RSS
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Zachwyt nad Chariotem!

Nasz wózek to poezja! Można się wozić do upadłego, zwłaszcza w taką piękna pogodę! Polecam wszystkim bardzo aktywnym i "ruchliwym" (jak nazwała mnie ostatnio Pani w sklepie) ludkom- tani nie jest, ale warto odłożyć zasiłek macierzyński, by cieszyć się wspólnymi wycieczkami...

http://dwaplusdwa.pl/

końcówka do joggingu- czyli duże kółko z przodu jest doskonała na rolki, wózek jedzie prosto, nie skręca łatwo oraz do zwykłych spacerów po lesie z psami, bo ładnie łyka korzenie i mozna go bez problemu pchać pod górę.

końcówka do roweru to juz widzieliście na zdjęciu- pozwala ciagnąć wózek za rowerem. Amortyzacja jest bardzo fajna, choć hamak w środku dość mozno wzmacnia podstakiwanie, ale jest ono "miękkie" - Ola spi w nim duzo więcej niż spała w gondoli wczesniej (niezaleznie od prędkości).


końcówka do nordick walking-- jest dla mnie końcówką do dogtrekkingu i po to ją ściągam. Juz wkrótce mam nadzieję wypróbujemy i jak Grzes nie będzie mógł/chciał pchać wózka to zawsze będe mogła go ciagnac przy łaskawej pomocy psów :)

za to kółka małe sa tak skrętne i lekkie, że siedząc na ziemi na trawie i karmiac dziecko mozna jedna ręką bez problemów obrócic wózek o 180stopni, by wydobyć wodę czy ksiązkę z "bagażnika". To naprawdę miłe!

Zaczęłam dziś czytać "Nowoczesne szkolenie psów tropiących", póki co bardzo mi się podoba ta lektura, jest wyjątkowo jasno napisana, szerokim patrzeniem i przede wszystkim motywuje do ćwiczenia tropienia. Na razie 5+ jej daje

http://www.karusek.com.pl/produkt.php?prod_id=3289&action=prod

A Gacek wsiąkł w naszą rodzinę i chyba powoli staje się 3cim labradorem, poza tym, ze się kąpie prawie codziennie, je suche chrupki z miski (no może nie zawsze, ale już często!), indyka z ręki wsuwa jak dziki!, zabiera!! chłopakom kości cielęce lub surowego kurczaka i zjada!, obgryza kości wędzone, a przy tym nie ma problemów z żołądkiem - to chyba same sukcesy. Rozpanoszył się co prawda w stosunku do psów i znów zaczał prezentować zachowanie "won stąd to moja pańcia" do obcych mijanych psów, ale to musimy szybko wycofać przez oddzielenie go od Hipa (który z koleji lubi sobie wrzasnąć "pies, pies, rany choć tu, nie moge do Ciebie przybiec, bo jestem na smyczy,aaaa! ale chryjaaa! Rety jak ja bym chciał z Toba pobiegać!), skupienie serkiem topionym itd. Ostatni dogtrekking Gacek szedł pół drogi z Grzesiem ciągnąc też wózek i od razu mu się polepszyło, a ja mogłam pracować z Hipem.

opis

Dzięki motywacji ze strony Ani Susidko od Azji i Sheli udało nam się jednak przejść w tą niedziele ok 5-6km dogtrekkingowo, choć były momenty zwątpienia, gdy Gac zaczął wariować, ale był to spacer dość luzacki z licznymi kąpielami itp

j


Łoniak znów w warsztacie, więc zostają nam spacery, rolki, spacery i rower, na szczęscie do Zyzia wróciła Dominika. Z chłopakami bawimy się w tropienie. Ja schodzę na dół idę w krzaki i zostawiam na trasie zabawkę, chłopaków na zamianę puszczam na trop, na spacerze zostawiam ich w waruj idę gubić klucze, albo gubie je po drodze i puszczam wstecz. Nigdy nie wiadomo, który będzie szukał, z drugim zaś ćwiczę el. obi (wiaderko obi zostało w łoniaku, więc zostają nam proste elementy, bez pachołków itp :( ) Lola na wakacjach u mamy, dzięki za pomoc Mamut, choć już tęsknimy za nią troszkę :*. hip teżgłodny pies!

