RSS
wtorek, 04 stycznia 2011
DVD Fighting Dominance in a Dog Whispering World cz. 2 cd.10 Jean Donaldson

W tej części dodaje więcej od siebie i jest to w kwadratowych nawiasach [].

„Teraz będzie ciekawa część o ludziach. Kobiecy wkład w rozmnażanie to duuże, bardzo cenne komórki jajowe. Mężczyźni zaś produkują bardzo dużo, bardzo małych, „tanich” komórek zwanych plemnikami : ). Maksymalna zdolność posiadania dzieci w przypadku kobiet (gdyby kobieta rodziła najczęściej jak się da przez całe życie od i do kiedy może, przy dowolnej liczbie partnerów) to około 30 dzieci. Wydaje się niesamowite, żeby kobieta urodziła 30 dzieci, prawda?! A mężczyzna? Gdyby wykorzystywał swój „potencjał” w pełni, z nieograniczoną ilością partnerek ile mógłby mieć dzieci? Wyobrażacie sobie jak wielka to będzie liczba? Jakże nieporównywalna do liczb u kobiety. Także teoretycznie zadaniem mężczyzn z punktu widzenia biologicznego (nie bijcie mnie, nie protestujcie, to nie moja teoria tylko naukowców zajmujących się tą sprawą, więc z nimi dyskutujcie) – zadaniem mężczyzny jest „gra na ilość” i przekazanie swoich genów. Dlatego też mężczyźni przykładają dużą wagę do rzeczy związanych z ich statusem- zarobki, pozycja w firmie, dobry samochód, nowy telefon, ciekawy sport itp. Każdy z tych elementów [tu przypomina mi się film Testosteron, pamiętacie ten fragment „a po co im te samochody…?”] ma na celu przyciągnięcie parterki/ek. Zakładając dalej modelowo - kobieta ma na celu znaleźć takiego partnera, który zapewni jej możliwość posiadania dziecka i utrzymanie go (lub jej z dzieckiem) przez przynajmniej kilka lat. Więc ma znaczenie, czy takowy samiec ; P ma pracę, pieniądze. A praca, pieniądze, gadżety, mieszkanie itp. To głównie kwestia statusu jaki w społeczeństwie mamy dzięki nim. Czy mamy możliwości, czy mamy władzę? Nie mówie, że to jest dobre, że tak ma być, że mamy się na to zgadzać! Nie- oczywiście dzięki elastyczności i mądrości możemy się przeciwstawiać tym tendencjom, ale tak generalnie funkcjonuje świat. Im więcej masz, tym więcej możesz…

Cały nasz ludzki świat dla względnego porządku jest ustawiony „hierarchicznie” – która władza której podlega, kto jest pod kim – cały łańcuszek zależności od sprzątacza przez dyrektorów, rząd itd. Bywają spory na pewnych poziomach, jednak Ci wyżej zawsze są po to, by te spory rozwiązać. Tak sobie człowiek ustawił swój świat. To nie jest „wzięte z natury” to jest wyolbrzymione i przerośnięte. Nie tylko, że silniejszy wygrywa. Siła zależy od majątku, układów, znajomości, charakteru itp.

Więc mamy kilka twierdzeń dzięki którym wiemy coś o ludziach:

  • Są „opętani” kwestią statusu
  • Bardzo lubią, chcą „prorokować”, przewidywać
  • [I jeszcze jedno, którego za cholere nie potrafie zrozumieć, bo Jean strasznie szybko mówi]

Te twierdzenia dają nam pewien wniosek- ludzie CHCĄ by układy u zwierząt miały prostą zależność i większość z nich nie będzie w stanie zaakceptować, że nie ma żadnej hierarchii.

I nic nie zmienia fakt, że ustalenie przez kogoś „teoretycznej hierarchii” w danej grupie psów NIC mu nie daje, bo wszystko może się zmienić w każdej chwili. Zobaczcie – ludzie wierzący w to stoją uparcie na stoją stanowisku nawet, jeśli „układ można w każdej chwili zmienić”, więc żadnych pewników na przyszłość nie ma (nie można powiedzieć, że Pusia jutro wybiegnie pierwsza przed Stoliczkiem, bo przecież może się inaczej czuć…).

TD nie daje żadnych pewników, nie ułatwia prorokowania przyszłości, a jednak niektórym jest niezbędnie potrzebna. Tylko po to, by wiedzieli, że tak jest.

Wierzący w nią nie mając żadnych argumentów za mówią „idź i popatrz, a sam znajdziesz dowody”. Jak się w coś wierzy i dodaje kolejne „wyjątki” by się upewnić - to będzie się zawsze widziało tylko TO.

A skąd się to wszystko wzięło? Z wilków. Bo wilki łączą się w pary i tak zakładają stado. Stado składa się z ich dzieci, kolejnego miotu i kolejnego. Czy ta para „dominuje”? Hmm zważywszy, że mają pod opieką swoje dzieci- tak, decydują w większości spraw. W momencie, gdy dojrzewający wilk zaczyna szukać partnera – odchodzi i zakłada swoje stado. Czy ktoś z nas mówi, że „zdominował” swoje dzieci, bo nie dał im jeszcze kluczyków do samochodu, dokumentów, kart kredytowych i nie decydują za nas? Toż to śmieszne. Zgodnie z tą teorią powinniśmy sobie mówić „kiedyś byłem Omegą w naszym stadzie, bo byłem dzieckiem, potem powoli dorastając piołem się się po drabinie rodzinnej hierarchii, aż znalazłem żonę i teraz jestem Alfa w mojej rodzinie”.

Czy jak jedno drzewo urośnie wyżej niż drugie to mówimy, że tworzą stado, ustaliły hierarchię i jedno drugie zdominowało?

Swoją drogą bardzo ciekawe jest kto pierwszy postanowił wymyślić potrząsanie szczeniakiem za skórę [to mniszkowie rozpowszechniają taką technikę dominowania psa podczas zostawania „jego najlepszym przyjacielem”]? Wilki tego nie robią i nie robiły, więc ktoś musiał świadomie postanowić „teraz wymyślę, że trzeba szczeniaka złapać za skórę i nim potrząsać, to nic, że wilki i psy tak nie robią- powinny robić”…

Pytanie gdzie leży „pies pogrzebany”…

Otóż kopalnia złota jest w pracy socjologów. Gdyby zajęli się sprawą szkolenia psów, przeanalizowali jacy ludzi i dlaczego wybierają takie a takie szkolenie. Jak rodzina, przeszłość, doświadczenia mają wpływ na wybór metod awersyjnych. My (trenerzy pozytywni) nie lubimy widzieć, że pies cierpi, że go to boli, to dla nas przykre. Ale szkoleniowiec awersyjny będzie czerpał z tego radość, przyjemność, satysfakcję. On lubi widzieć, że psa wreszcie zabolało. I abstrahując zupełnie od tego, że my uważamy to za chore- ten człowiek ma, póki co, prawo tak postępować i będzie nas uważał za słabych, chorych. Jak to się ma do zdrowia psychicznego? Ano proszę bardzo- niech zajmą się tym psychologowie, niech stanowisko „moralnie dobre dla społeczeństwa” zostanie określone – czy WOLNO i dobrze jest zadawać psu ból kolczatką, dławikiem czy o.e. w imię czegośtam (póki co tak), czy może świadczy to o braku równowagi psychicznej teresera?

