami komunikacji do stajni. Psiak często sika i ma rozwolnienie, ale to zapewne od tej karmy, którą wczęsniej jadła - "przyzwyczai się".

Wtedy w stajni po raz pierwszy zobaczyłam suczke, bo pracowałam tam. Miała czerwona obrożę z diamencikami i czerwona metrową smycz z diamencikami. Widokiem koni i całą sytuacja była strasznie roztrzęsiona i pobudzona. Po chwili szoku zaczęła oszczekiwać konie i próbowac ataku, bo metrowa smycz nie pozwalała jej na odskok w tył. Zadziwiona nowym "nabytkiem" pogadałam z dziewczynami (bo się znałyśmy z widzenia), że dobrze by było, żeby zaczęła trochę pracować nad zachowaniem szczeniaka, bo widać, że się boi i z braku sugestii wchodzi w agresję ze strachu. Na pytanie jak pokazałam naprowadzenie smakołykami, usadzenie psa w większej odległości, podawanie smaczków, by psu pozytywnie skojarzyć. Włascicielka odmówiła, bowiem chciała własnie przywitać się z koniem swojej koleżanki, a nie odchodzić, poza tym, jak mi powiedziała "ja już bym chciała mieć psa dorosłego i ułożonego jak Twój" - byłam tam nie raz z Neptunem, który spokojnie zachowywał się przy koniach. Wróciłam do pracy.

Po godzinie usłyszałam na hali wielki jazgot, pisk i krzyki ludzi. Jak się dowiedziałam dziewczyna postanowiła puścić Barsę, gdy jej koleżanka lonżowała swojego ogiera. Barsa maniakalnie biegała za koniem i wpadał mu pod nogi. Prośba, by właścicielka ją złapała została skwitowana "niech się wreszcie wybiega". No i się wybiegała - podbiegła do konia, a ten ją tym razem kopnął. Pisk, ból, rozpacz.

Złamanie kości udowej przemieszczeniem - pierwszy dzień nowego życia psa.

02:25, uwaga.agawu
Link Komentarze (1) »
środa, 28 stycznia 2009
Historia Lolity

To będzie długa i bardzo ciekawa historia. Przygotujcie się na zmrożenie krwi w żyłach. Większość elementów historii wiem z opowieści osób pośredniczących w przekazywaniu psa, reszty moża się tylko domyślać. Staram się nie nadinterpretować faktów, które mi przekazano, ale spodziewam się, że większość rzeczy mogła dziać się jeszcze gorzej niż jestem w stanie to sobie wyobrazić.

 Lola urodzila się 7.07.2005 na Pradze w Warszawie. Na podstawie relacji historia miotu wygladała tak: znało się dwóch kolesi praskich, pomyśleli "obydwaj mamy fajne, agresywne, łaciate amstaffy, bronią nas przed światem, rozmnóżmy je - sprzedamy szczeniaki i będziemy mieć kasę." Żadnych badań, żadnych uprawnień, hodowli, weterynarza - czysty zysk.

Jak pomyśleli tak zrobili. Chętnych na łaciate śliczne maluszki było wielu, a że wyżywienie piesków dużo kosztuje- postanowili oddać je bardzo wcześnie. Jak wcześnie - tego nie wiem, może nie chcę wiedzieć...

Lola, którą nazwano wtedy Barsa trafiła do dziewczyny, która nie żałowała opłaty za psa - miała dużo pieniędzy, bo pracowała jako dealer narkotyków. Ze względu na styl życia właścicielki (całe noce w klubach, dnie odsypiała) psiak nie miał zbyt regularnego trybu życia. Można także wykluczyć jakiekolwiek socjalizowanie psa, poza imprezami, które odbywały się często w jej domu - dużo dymu, dużo ludzi, raczej efekt stresu. Zmieniały także często mieszkanie - raz z racji "zawodu" właścicielki, dwa z racji tego, ze szczeniak niszczył wszystko, trzy ponieważ brudził, a właścicielka nie miała czasu na takie rzeczy jak sprzątanie czy uczenie psa czystości. Zaczeła to dopiero później - po kwarantannie (pełnej), jak można się spodziewać metodą wsadzania psu nosa w siki, bicia itp. Mało to jednak dało, gdyż wiadomo żaden szczeniak nie jest w stanie przesiedziec w domu bez sikania i kupania cały dzień czy wieczór i noc nie zależnie od tego jak mocno się go karze za załatwianie się.

To co Barsa ma na pewno to dobre jedzenie, choć za pewne bardzo nieregularnie, przytulanie i kontakty z ludźmi. Śpi w łóżeczku, pod kolderką, przytula się, generalnie pełni rolę maskotki i tego nauczyła się świetnie.

 Można sadzic, że w tym czasie ze smyczy nie była spuszczana na spacerach, bo zapewne uciekała, nie było czasu na naukę rzeczy, które każdy przytulany piesek musi umieć same z siebie.

 Podczas nieobecności właścicielki w wielu mieszkaniach często zmienianych suka niszczy wszytko po koleji - łącznie z zapasami narkotyków. Nie wiedomo co, ile i jak tak naprawdę zjadła. Na podstawie badań i jej zachowań późniejszych mogę śmiało podejrzewać, że była to przynajmniej amfetamina lub koks. Jakie to efekty powoduje w ciele i psychice malutkiego psa - o tym w dalszej części.

Wielokrotne lanie psa zaczyna powodować sikanie z nerwów, pies niszczy wszystko. Właścicielka postanawia oddac ją do schroniska, bo ma już dość wiekszej przytulanki, co wszystko niszczy.

4 miesiąc życia - koniec przygody z pierwszą właścicielką. O tym co i jak już w następnym odcinku fascynującej i przerażającej historii psa, który przeżył błędy wielu ludzi.

Szczenięctwo psie

23:29, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Pierwszy wpis

Będzie początkowo głównie o Loli- moim psie, który przez wiele musiał przejść w życiu, ale także o ludziach, którzy mi pomogli, których cenię i podziwiam oraz o mojej pracy z innymi psami i ludźmi. O dogoterapii, o psach asystujących. Będzie także o mojej pasji, o dziedzinie, w której się specjalizuje - psich parkach. Może też dodam troche własnej głupiej poezji :) Mam nadzieje, ze będzie dużo do poczytania dla wszystkich zainteresowanych psiarskimi tematami.

Pozdrawiam

00:07, uwaga.agawu
Link Komentarze (1) »
1 ... 6 , 7