20:50, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 sierpnia 2011
A blog

a tak szukając dziury w całym i plusów z minusach to blog jest tego najlepszym przykładem! Was cieszy i miło Wam się czyta, a skąd potrzeba pisania na blogu i dzielenia się z "obcymi" swoimi przeżyciami??  Ano przeciez też poniekąd z negatywów, z doświadczeń dzieciństwa, młodości i dojrzałości w kontaktach rodzinnych. Jeśli nie było się wysłuchiwanym przez rodziców, albo nie umieli rozmawiać (sorry Mamo, wiesz, że to Ciebie akurat najmniej dotyczy). Te wszystkie komentarza typu, "przestan mówić o tych psach, pozbądź się ich, mozna mieć tylko jednego psa, po co zajmujesz tym czas, idź się uczyc, lepiej znajdź normalna pracę 8-16 w szpilkach, bo inaczej jestes smieciem, na konie i rower to był czas w dzieciństwie ( a wtedy trzeba było się uczyć!)" "zostaw ten rower, wybij sobie go z głowy, pozbądź się psa, to niebezpieczne, po co ci te rolki, jeszcze go porzucisz, ja wiem co się dzieje z telewizji!, z psem się w gości nie chodzi, kanapa jest dla ludzi, nie dla psów" itd itp. Więc jesli sprawia Wam radośc czytanie naszych perypetii- to pamiętajcie, że to tez wynik pewnej "dewiacji", z której zdaje sobie sprawę, a to kolejna rzecz, która uczy mnie słuchac (na razie krzyków i pisków, ale wkrótce) i interesowac się tym, czym dziecko. Bo wbrew temu co widzicie ze robimy z Olą- pokazując jej nasze zycie i radości jesteśmy z Grzesiem w pełni świadomi, że ona może wybrac i pokochac cos zuuupełnie innego- np gre na wilonczeli, albo śpiew operowy albo coś calkiem z kosmosu :).

No i dzisiejsze wpisy tez zawdzięczacie temu, ze Grześ zostawił nasz wózek zamkniety pod kluczem, który wziął i neimogłam pójśc do lasu.. :( :)

15:38, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Coraz więcej i więcej

Od czasu porodu duzo się dzieje, moge smiało powiedziec, że z tygodnia na tydzień coraz więcej. klondycja rosnie wraz z utrata kilogramów, Ola daje tyle radości i zapału do zycia, bo nawet po nocy, kiedy spałam 4h cięzko się powstrzymac od porannych smiechów i łaskotania z rozradowanym o świcie bobaskiem. Za cel postawiłam sobie doprowadzenie siebie do kondycji sprzed ciazy, a przy okazji moich psów do ładu, by się nie wstydzić (ani tego, że są zaniedane, ani tego, że się źle zachowują).

I wszystko idzie dobrze- treningi z Zyziem. bieganie z Lolą kilka razy w tygodniu, dogtrekking co tydzień, psiaki wakacyjne, kursy szczeniaczkowe i indywidualne, obi z Nepem, dummy z Hipem i oczywiście wszystkie aktywności z Olą dzieki naszemu nowemu wózkowi Chariot Cugar (zwany potocznie Kuguarem) możemy zabrać Olę wychodząc na rolki, biegając, w przyczepce za rowerem, a juz niedługo takze ciagnięta w wózku przyczepionym do pasa za mną podczas dogtrekkingu. Ją to bardzo raduje- cieszy się i spiewa podczas wycieczek (nie wiem jak rozwijają struny głosowe dzieci korzystające ze smoczka podczas przejażdżek, ale mała daje całe arie operowe oczywiście radosne w tym czasie !)

dogtrekkingdirt

 

Jednak w tym natłoku zajęć, aktywności i pracy coś chyba umknęło. Pospiech sprawił, że stałam się znów nerwowa, sfrustrowana,