Co my jako trenerzy możemy zrobić?

  1. Po pierwsze CHROŃMY TRENERA.

Myślmy o sobie, swoim zdrowiu, równowadze i tym, co możemy zrobić. Jeśli kwestia dominacji i awersji zajmuje nam ciągle czas, ciągle „walczymy” to może się okazać, że potworek o imieniu „Wypalenie zawodowe” zaczyna mocno pukać do naszych drzwi. Nie wpuszczajmy go. Poświęcając swój czas na przekonywanie kogoś, kto bardzo chce w to wierzyć – zabieramy ten czas osobom, które z niego lepiej skorzystają. Trenerów znających sposoby uczenia się zwierząt jest naprawdę niewiele, ceńmy każdego trenera, chrońmy go przez zgubnym wpływem frustracji i zwątpienia. Jeśli to ma oznaczać, że „odpuścicie” pracę z jednym ze swych podopiecznych, że pies skończy w kolcach i „pod właścicielem” – zróbcie to. Ocalcie swoje siły dla 10. innych osób- gotowych by pracować z psem, gotowych by zrozumieć psa, gotowych pójść za Tobą. Bo te 10 osób może nie być szczęśliwe, że zamiast pracować z nimi Ty bijesz głową w mur. Bo walka z „dominacją” i awersją to bicie głową z mur. Nie ma sensu. Sama przez 20 lat to robiłam i dziw, że nie mam od tego raka czy choroby nerwowej.

2. TAPLAJ SIĘ W SWOIM BŁOTKU [wersja org. była „trzymaj się swego chóru”, ale tak fajniej : ]

Czyli przebywaj z ludźmi, z którymi się rozumiesz, wspólnie bawcie się, motywujcie, zachęcajcie. Zabawa ze znajomymi sprawia, ze jesteś jeszcze zdrowszy i silniejszy, a kłótnie na forach itp. tylko Cię zjadają (wiecie – kortyzol itp.)

3. ZAAKCEPTUJ FAKT, ŻE ZAWSZE, ALE TO ZAWSZE BĘDĄ LUDZIE WOLĄCY AWERSJĘ

I tyle. Pokazujesz, że można pozytywnie w dogoterapii, w sporcie, że można pozytywnie szkolić malamuty, samojedy, husky, konie, papugi, owce, świnki morskie, cane corso, pitbulle po walkach… na to wszystko są dowody, różni ludzi się tym zajmują. Jak ktoś będzie chciał się dowiedzieć jak- to znajdzie źródła i pomoc. A jeśli będzie chciał stosować przemoc i dominować to i tak będzie to robił. Poddaj się!

4. BĄDŹ BARDZIEJ ANTROPOLOGIEM.

Patrz na to zjawisko z ciekawością, naukową fascynacją ludźmi. Możesz przecież na tekst sąsiada o „dominującym” psu zareagować z radością „to bardzo ciekawe, co pan mówi, bo psy nie tworzą stad, szkolę psy tyle lat i świetnie to idzie. Pokażę Panu parę sposobów. Chce Pan zobaczyć, jak można osiągnąć lepszy efekt w sposób miły i przyjemny dla Pana i psa?”. Tak można, ale jeśli na teks sąsiada reagujemy głębokim westchnięciem i przewracaniem oczy- ups to już jest „Pan wypalenie zawodowe” pukający do drzwi…

5. SZUKAJ CIEKAWYCH ALTERNATYW

Nie można być twórczym i radosnym walcząc jednocześnie z wiatrakami, dlatego baw się szkoleniem, obserwowaniem.

Na koniec kilka odpowiedzi na pytania:

- co zrobić z osobami zapatrzonymi w Cezara Milana itp… ano nic. Cesar to wypromowana telewizyjna gwiazda jednej chwili. TV go „wyniosła” jak gwiazdkę i kiedy spadnie oglądalność, spadnie i on. Znany z tego, ze jest znany [czy że wystąpił w TV, a wystąpił nie z racji doświadczenia czy wiedzy tylko dobrze się prezentuje i weźmie każde „g” robiąc piękny uśmiech, że „wywiera presję psychiczną na psa” i naciskając obrożę elektryczną drugą ręką – mój dodatek : )]

Nie jestem w stanie określić fenomenu tego, że na „pierwsze strony” zawsze trafiają osoby nie naukowe, zaklinacze i szarlatani.

Trenerzy profesjonalni robią w ciszy swoją robotę wieeele lat rzadko, kiedy zyskując sławę mas [przykładem niech będzie właśnie Donaldson, A.Capra czy I.Dunbar – kto ze zwykłych posiadaczy psów o nich słyszał? A o ile więcej zrobili niż jakiś Milan czy Stilwell?]

Fenomenem jest dla mnie nie tylko sława „zaklinaczy”, bo skoro tyle ludzi wierzy w astrologię i inne „nauki” to czemu mieliby nie wierzyć w „magiczne zaklinanie psów energią”, ale fenomen „bullowania” klienta [nie mam dobrego polskiego odpowiednika –takie gnębienie, przytłaczanie, poniżanie]. Przyjdzie taki „treser” i nakrzyczy na właściciela „ To Twoja wina, dałeś sobie wejść na głowę, dałeś się zdominować, teraz musisz się zdobyć na odwet, sam dominować!” i taki człowiek robi się plastyczny jak plastelina, rozpłaszcza się przed „autorytetem tresera” [, a całą złość, frustrację z powodu bycia poniżanym przez tresera przekierowuje na psa, gotowy szarpać, przygniatać itd. Jak zauważyłam na „tradycyjnych szkoleniach” im treser bardziej się drze na ludzi, im bardziej jest chamski i „bezpardonalny” tym lepiej niektórzy działają. Przecież gdyby w banku czy sklepie ktoś komu płacimy się na nas tak wydarł to byśmy zawołali szefa, naskarżyli lub wyszli nie wracając. A podczas szkolenia psów to dopuszczalne. Może niektórzy uważają to za pokutę, którą muszą spełnić, by wyszkolić psa? A może do takiego traktowania łatwo nam przywyknąć, bo zdejmuje z nas odpowiedzialność. „Robię, co mi każą”]”

Było jeszcze kilka pytań, ale odpowiedzi generalnie odnoszą się do wykładu. Zarówno wykład jak i tłumaczenie (to już moja wisienka na tort) nie są wolne od ironii, prześmiewczości i odrobiny jadu. Wykład zachęca do opanowania i robienia swojej roboty, ale jednocześnie sam jego tytuł i to, że istnieje potrzeba na takie wykłady świadczy o tym, że nie da się w ogóle nie „walczyć”. Tą płytę, co prawda ściągnęłam ze 2 lata temu od tej pory dużo bardziej angażując się w pracę z ludźmi, a jednak widać kiedyś mieliśmy taką potrzebę, by zakupić płytę.