Pierwszy kop na plus dostałam, gdy zabrałam Hipcia na trening dummy. Okazało się, że rozszczekany i oszołomiasty Hip potrafił ćwiczyć i skoncentrowac się nawet w grupie psów bez piszczenia, szczekania itp. Co prawda podczas dogtrekkingów tez robi postepy (nie szczeka juz na każdego psa, który nagle sie pojawi przed nim, nawet na takiego, który zniknał za drzewem 5 minut temu), ale jednak nadal mnie to potwornie irytuje, gdy zdarzy mu się wyskoczyć ze szczekiem. Acana z jagnięcina bez kukurydzy go wreszcie podtuczyła, kości i gryzaki zaspokoiły potrzebę gryzienia, a wyklucznie aportowania z codziennych spacerów sprawiło, ze się mocno zrelaksował.

Jakże ja zazdroszczę ludziom, którzy nie mają tendencji do nerwowości i którzy nie mają nawet małej ochoty szarpnac psa za to, że on ich szarpnał! Gdyby nie ta część mojej osobowości, pewnie wszystko było by prostsze i spokojniejsze.

Do tego u Zyzia zdawało mi się, ze jest coraz lepiej- zaczęłam mieć nagle jak to mi wpadło do głowy"długie nogi", utrzymuje się bez strzemion i z długa wodzą bez problemu w siodle podczas kłusa, przestałam się tez tak tłuc w galopie, Zyzio zaczął opuszczać nisko głowę i wypinać grzbiet, robimy coraz ładniejsze wolty itd .Kondycyjnie juz nie mam problemu jeździć 1h, nie łapie zadyszki, jestem spokojna i nic mnie potem nie boli. Ok powiedzmy, że doprowadziłam siebie prawie do takiego poziomu kiedy sama jazda nie sprawia mi większych problemów i mogę się skupić na koniu. Ale stanełam przed pytaniem- co teraz? Wszystko to robiłam z ogłowiem, w wędzidle, dla uzyskania pewnosci, ze kontroluję konia, by móc rozluźnić siebie. Można powiedziec, że robiłam to kosztem Zyzia. Myśle, że marchewki i elementy treningu z klikerem miały dla niego marginalne znaczenie, bo i tak wiedział, ze w razie czego w sytuacji pozasesyjnej użyję nacisku- wodzy, wędzidła, popchnięcia łydką. Dlatego właśnie ktokolwiek uważa, że można łączyć trening pozytywny z korektami nie wyobraża sobie chyba, że jakiekolwiek zwierze jest tak głupie, by pracować dla nagród, gdy wie z doświadczenia, że jak mu nie wyjdzie- i tak zostanie zmuszone siłą!

i może dlatego zwlekałam tyle z obejrzeniem DVD Stormy May "The Path of The Horse" (dzięki Iza!!).Polecam film wszystkim- psiarzom też! Teraz obejrzany trafił na podatny grunt. Ja dotarłam do ściany- końca ścieżki wychodzącej dalej na trase szybkiego ruchu i autostradę, na której pełno gubiących siebie  zapierdalaczy, którą zreszta nie chciałam  przecież iść! a poszłam, bo było łatwiej, bo inni tak robia, bo tak szybciej, wygodniej, prościej... i tak naprawdę nie chodzi tylko o konie, z psami jest podobnie - kto ma czas na indywidualną i spokojną prace z psem jak zabiera na spacer trzy psy na raz, z czego 2 mają problem z czymś i to różny problem...? Znowu dylematy- długi spacer z trzema, czy zasuwanie na chwilkę z każdym pojedynczo, i co powiedzieć, jak sąsiedzi znów spytają " a gdzie trzeci (czwarty itp)?" Zabrać do stajni 3 psy na 3 godziny i ryzykowac, że albo będą szalały po łąkach i wodzie, albo spędzą ten czas w samochodzie (bo w boksie wylewają wodę i nie mogą tam być... ! :/) zamknięte, bo agresywne psy stajenne musza być wypuszczone?  sytuacje, w których bezpieczeństwo mnie, mojego dziecka i psów zalezy od widzi misię innej osoby, która otwiera sobie z pilota brame z azjatą, albo puszcza do noworodka psa, który gryzie dorosłych a "Ty się matka martw sama, bo ja uważam, ze ten mój pies jest przewidywalny, ojej obsikał Ciebie i wózek, pierwszy raz tak zrobił, musiałaś coś zrobić dziwnego!".

Trochę się żalę, może usprawiedliwiam swoje niedociągnięcia kompletnym brakiem wyobraźni innych, może zamiast coś robić i gdzieś jeździć należałoby usiąść i pozastanawiac się nad sobą, zrelaksować, pomedytować...

Tak czy siak chciałam napisać o Zyziu. W poprzedniej stajni NIKT nie robił nic sensownego z koniem- wszyscy uważali jakiekolwiek sztuczki za idiotyczne i trzymali się z dala. I teraz to doceniam. Bo jednak można się było zaszyć na okrąglaku i klikać do woli, zaszyć na hali i puścić konia luzem,podobnie na padoku. A teraz są osoby cwiczące z końmi, mające cele, za to jest miliard problemów- a to psy w samochodzie, a nie w boksie, a to w boksie, a nie w samochodzie, a to samochód w cieniu, a nie na słońcu, a to przestaw samochód, przestaw motor, zamknij brame, idź naokoło, dawaj kase, idź do kowala, a czemu mój pies to, a ich pies to, a Twój pies to, a zrób to, a dziś ci nagadam, a dziś Cię lubie, matko nie ma nic goszego od zalezności zasad w instytucji od humorów właściciela, a co dopiero kobiety!

I w efekcie w lepszej stajni Zyzio nie ma- ani ćwiczeń na okrąglaku, ani na padoku (bo sa inne konie zawsze z nim), ani bez ogłowia, (bo zawsze może wejść jakiś nowo przybył hrabia na koniu, któremu wszyscy stopy całują), ani przeszkód (bo to zawsze bedzie źle,a o tym się dowiem za miesiąc) ani terenu (bo przez ciagłe spięcie i kontrolę przestałam wierzyć z zaufanie...) A teraz spiszę cele Zyziowe, by siebie zmusić do ich realizacji- praca z ziemi, zawsze bez wędzidła, jeżdżenie do 15 min- tyle, by utrzymac moje umiejętności, a Zyziowi dac luz, masaże, rozciąganie, wspólne spacery po lesie (o ile komary dadzą nam żyć), przeszkody, elementy agility i kształtowanie. Fakt potrzeba i chęc jeżdżenia jest ogromna, zwłaszcza jak się juz ma tą "władzę", ale mam nadziej, że uda mi się znów przestawić na patrzenie i słuchanie zamiast przekierowywac złość z niejasnych zasad na konia.

podobnie z psami. Basia mi napisała, że czuje się źle nie pracując z psami w ciąży, a ja tyle robię teraz. Z trenerami psimi jest ten minus- że za wszelką cenę chcą mieć wszystkie psy na tip top, najlepiej żeby były prawie idealne. Nie widzimy rzeczy, które robimy nic nie robiąc. Nie widzimy  tego, ze mamy siłę chodzić z dwoma-trzema psami na spacery (w ogóle!), choć wiele kobiet w ciąży nie ma sił wychodzic z jednym, albo psy kończą na zawsze na podwórku. że kształtowanie raz na tydzień to więcej niz ma przeciętny pies. Nie widzimy tego, że nasze psy nadal potrafią przejśc na luźnej smyczy dobry kawał spaceru, że nie rzucają się na nas, nie gryzą dzieci, nei sa "zazdrosne" itp  Widzimy tylko, ze zdarzy im się szczeknąć, mieć gorszy humor, nie kochać szczeniaków, nie mieć ochoty na zabawę z TYm psem, który własnie podszedł do nas. poza tym nadal wiemy, co  i jak zrobimy, gdy odzyskamy siły do pracy. Nie krytykuję tu osób nei będacych psimi trenerami, ale chcę tylko powiedzieć, że nadmierna ambicja zabija zapał i otwartość. Tyle. Dotyczy to wszystkich, nie tylko kobiet w ciąży.