Dobrze by było jak mówi Jean zyskać tą rezerwę, zająć się swoim ogródkiem, robić w ciszy swoją robotę ( tu zawsze przychodzi mi na myśl Alexa Capra – tak spokojna, cicha i opanowana). Tak też się staramy. W wielu z nas jednak jest taka żyłka pieniactwa, pociąg do małej awanturki, do pokazania swej wyższości, ale pamiętamy, że pokazywanie wyższości przez jawne pieniactwo niewiele się różni od zwykłego zadzierania nosa i „uważani siebie za lepszego”. Dlatego w pracy trenera uważam, że niezastąpiona jest i będzie pomoc psychologów czy ludzkich trenerów. Abyśmy w kontaktach z ludźmi też komunikowali się coraz lepiej, asertywnie i spokojnie. Dobra szkoła to firma, w której każdy pracownik podlega procesowi szkolenia w wielu zakresach. Oby ten proces cały czas trwał, byśmy zawsze mieli się czego uczyć i znajdowali dobrych nauczycieli. Tego życzę Nam i Wam, kimkolwiek jesteście mam nadzieję, że po lekturze będzie Wam łatwiej być trenerem, czy lepiej zrozumieć swoich trenerów.

Agnieszka Kaniewska

poniedziałek, 03 stycznia 2011
DVD Fighting Dominance in a Dog Whispering World cz. 1 cd.1- Jean Donaldson

Jaki pożytek może być z psiego trenera, który ma wielkiego brzuchola i siedzi w domu głaszcząc się po brzuszku? Ano taki, że czytanie książek o dzieciach czasem się nudzi i wtedy mamy nareszcie czas przestudiować nagromadzone psie pozycje. Dziś odcinek pierwszy tłumaczenia i streszczenia pewnego ważnego psiego źródła wiedzy:

DVD „Fighting the Dominance In Dog Whispering Word” Jean Donaldson i Iana Dunbara

http://www.dogwise.com/ItemDetails.cfm?ID=DTB966

Część 1 - z Jean. Pewne błędy w tłumaczeniu oczywiście mogą mi się zdarzyć jednak myślę, że nie zmienia to ogólnej treści przekazu. Aby skrócić formę wcielę się teraz w Jean i będę przez chwilę mówić jej głosem, by potem ewentualnie się do tego odnieść. Nie jest to tłumaczenie dosłowne, bo paluszki by mi uświerkły. Jednak daje ogólny obraz tego co i jak mówi Jean. Aby zapoznać się ze szczegółami jej wypowiedzi- polecam kupno lub pożyczenie dvd. A może kiedyś wspólnie to obejrzymy w szkole Dogadajcie się? Zaczynamy

„W pracy psiego trenera często dopada nas pytanie jak rozmawiać z ludźmi zapatrzonymi w psie programy TV, w szybki efekt, dominacyjną ideologię i techniki tam promowane. Jak tłumaczyć, rozmawiać z ludźmi nie popadając w zwątpienie, gdy słyszymy kolejne nienaukowe twierdzenie zasłyszane od jakiejś „psiej gwiazdy”. Co zrobić z sytuacjami, gdy zgłaszająca się do nas osoba nie chce słyszeć o sposobach uczenia się zwierząt, nie chce zrozumieć, a jedynie „zdominować” siłą swego „dominującego” psa, najlepiej przy pomocy jakiegoś „zaklinacza”, który to zrobi „siłą swego umysłu” w 1godzinę uzdrawiając psa?

Po pierwsze zastanówmy się, co wiemy o dominacji, o hierarchii u psów. Po drugie zastanówmy się, dlaczego ludzie tak legną do tych teorii. Po trzecie zaś zastanówmy się nad sobą i nad tym, czy warto wdawać się w przekonywanie kogoś, w walkę w wiatrakami.

Jak myślicie, ile powstało prac naukowych o grupach psów przez ostatnie 50 lat? Dla przykładu o rozmnażaniu się koników morskich przez ostatnie 10 lat powstało ok. 1200 prac naukowych. A o psach i ich układach w grupie? Dwie. Dwie cienkie prace.

No więc po pierwsze- psy nie tworzą stad. Ale skąd możemy to wiedzieć, skoro trzymamy je zamknięte w domach, na smyczach, za ogrodzeniami. „Nasze psy tworzą stado- żyją ze sobą!”- ktoś powie, albo jeszcze lepiej „tworzą stado ze mną”. Proszę bardzo otwórz bramy, drzwi, puść psy – ile z nich zostanie z Tobą i ze sobą nawzajem, a ile wybierze wolność. Skoro to jest stado, to potrzebuje siebie do życia, rozmnażania i przetrwania, więc smycze, obroże i ogrodzenia nie są potrzebne by zachować układ.

Co to znaczy tak w ogóle, że pies „dominuje”? Co on robi? Nie wiadomo. Określenie „dominowanie” jest jak wielki worek mający na celu wrzucenie i nie analizowanie żadnych szczegółowych zachowań. Gdy ktoś CI mówi –„uważaj, ten pies warczy i może chcieć Cię ugryźć jeśli podejdziesz do niego ze smyczą” -wiesz czego oczekiwać. Ale ileż to opisywania! Łatwiej powiedzieć- ten pies jest „dominujący”. Ot, tyle. Sam zgaduj, co się pod tym kryje! To stricte nienaukowe podejście- zamiast opisać szczegółowo zachowanie- określamy je jakimś wielkim uogólnieniem. Wyobrażacie sobie chodzić do lekarza i mówić za każdym razem „coś nie bardzo się czuje” zamiast „bardzo boli mnie głowa, mam katar”, „jest mi słabo”. „Nie bardzo się czuje”…

No właśnie, czy to, że pies „dominuje” czy „jest dominujący” odnosi się do jego relacji z tym czy owym, czy do cechy charakteru. Czy niektóre psy są „dominujące” w stosunku do każdego, zawsze i „o wszystko”. A jeśli to jest kwestia relacji tego psa np. z innym, to czy może ona się jutro zmienić? A skoro może się zmienić, to co nam daje ta informacja? Czy to, ze w tej chwili pada daje nam jakieś przesłanki o tym co możemy zrobić jutro, jaka będzie pogoda jutro? Jak można by było wykorzystać taką informację, ze pies „dominuje”, jeśli to się zmienia?

W książkach i programach „dominacją” tłumaczy się w zasadzie każde problematyczne zachowanie:

  • agresję do właścicieli
  • agresję do obcych
  • agresję do psów
  • nieposłuszeństwo
  • niszczenie
  • skubanie (iskanie)
  • kradzenie jedzenia czy rzeczy
  • skakanie (gest powitalny, lizanie po twarzy to ma być dominacja…)
  • ciągnięcie na smyczy (połączcie sznurem dwie istoty poruszające się z różną prędkością – jak szybsza ruszy lina się napnie i będzie „ciągnąć” wolniejszą, czy to znaczy, ze zające dominują żółwie, a myszy dominują spasione koty?)
  • gonienie ofiary!!
  • Szczekanie (… bez komentarza)
  • Nie przychodzenie na zawołanie, ucieczki (nawet, gdy pies nie był uczony przywołania. Chce nas- stado „zdominować” przez odłączenie się od nas, ależ pozycję może tym zyskać ; P)

Załóżmy, ze ktoś wierzy w teorie dominacji, „psy oczywiście tworzą stada”, dominujący Alfa pies broni miski, posłania, schodów, drzwi. A co jeśli nasz „Alfa” akurat miski nie broni? „no to przecież wyjątek, jest Alfa, więc nie musi”. A co jeśli moje psy uciekają gdy otworzę bramę – „dominują Cię, więc chcą się odłączyć od zdominowanego stada” itd, Itp. Dodawanie za każdym razem coraz to nowych wyjątków, odstępstw, klauzul – typowe dla baaaardzo, baaardzo chwiejnych hipotez.

Jakie mogą być rodzaje hierarchii?

v     Liniowa w dół A->B->C->D, w której osobnik wyżej wymusza swoją pozycję przez aktywną „dominację” (np. A podchodzi do B i mówi

„oddawaj tą kość, bo w ryj dać mogę dać”)

v     Liniowa w górę D<-C<-B<-A, w której to osobniki słabsze „oddają chętnie” władzę tym wyżej same z siebie. Nie ma tu żadnego wymuszenia ze strony silniejszego. O tym rodzaju hierarchii zapewne będzie mówił Ian Dunbar w cz.2

v     Linowa zależna od płci (np. u samic w górę, u samców w dół)

v     ???? nieliniowa np. A->B->C->A…, w której różne osobniki mają różny układ ze sobą

v     Zależna od zasobu- przy misce jest A->B->C, przy zabawce B->A->C itd..

v     Piramidkowa, czyli są charaktery Alfa (A), z czego tylko jeden może być jedynym Alfą, a reszta tylko czycha na jego potknięcie i stara się „zdetronizować gościa” oraz charaktery Omega (B), które nawet jakby mogły nie chcą roli Alfy. A->AAAAA->BBBBB

v     Dodatkowe „smaczki” to to, że nawet w hierarchii liniowej mogą dokonywać się zmiany ze względu na złe samopoczucie, humor itp. Jednego osobnika. Skoro są możliwe zmiany tzn, że teoria nie jest prawdziwa. Bo skoro ma być stała hierarchia, to jak jest niestała to przestaje być hierarchią- zaczyna być zwykłym układem zmiennym!

Dla porównania wyobraźmy sobie hipotezę naukową mówiącą, że planety kręcą się wkoło siebie tylko po okręgach (nie elipsach) w jedną stronę. A potem nagle patrzymy na planety i okazuje się, że chodzą po elipsacha i do tego niektóre zupełnie inaczej, w różne strony. Możemy pozostać ślepi na te jawne odstępstwa i powiedzieć - „ah to oznacza tylko, ze nasza hipoteza ma wyjątki, jest słuszna nadal, ale trzeba do niej dodać, że poza tym czasem mogą się poruszać inaczej”. Albo możemy powiedzieć „ups hipoteza obalona, szukamy innej, bo ta się nie sprawdziła” i to jest podejście naukowe.

W żadnej innej dziedzinie taka rozciągliwość, zmienność i „naciągalność” hipotez nie jest możliwa. Od razu zostaje takowa obalona i znajduj się inną. I nie przeszkadza nam to w innych dziedzinach życia. Im hipoteza prostsza, jaśniejsza tym lepiej, bo powinna tłumaczyć wszystkie przypadki, jak przykładowo teoria ewolucji pozwoliła naukowcom wytłumaczyć zachowania wszystkich organizmów żywych.

Cdn…."

21:14, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 31 grudnia 2010
Lola- akcja rozpoczęta

Lolka jest już na bioxetinie i codziennie kształtujemy. Dzięki Oldze od Frotki i jej podpowiedziom wpadłam na ciekawy pomysł kojarzenia. Biorę z wózka póki co misia na ręce, siadam na kanapie i wtedy kształtuje. To pozwoli mi kształtować nawet gdybym nie mogła się "odlepić od dziecka", czy w czasie np karmienia, a Loli daje skojarzenie, że to branie dziecka, a nie odkłądanie go pozwala jej na kontakt i ćwiczenia, co więcej- jest to kształtowanie czyli myślenie. Im więcej będzie myślała w takich okolicznościach tym dalej jest od reagowania.

Tym czasem życzę Wam udanego Sylwestra, nie koniecznie szampańskiego, ale w poczuciu, że kończy się ważny rok, a kolejny niesie za sobą kolejne wyzwania. Oby wszystkim nam udawało się je jak najlepiej pokonywać i byśmy mieli oparcie w bliskich oraz dawali im oparcie. A przy tym jak najwięcej radości na każdym etapie. Najlepszego!

17:00, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 grudnia 2010
Psy a bobo...

Ale to nie koniec planu, o nie…

Już od stycznia, czyli przed przeprowadzką Lola zacznie dostawać z powrotem leki antydepresyjne- Bioxetin. Efekty będą akurat koło połowy stycznia- początku lutego czyli zbiegną się z przeprowadzką. Może uda mi się znaleźć jakieś dodatkowe wspomagacze ziołowe, choć nie wiem czy już pisałam, że takie leki jak D.A.P., Stresnal czy KalmAid nie wywierają na Loli żadnego widocznego działania- lepiej działa pół godziny kształtowania : ), ale to doraźne.

Jeśli chodzi o karmę- chciałam wrócić do Boscha Low Protein jednak dowiedziałam się, ze zrezygnowali z produkcji! Brawo! Jedyna karma na rynku mająca mocno obniżony poziom białka – jedyny ratunek dla właścicieli psów problematycznych – wycofany. Jak byście znaleźli coś sensownego z białkiem chociaż poniżej 18% - dajcie znać!

Do tego kwasy omega czyli jakiś Oeparol.

Zaopatrzyłam się też w gryzaki wszelkiej maści w dużej ilości. Lola dostaje ich coraz więcej, może sobie pogryźć, zaspokoić swoją potrzebę, a przy okazji trochę „uniewrażliwia” się na ich obecność. Oczywiście dostaje je w odosobnieniu, żeby uniknąć jakichkolwiek konfliktów.

Konieczne będzie też powrócenie do regularnie dawanego Konga oraz codziennych sesji z kształtowania, które poszły w zapomnienie ostatnimi czasy. Niech myśli paskuda, niech używa mózgu jak najwięcej.

Mamy nadal problem do którego poniekąd za bardzo już przywykliśmy, a który teraz trzeba będzie zmienić. Otóż Larwa szczeka na domofon i dzwonek oraz gdy ktoś puka stuka na klatce. Poniekąd z lenistwa weszliśmy już w nawyk izolowania jej czyli „straty” po szczeku, co jednak nie daje żadego efektu, poza tym, ze sucz sobie burka w kącie wyciszona  trochę przez bariery dźwiękowe. Zaczniemy więc od zmiany jej nastawienia. Domofon- kurza łapka, domofon- karma itp. To, co najtrudniej jest jej opanować (nie może tego zrobić) to jej podejście emocjonalne – lęk, strach i złość, które czuje odruchowo słysząc dzwonek. Potęgowane jest to przez nasze zdenerwowanie (oj tak, nie jesteśmy idealni…). Tu, w starym mieszkaniu to będzie jedynie rozgrzewka dla nas. Prawdziwą zmianę wprowadzimy jak się przeprowadzimy i moja w tym głowa by to dobrze zaplanować. Ale każda podpowiedź, pomysł, sugestia z Waszej strony na wagę złota, bo to jedno z zachowań psów, które mnie autentycznie wpienia i tracę spokój oraz zdolność twórczego myślenia.

A poza tym? Co z przyzwyczajeniem wszystkich psów na przyjście dziecka, bo może byście chcieli o tym poczytać. No więc częściowo pomaga mi w tym mój rosnący brzuch, 4 piętro na którym mieszkamy i ciążowe zmienne samopoczucie, robi się to samo. Nie da się ukryć, że okres zwłaszcza tuż po porodzie i później też będzie wymagał wiele „wyrzeczeń” ze strony psów i być może nie raz będą one dla nas obciążeniem ponad miarę. Dlatego chce je na to przygotować, żeby nie łączyły tych zmian z przyjściem do domu dziecka.