Ja ostatnio dostałam nauczkę- przez sukcesy pojawiły się nowe super cele- zawody dummy z hipem, coraz dłuższe trasy dogtrekkingowe, zawody dogtrekkingowe, prawie codzienne wizyty i Zyzia. Wszystko to prysło, gdy okazało się, że szalona jazda po lasach do Zyzia i po dogtrekkingu przez zalane ulice rozwaliła nam coś w samochodzie zwanym pieszczotliwie Łoniaczkiem (fiat uno). Oczywiście alternator, ale zanim to zdiagnozowali wylądowałam z dzieckiem w upał na grochowskiej w piatek pędząc do związku opłacic składkę... I mimo czekania na lawetę i wielkiej pomocy brata Grzesia i mimo opłacenia składki okazało się, że  organizacja zawodów ciekawa, a lista już zamknięta. A jak się udąło przebłagać organizatora (bo to jaką się ma rase psa i kogo się zna zalezy czy jest ona otwarta czy nie) to okaząło sie,  nie zawsze jest komu po drodze zabrac mnie z Hipem, a bez samochodu już nei tak łatwo. i znalazłam się w klateczce. Dosłownie i psiej przenośni. Okazało się, że mamy czas z Grzesiem na wspólny dogtrekking, na wypad na pizzę ze znajomymi, oglądanie filmu i inne takie. Także jesli przyjdzie Wam do głowy patrząc na pierwsze zdjęcie "o jaka idealna, fajna rodzinka" to wiedzcie, że ten wypad się tak udał dzięki temu, ze zycie uniemozliwiło nam szaleństwa i realizowanie ambicji- jak mówią... nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło... Kocham mojego cudownego męża i córeczkę :*

14:58, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 lipca 2011
Takietam psiowe jak zwykle

Rano Nep trenował Obi na Awfie, jaram się teraz naszymi treningami - trenuje nas teraz Magda Łęczycka ze szkoły Animag http://www.animag.eu/szkolenie! Może patrzenie na osoby, które mają zapał by szykowac się do startów zmotywuje mnie do regularnej pracy z Nepem. W to, że damy rade przygotować się z Nepem do 1ki i dobrze wypaśc to ja nie wątpię, tylko najgorsze to, że nie mam prawie żadnej motywacji, zeby to zrobić. Trenowac fajnie, uczyć psa, wyprawa na zawody ze znajomymi to czas dla mnie, ale to, czego doznaję na zawodach patrząc na te psy w kolcach i łańcuchach szarpane co 2 kroki, podwieszane, atakujące inne.. To jest dla mnie tak nie przyjemne, że odechciewa mi się pokazywać, że pozytywnie też się da. Da się - pokazało to wiele osób- Urszula Charytonik, Magda Łęczycka i co z tego? Podejście większości i tak jest - po trupach do celu- byle wygrać medal i tyle. A co czuje pies? Pies to pies, pies go ...bał. Mama doła jak mysle o zawodach tylko przez to.  I niestety podobnie jest na dogtrekkingu- chodzenie przy ulicy to tragedia, ale psy wciągane kolcami na podium, wieszane do góry w kolczatkach po przejściu 30km, bo atakują psa, który razem z 8 innymi znalazł się w odległości 30 cm to już ok :(. Psy bywaja agrestywne- nie mam z tym problemu- tylko po co takiego psa wsadzać w tłum i wieszać na kolcach jak się zdenerwuje? Nie lepiej by się wyluzował liżąc konga w zaciszu? Nie, bo na fotce trza być z piesem. :/ eh to nie dla mnie.

Trochę popadało i dziś w lesie komary prawie popychały wózek- tyle ich było. Ale za to las pusty od ludzi. Nie zawsze mam czas wybrać się do lasu na spacer, a szkoda, bo powinnam tam codziennie lądować z Olcią. Tylko po godzinie lub dwóch łażenia ja jestem padnięta i chce odpocząć, a Ola się wyśpi i chce się bawić- niezgodność interesów.