Po pierwsze ograniczyłam ilość spacerów psów do dwóch. Wiem, to może wydać się straszne, ale pomyślcie, że dla kobiety zaraz po porodzie i jej zabieganego męża to może i tak być dużo. Jeśli w tym czasie będziemy mieli więcej możliwości- super- psy na pewno chętnie skorzystają, ale będzie to bonus nie standard. Tym czasem łatwiej jest wybrać się 2 (czytaj 4 razy, bo z Lolą na inne spacerki chodzimy) na większą wycieczkę z gratami, zabawkami (a potem i z wózkiem) niż biegać 6 razy w tę i z powrotem.

Jak to robie?

Otóż właśnie póki co organizując dłuższe wycieczki poranne, które jednak odbywają się później (10-11),

-trwają po 1,5 nawet w takie mrozy (bo łatwiej ubrać się raz, a porządnie niż co chwila przebierać)

- „odpuszczam sobie” czyli zdarza mi się stać dość długo w jednym miejscu, pozwalam im na dłuższe zabawy wspólne, z innymi psami, kopię im piłę;

- jak tylko mogę zabieram chłopaków ze sobą czasem na cały dzień na wszelakie „załatwianie spraw”. Dla mnie to 12 pięter mniej do pokonania (zamiast trzech zejśc i wejść- jedno wspólne). Wyjeżdżamy wtedy „rano” i cały dzień są ze mną czekając czasem w samochodzie. Załatwią się wychodząc z domu, potem pobiegają gdzieś np. w lesie w którym się zatrzymam po drodze, owszem trochę się wynudzą czasem czekając na mnie, gdy przykładowo idę zanieść badania, ale też wybiegają często z zaprzyjaźnionymi psiakami i wracamy razem po południu równo zmęczeni. Ja padam i oni też. Ja zmęczona noszeniem 10 kg brzuchola podczas załatwiania spraw, oni czekaniem i przygodami. Wieczorem to ja ich wyciągam na szybkie siku… A jak się trafi dzień wolny- sami chętnie odsypiają całe dnie.

Stopniowo ilość długość i ilość atrakcji oraz dni „pracowitych” będzie topniała, ale idzie to parze z moim stopniowym ograniczaniem ich, więc zgodnie z rytmem organizmu. Póki co taki tryb bardzo dobrze mi się sprawdza, a psy nigdy nie jęczą, że chcą wyjść.

Z Lolą sprawa ma się podobnie, bo jest zima, a zimą takie małe parszywe łyse zgredki nic tylko by spały pod śpiworkiem i koniecznie przy kaloryferze. Oczywiście jeśli jest jakaś „awaria” i któryś psiak się opił wody lub co innego – wypadamy na szybkie siku/kupę pomiędzy. Jednakże naprawdę rzadko się to zdarza.

Oczywiście wszelkie wózki, ubranka, zabawki pojawiają się w domu i stanowią wszechobecny „owoc zakazany”, ale realne ustawienie tych rzeczy i wplecenie „dziecięcych rytuałów” w nasze życie będzie miało miejsce dopiero po przeprowadzce czyli koło stycznia-lutego. Pewne rzeczy- jak tulenie maskotek, większe ignorowanie psów w domu itp. robią się u nas same – jakby odruchowo.

To tyle „nowości”, które przychodzą mi do głowy.

Tymczasem nie mogę się doczekać seminarium z Alexą Caprą o agresji w Fundacji Psia Wachta- nie to, żebym liczyła na jakieś oświecenie, ale uwielbiam jej seminaria i zawsze czegoś nowego się człowiek dowie zwłaszcza w kwestii czytania mowy ciała psa. Polecam!

14:14, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Lola i bobo

Zamknęło mi Mozillę w połowie wpisu….Cóż, zacznę od nowa, może krócej…

Ania od Agi- cane corso wyraziła ostatnio nadzieję, że mój blog będzie dalej pisany. Będzie, będzie, ale przede mną chyba najcięższe odcinki- bo bardzo życiowe, bo od wyniku moich decyzji zależy nie tylko moje i Loli życie, a wszystko jest tak przerażająco aktualne.

No więc spodziewamy się dziecka- już w marcu. Od sierpnia o tym wiemy i stajemy na rzęsach, by uporządkować wiele spraw zanim córeczka się pojawi. Oczywiście to najradośniejsza wiadomość w naszym  życiu, ale padł tez na nas blady strach- co z Lolą?! Nie planowaliśmy dzieci, a to oczywiste, że Lola stanowi zagrożenie dla dziecka. Nie można tak po prostu mieć jej, mieć dziecka i nic z tym nie robić. Tu nie wystarczy też nigdy nie zostawiać dziecka sam na sam z psem. Gdy ktoś mówi mi „wystarczy, że będziesz zawsze miała ich na oku” ogarnia mnie pusty śmiech. Na oku to trzeba mieć labradora i dziecko, a nie taką maszynę, która miesiącami śpi spokojnie w kącie, aż tu nagle w ciszy wystrzela na drugi koniec pokoju zanim zdążysz powiedzieć „A”. Najlepiej to widać po Neptunie i Loli. Niby wszystko jest ok.- żyją ze sobą, bawią się i w ogóle. Ale czasami, raz powiedzmy na miesiąc, czasem rzadziej, czasem częściej- Lola nagle próg reakcji Loli się obniża i  „bez żadnego ostrzeżenia” (czytaj takiego, które mogłabym ja albo Nep zauważyć) Lola wystrzela z pełną prędkością do Nepa i wyskakując w górę z wściekłością zażarcie gyzie go w szyję. Nep wie co robić- odwraca się biorąc ciosy na bok i piszczy. Ja wkraczam, Lola przerywa i wychodzi „do izolatki”. Bez ran, bez obrażeń, ale bardzo energicznie i zdawałoby się mocno kąsa. Owszem teoretycznie wystarczy odwrócić się tyłem, wystarczy nie mieć „twarzy” na wysokości naszego kolana. Ale dziecko tego nie może zrobić. I choćby się siedziało w pokoju między dzieckiem, a psem, nie spuszczając ich z oka ani na sekundę przez miesiące- nie da rady wkroczyć w akcję szybciej niż pies. To nie czarne scenariusze- to realność życia z takim psem. Lola może być najukochańszą istotą miesiącami, co wcale nie znaczy, że nie zareaguje dziwnie w pewnym momencie.

Co więc można zrobić? Nic? Oddać? Poczekać, aż pogryzie i uśpić? Są też czarne scenariusze, ale nie popadajmy w skrajności. Wkurza mnie na równi, jak ktoś mówi „wystarczy pilnować dziecka i psa” jak i, gdy słyszę „zagryzie CI dziecko!”. Sprawa nie jest ani tak łatwa, ani tak beznadziejna. Znaleźliśmy się w dobrym położeniu- ponieważ mieliśmy możliwość wyboru i kupna mieszkania. Mieszkanie samo w sobie daje bardzo dużo możliwości lub ograniczeń w życiu z takim psem. Szukaliśmy mieszkań jak największych za cenę, którą dysponujemy, aby fasOlka miała swój własny pokój (czyli 2 pokoje z oddzielną kuchnią). Idealnie by było 3 pokoje, ale za tą sumę jaką mieliśmy to raczej było realne w okolicach Pruszkowa czy Wołomina. A jak to się ma do psa? Ano wyobraźmy sobie - mając 3 pokoje można spokojnie izolować Lolę w naszej sypialni puszczając ją, gdy dziecko śpi, jest gdzieś indziej. Wersja optymalna, której szukaliśmy to mieszkanie z choćby maleńkim ogródkiem. Wyobraźmy sobie – można wtedy wziąć dziecko w wózku do ogródka na „spacer stacjonarny” i w tym czasie wybiegać, wymęczyć Lolę tańcem z psem, sztuczkami, elementami agility czy szukaniem. Wersja idealna- Fasolka „przewietrzona”, Lola wymęczona i to przeze mnie, bez konieczności angażowania w to Grzesia. Gdybyśmy mieli jeszcze więcej czasu, mogli szukać, czekać i gdyby Lola była głównym priorytetem (gdyby nie ważna była nasza praca, dojazdy, cena itp.) – pewnie byśmy znaleźli takie miejsce.

Ale udało nam się znaleźć coś, co daje nam i tak wiele możliwości i kupiliśmy to mieszkanie w tydzień od obejrzenia. 2 odzielne pokoje plus kuchnia z jadalnią i miejscem, gdzie spokojnie można wydzielić część dla psiaków, by Lola nie była wyizolowane w pokoju, widziała, ale nie miała możliwości kontaktu. Czyli trochę dodatkowej przestrzeni dla nas i dla nich. Osiedle nie strzeżone, więc za furtką jest od razu łąka, 100 m dalej las. I ogródek wspólny dla mieszkańców plus tereny ogrodzone - łąki w okolicy. Przy dobrych wiatrach mieszkańcom nie będzie przeszkadzać matka z wózkiem i Lolką w ogródku i tam będziemy szaleć, przy gorszych- wynajmie się teren ogrodzony od jakiegoś właściciela. Jestem taka szczęśliwa, że już udało się osiągnąć opcję wręcz wspaniałą! A z Fasolką i chłopakami będziemy mogli chodzić na długie spacery po lesie : )

13:05, uwaga.agawu
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 października 2010
....

Od ponad roku mieszka z nami Grześ, ktory nauczył się czytać i postępowac z Lolą. Bardzo mi pomaga, zwłaszcza jak mamy w domu trzeciego psiaka, np Fundacyjnego lub innego pod opieką. Grześ zabiera Lolę na spacery, zapewnia jej dużo węszenia i sppokojnego chodzenia, co Lolka bardzo lubi i dobrze to na nią wpływa.

Aktualnie Lola chodzi zwykle w kagańcu, ponieważ pomimo iż ją kontroluje nie moge liczyc na odpowiedzialnośc innych właścicieli. Podbiegające psy wskakiwały jej na plecy z zamiarem zabawy, na co Lola je odganiała, a "zaczepniś' wtedy przystępował do ataku, na co właściciel oczywiście wpływu nie miał, o ile w ogóle widział co robi jego pies. Niestety mój pies nie może się bronić, bowiem ją taka obrona bardzo uczy agresji. Tak więc może sobie węszyć bez kagańca, gdy spacerujemy przy ulicy (ucieczka moja z Lolą na ulicę jakims cudem wywołuje w włascicielu drugiego psa realne mozliwości zatrzymania go, by nie wybiegł za nami...), ale na polach mokotowskich któluje kaganiec, bo tam nikt nie jest bezpieczny, psiaki sa wszędzie, a właściciele praktycznie nigdzie.

Od dawna pomaga mi też kantarek, bo w razie czego mam kontrolę nad głową Loli, czego w obrozy nie ma. Oczywiście mówimy tu o być może paranoicznej, nadmiernej zapobiegliwości, w którą weszłam i która pozwoliła mi już ponad 2 lata żyć z Lolą bez niemiłych przygód.

Ostatni raz przypadkowy i okropny błąd popełniłam ponad 2 lata temu, w mglisty, mżawkowy ciemny wieczór jesienny, gdy na spacerze cwiczyłam z psami, a na koniec Loli dałam patyka. Chciałam odejść od niej, pozwalając jej samej przynieść mi patyk, ale wcześniej pochyliłam sie szybko nad nią, by odpiąć smycz z kantarka. Wtedy Lola "odruchowo" podskoczyła i uderzyła mnie zębem (czyli ugryzła) w policzek, a gdy odeszłam natychmiast ochłonęła i przynisoła mi jakdbyby nigdy nic patyka. No było najgorszemoje przeżycie. Od tej pory zawsze myśle kilka razy zanim sie schylę nad psem tak, a zwłaszcza, jak psiak coś ma, czego moze bronic.

20:21, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Lolita - koniec historii i wreszcie wstęp do dnia dzisiejszego

Dużo było tej historii, duzo przygód. Na szczęście wszystko całkiem dobrze się konczy- Lola nauczyła się żyć ze mną, a ja z nią. Wymagała i wymaga indywidualnego podejścia - nie można jej przeszkadzać podczas jedzenia, najczęściej je w osobnym pokoju. W ciemne, zimne i mokre dni trzeba ją non stop przykrywac i śpi całe dnie pod śpiworem. Miewa dni, kiedy nie mozna jej dotykać, bo puszcza tzw "twarde spojrzenie" mówiące "odejdź". Ale poza tym - na spacerach może sobie węszyć i człapać lub tez można się z nią bawić w "tysiące sztuczek", szkolenie i inne wygłupy. Wtedy jest mega rozkosznym psiakiem. Mija spokojnie inne psy nawet w odległości 1m o ile tylko te tez są spokojne nie wyrywają się do niej i jej nie grożą. Z małymi pieskami potrafi się witac i bawić.

W mieszkaniu u mnie miala kontakt z kilkoma psami. Do spotkania z każdym doprowadzałam bardzo powoli, bez pośpiechu. Najpierw Lola musiała zaakceptowac jego obecnośc bez konieczności patrzenia na psiaka, czy bycia blisko niego. To oznacza, ze oddzielałam psy - były w róznych pomieszczeniach. Poczatkowo oddzielone dwiema parami drzwi, by szpara pod drzwiami nie powodowała konfliktów,  potem jednymi, by przyzwyczaiła się do bliskości psa. Później  puszczałam Lole, gdy drugi psiak był w klateczce. Lola wtedy z daleka obserwuje i dopóki drugi pies jej nie zaczepia- sama nie podejdzie. Wie, ze jest bezpieczna i nie zamierza tego burzyć. Dopiero gdy widzę iż widok innego psiaka nie budzi w niej emocji, mogę zacząć pozwalać dwóm psiakom się minąć w bliskiej odległości. Nie po to, by sie przywitały, ale po to, by Lola zobaczyła, ze pies nic od niej nie chce i nie będzie zmuszona do kontaktu.

Wydawać mogłaby się, ze taki proces jest mozolny i dlugotrwały, ale tak naprawdę ciezki jest tylko sam początek. Oczywiście nie osiagnę tego w kilka dni, ale nie szybkość, a trwałość efektu się liczy. Bez nacisku psiaki się szybko przełamują i kolejne etapy przebiegają płynnie, niemalze same z siebie. Są dni, kiedy widze, że Lola sie nie nadaje do żadnych "postępów", a sa takie, że mogę zrobić kilka wielkich kroków do przodu. I co najwazniejsze ten sposob jest niezwykle skuteczny w przypadku Loli.

W ten sposób zapoznałam ją z Sambą i HipHopem - dwoma psami Fundacyjnymi, które krótszy (Samba) lub dłuzszy czas(Hip)  były u mnie. Lola nie miała z nimi żadnego konfliktu, później bawiła się tarmosiła i nawet, gdy miała zły dzień, a drugi psiak był bardzo namolny odpędzała go jedynie głośnym szczeknięciem, bez złości, z jaką potrafi potraktować Neptuna. Wydaje mi się, że sekretem relacji z Neptunem byo to, że on był w najgorszym (pod kątem agresji) okresie jej zycia i nauczyla sie, że można  się na nim wyładowywać, a on to znosi. I tak sobie czasem próbuje ulżyć. Natmiast podczas ponad 1,5 roku mieszkania z dość natrętnym labkiem HipHopem nie użyła ani razu takiego sposobu. Po prostu na nim nie nauczyła się. Oczywiście wazne jest tu też moja rola. Jesli byłam w domu i widziałam, ze Hipek "przegina" w stosunku do Loli- zawsze go zabierałam. Ważne dla nas jest to, żeby ona wiedziała iż NIE MUSI uciekać się do agresji, by się pozbyc natręta. Więc jak tylko widzę, że inny pies jej przeszkadza, ale jeszcze jest spokojna- w nagrodę oddalam tego psa. Nagrody pokarmowe czy zabawka mają tu znaczenie poboczne, bowiem mogą byc przyczyną agresji na tle bronienia zasobów. Najwazniejsze jest by inny pies wyszedł lub by wyprowadzic Lolę w spokojniejsze miejsce póki jeszcze się nie nakręci.


20:01, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 września 2010
Historia Lolity cz.14

I tak szczęśliwie trafiłyśmy do Pomocnej Łapy. Wyslałam chłopakom (Piotrkowi i Grześkowi) przed kursem skrócony opis historii Loli. Nie byli zachwyceni. Mieli obawy, a jedocześnie widzieli ile błędów mozna było odkręcić. Zdalawali tez sobie sprawę, że mam duża wiedzę oraz, że można Lole powoli wprowadzać w warunki kontrolowanych rozproszeń, bez prowokowania jej do agresji. Jednak nie rzucili się na nią jak inni szkoleniowcy z dufnością w stylu "ja Ci pokażę Aga, że mozna z niej szybko zrobic normalnego pieska". Chcielismy po prostu nauczyć ją robienia tego co i tak umie jednak w obecności innych psów. Spokój, opanowanie i dodatkowo zabawa ze szkolenia. Nie wkręta, nie zabawki, by wlepic psa. Przede wszystkim spokój, luz i respekt dla tego, przez co pies przeszedł (łącznie z moimi błędami!).

Poczatki nie były łatwe... Samo docieranie do celu (wtedy boisko przy placu Konstytucji) z Lolą było naprawdę ciężkie- wybiegała w przód, popiskiwała, co chwila robiła wodnistą kupę ze stresu. Tego z nią nie przerobiłam wczesniej -wielu obcych miejsc więc traktowałam dostarcie na miejsce jako  część treningu - czesto równą z ćwiczeniem na placu, bo jak wiecie cofanie się z psem, gdy napnie smycz zajmuje trochę czasu :).

LolaLola

Na placu stałysmy na samym koncu, oddalone od innych psów o dobrych 15 metrów i tam ćwiczyłysmy, gdy tylko udało mi się ja trochę uspokoić. Oczywiście na poczatku było strasznie - Lola mając skojarzenie z poprzednim szkoleniem sądzila, że będzie musiala między te psy wchodzić, że będą ciągle spięcia i do nich się szykowała napinając każdy mięsień swego wystarczajaco umięśnionego ciałka. Na szczęście dystans, który zachowywaliśmy przed, po, w przerwach  i w trakcie szkolenia nie pozwolił jej na wkroczenie w poziom furii, wyskoków, szczeków i atakowania mnie. Nauczyla się skupiac i pracować w tej odległości. Kształtowanie pozycji "zdechł pies" juz wczesniej w róznych miejscach sprawiło, że przyjmowała ta pozycje sama z siebie, gdy kucałam w przerwach. A ja mogłam to nagradzać jak to relaks w przerwie- glaskami, smaczkami.. Wyglądało wręcz jakby była zrelaksowana :)

Stopniowo, gdy juz nie miała prolemów na dystansie 15m, nauczyła się cwiczyc w odległości 10m, potem 5, aż w końcu w normalnej odległości od psów. A przy okazji "wymiatala", bo szoleniowo jest świetna- dostawianie do nogi, slalom między nogami, siady, warowanie, chodznie przy nodze, reakcja na przywołanie i sygnał neutralny - popisowe. Grzesiek i Piotrek zaczeli ja brać jako "demo-doga", więc nauczyła się tez pracować z innymi ludźmi. Pozostali kursanci często w ogóle nie zdawali sobie sprawy, ze cos z Lola jest nie tak- mysleli, że to słodki, kochany, bardzo mądry piesek- bo w sumie tak jest :)

Największym szokiem było dla mnie, gdy w wirze powolnego i asekuracyjnego podnoszenia kryteriów zdałam sobie sprawę, że mogę położyc Lolę między psami w odleglości 2 m, odejść, zniknąć za samochodem, a ona leży rozluźniona! To był szok. Nie nastawiałam się na rezultaty, nastawiałam się na czytanie jej i bezpieczenstwo jej i innych. A tu okazało się, ze coś, co mogło byc tylko moim marzeniem- że Lola lezy posród innych psów- to sie dzieje!

Wtedy tak naprawde kamien spadł mi z serca. Nie dość, że sama odratowałam siebie i psiaka ze strasznego dna, bo ta samotna, żmudna i smutna walka nie daje duzo radości, ale znalazłam ludzi, którzy rozumieją  i mi w tym pomagali. Zapewniali bezpieczne warunki, kontrolowane, zmienne rozproszenia, a ja korzystałam z tego ile wlezie. Wiedzieli co to są sygnały uspokajające i potrafili je zastosować, zamiast zmuszac psa do czegos siłą; wiedzieli co to jest kontrwarunkowanie i pomogli mi odkręcic skojarzenia Loli i wreszcie nigdy, ale to nigdy nie kazali mi robić czegoś, co powodowaloby we mnie silny lęk o własne zdrowie, ani nie zmuszali Loli to wejscia w warunki, których ja nie byłam pewna.

Pewnie byłam trudnym "klientem", kursantką, bo mimo, ze nie trzeba mi było tłumaczyc ćwiczeń- to miałam swoje wymagania wobec szkolenia i swoje warunki. Odleglośc od psów zmniejszalam tylko wtedy, gdy ja byłam tego pewna i spokojna. Miałam nie raz trochę inne zdanie na jakis temat niz oni i mówiłam to, a pomimo tego zawsze wykorzystywali to na nasza wspólna korzyść. Słowem uratowali mnie i Lolę przez zaoferowane nam zrozumienie, zaufanie i szacunek do przeszłości. Dzieki chłopaki za te chwile - gdyby nie Wy, to by się nie udalo!

...

15:04, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Historia Lolity cz.13

CO dalej? No dalej było juz coraz lepiej. Paniczna potrzeba ruchu i adrenaliny rozwinięta przez moje atrakcje dla niej - sporty, wspólne bieganie, bieganie przy rowerze została zredukowana. Mniej białkowa karma i serotonina gromadząca się w organiźmie obniżyły pobudzenie na zaminieniając je na przyjemne rozluźnienie Loli.

Oczywiście juz od dłuzszego czasu spacery musiały zostać rozdzielone- miedzy Nepa i Lolę, czyli wychodzę na 2 razy więcej spacerów. Nep na tym stracił, ale Lola zyskala więcej nudnych, krótkich spacerów po osiedlu na małym poziomie pobudzenia- dla niej to miód.

Wprowadziłam w spacery "nicnierobienie', czyli siadam na ławce i nic nie robie, a to połączone było na początku z wyłapywaniem. Lola się kręciła, piszczała itp, a ja ignorując czekałam aż się zatrzyma/uciszy - klik i smaku, siądzie - klik i smak. Nie bylo tu mowy o sesji, bo była non stop rozproszona na początku, ale stopniowo nauczyła się którą drogą ma iść i zaczynałam przechodzić do kształtowania--> siadanie- kladzenie się- zdechł pies. Efekt docelowy? Ja siadam, a sucz kładzie się na boku, jest zrelaksowana (kształtowanie baaaaardzo ją męczyło wtedy, więc jak się wyłączała z sesji, kładła i odpoczywala to i tak miałam zamierzony efekt). Jesli zdarzało się, że dostawała "napadu' na spacerze, przekierowując agresję z psa na mnie- natychmiast przypinałam ją do drzewa/słupka i odchodziłam. Wtedy wpadała w panike, że sobie idę. Gdy przestawała szczakać zatrzymywałam się (przestawałam się oddalać), gdy cichła na jakiś czas - odwracałam się, gdy przestawała popiskiwać i podstakiwać- wracałam, gdy siedziała spokojnie odpinałam ją. Czy pies jest w kagańcu czy nie nie ma tu uwierzcie zbyt dużego znaczenia - tak czy siak człowiek chce się naj najszybciej od niego oddalić. Oczywiście nieoceniona jest tu rola nicniewidzących przechodnów wtracaczy, którzy potrafią się oburzać, że np zostawia się psa. W tym momencie jednak to nie ma żadnego znaczenia, staję się maszynką do wygaszenia pewnego zachowania psa i tyle.

I wtedy, zaraz po najtrudniejszym momencie, kiedy znów odnalazłyśmy siebie znawzajem zobaczyla ogłoszenie o kursach w Pomocnej Łapie, ogłoszenie Grzeska Dudy, którego znałam już wstepnie z Alteri, miał asista. Kto moze wiedzieć o psach więcej niż ja i znać się na szkoleniu pozytywnym, odwrażliwianiu itp jesli nie osoby z Alteri - kolebki pozytywnych trenerów?!

14:24, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 sierpnia 2010
Historia Lolity cz.12

Kiedy tak naprawdę Lola zaczęła atakowac inne psy?  napisałam tylko o tym, że nie potrafiła się bawić. Przez pewnien czas normalnie kontaktowała się z psami. Owszem była to zwykle szybka gonitwa po łąkach służewia. Wielu właścicieli spokojnych psów bało się samej wizji "amstafa" i nie chcieli kontaktować swojego psa z Lolą, nawet na etapie, gdy była mała i jeszcze wielu rzeczy sie uczyła. Mówili "amstafy są agresywne do innych psów" i poniekąd prawda. Psy z którymi mogła kontaktowac sie Lola były raczej nadpobudliwe, nerwowe niż spokojne i opanowane. W ten sposób właściciele spokojnych psów (chwała im za to, że dbaja o swoje psy), sami przyczynili się w duzej mierze do realizacji mitu, w który wierzyli. Samo spełniajaca się przepowiednia. Oczywiście nie mam im tego za złe, zawsze doceniałam to, że ludzie dbaja o bezpieczeństwo psa, nie narzucałam się no i co najwazniejsz- sama nigdy nie lubiłam i nie ufałam amstafom!

Czasem na spacerach "nad Smródką" spotykalismy boksera z panią lub panem w średnim wieku. Psiak lubil się bawic, jak to bokser. Właściciele troche mniej więc pozwalali by pies bawił się ze mną/nami, a sami stali patrząc. Pewnego dnia rzucałam Loli zabawkę, gdy bokser  podbiegł do mnie. Zażądał parówek, które miałam w saszetce i mimo, ze ich nie dostał stał uparcie przy mnie. Chwaliłam Lolę wylewnie, bo nie wciskala się między nas, tylko leży w odległości. Nie próbowała też bronic swojej zabawki, była spokojna i zachowywala dystans. Starałam się poruszać, odejśc od boksera, ale przykleił się do mnie, a właścicielka zapomniała, że ma głos i ręce. W pewnym momencie, gdy Lola odrobine zmniejszyla odległość ode mnie (chciała mi chyba podac piłke) - bokser zaczął ja odganiać kłapnięciami. Zasłonilam Lolę sobą, miałam ją pod kontrolą (biegała zawsze z kawałiem linki). Bokser robił to kilka razy i nagle Lola się "włączyła" - zaczęła się wsciekle odgryzać. Zasłaniałam ją ciałem oddzielając, a bokser atakował ją z róznych stron. Pani boksera stała 5 metrów dalej i udawała posąg nie reagując na moje prosby zabrania psa. W końcu Lola złapała boksia za fafla i trzymała. Wtedy złapałam bokser za obrożę, Lolę za jej, powiedzialam "puść" Lola pusiła i trzymając psy w dwóch rękach jak najdalej od siebie wydarłam sie na zamarłą włascicielkę, ze ma natychmiast wziąć psa. Kobieta się tak bała m.in. swojego własnego psa ( i Lolki na pewno tez), że dopiero krzyk zmusił ją do przejecia psa ode mnie.

Od tej pory awantura znaczy awantura....

Wiele miesięcy później, gdy Lola już była bardzo uspokojona, pracowałam z nią kilka dobrych miesięcy i zrobiła wielkie postepy - przestała napinac smycz, spokojnie chodziła (nie jak terminator inochodem), zaczełam jej tez zdejmowac kantarek na troche w momentach, gdy była bardzo skupiona. Suczka pewnego pana postanowiła podejśc do Loli. Pan zajęty był wtedy spacerowaniem i podziwianiem chodnika. Lolka podskoczyła do niej w zaproszeniu do zabawy. Niestety Lola robi to przednimi łapkami do gory, więc część psów takie zaproszenie do zabawy kwituje szybkim "po...bało CIę??!" Suczka będąca luzem i w kagańcu zaczęła atakowac kagańcem Lolę. Znów ja zasłaniam Lolę, znów suka atakuje z róznych stron, znów właściciel odbywa poranną drzemke idąc na spacerze . Lola znów złapała - raz, ale za skórę szyji i do krwi. Oczywiscie, że moja wina, bo pies zdolny ugryźć nie miał kagańca. To, że inny go atakował przeszło minutę nie ma znacznia, bo atakował kagańcem. Konflikty miedzy właścicielami psów są nacznie gorsze i bardziej skomplikowane niz psie konflikty. Ten chce, by wszystki amstaffy byly w kagańcach, ta chce chodzić spokojnie z psem nie będac atakowaną przez zadne psy, nawet w kagańcach.

09:09, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7