Za to Hipa wziełam na spacer osobno z ćwiczeniami, po chodnikach i przy płotach z psami, bo kto go zna wie, że to jest ogromny problem dla Hipa- inny pies, gdy on jest na uwięzi. Poszło wspaniale- przedłużaliśmy dostawianie, uczyłam go skupienia z ignorowaniem spadających smaczków, zaznaczałam ciche reakcje na szczekanie psów, kształtowalismy obchodzenie pachołków- żeby pomyślał. W połowie wycieczki łąka, trochę tropów i szukania dummika, a na koniec rzuty dummika do rzeczki. Niestety Cipek to CIpek- musiał dummika zgubić, bo niezauważył, że wpadł do wody i popłynął :/ Szkolenie Cipełusza na kosztownych sprzętach jest skrajnie nieopłacalne- powinnam to robić na patykach. Eh czemu nie wzięłam Neptuna... :( No nic słodki, ale głuuupi jest kocham go i tak, a będzie okazja do kolejnych zakupów hehehe.

Jak po treningu z Nepem, spacerku z Lolką i trenowaniu na hopce, 2gim śniadaniu, Spacerze z Gackiem, a potem z Hipem wróciłam do domu to już trzeba było wyjśc z Lolą i Nepem. W zasadzie mogłabym wracac do domu tylko na karmienie Oli, siebie i znów wychodzić, a dziś jeszcze szczonki do nas przyjeżdżają. Może jednak jakaś burza przyjdzie, żebym miała pretekst do lenistwa?? :P

A no i najlepszy news- Lola i Gacek w procesie redukcji barier ich dzielących znajdowali się już oddzieleni tylko słynnym niskim azurowym płotkiem z mothercare. Dziś Gacek postanowił go pokonac i wejść do pokoju Loli- nawet nie wstała, ale widziałam, że nie cieszy jej to, że może ją zaczepić, więc jeszcze ich teoretycznie rozdzieliłam, żeby suce dać więcej czasu. Ale generalnie za kilka dni Lolka będzie już w pełni wyluzowana oswojona z Gacentym- warto było się nie spieszyć, by dać im takie doświadczenie :) Zdjęcia z organizacji przestrzeni pomiędzy kompletnym oddzieleniem, a spotkaniem juz wkrótce.

 

18:26, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 lipca 2011
Sklonować siebie, czy jeszcze dam rade?

Nie mam czasu pisać, bo...

Fasolka nam rośnie, zaczyna próbowac siadac, łapie różne rzeczy, smieje się z psów, wymaga sporo uwagi i zabaw :)

A ja pracuję. Prawie codziennie jeżdżę do psiaków, jak się okazuje po prawej stronie wisły jest nadal co robić z psami :). Zmianiamy się z Grzesiem co i raz w opiece nad bobasem, to też ma dobre skutki .

Ruszyłam też ze szczeniaczkowem w starej miłosnej- mamy w grupie borderkę Ani Susidko (www.withpassion.pl), bernardyna i labka. Psiaki umieją już siadac na gest, witac się ze sobą bez zabaw, umieją skupić się na człowieku jak obok ktoś jeździ na rolkach i poznały już dźwięk odpalanego motoru (zapobiegamy borderkowym pogoniom).

Poza tym w z racji wakacji w naszym domowym hotelu pojawiają się psiaki -był Cezar,

CEZAR

teraz jest Gacek wilkouchy:

Gacek

Gacek i chłopaki u Gacka

Do Zyzia jeżdżę tylko raz na tydzień, ale dzięki pomocy luzaczki Martusi załapałam co to znaczy koń zebrany i rozluźniony i jak to uzyskać! Zabieram też do stajni Hipa i Nepa, biegają po hali, bawią się z psem stajennej labopodobnym, kąpia w stawie i tarzają w gównie- czyli to wszystko, co każdy lab kocha.

Z Lolą biegamy co drugi dzień ok 3-4 km, mija psy w zasadzie nos w nos, jest świetna! Co więcej na spacerze z Olą, Lola i Nepem zaatakowął nas ostatnio owczarek środkowoazjatycki który wybiegł z bramy i Lola zadziwiająco dobrze to zniosła- zestresowała się i musiałam ją zasłaniać, ale ja tez byłam wsciekła na psa, a własciwie jego własciciela. 5 min później Lola już się tarzała na luzie w trawie, także nie przeżyła tego tak mocno. Neistety taki pies jak ona nie ma zycia w świecie pełnym nieodpowiedzialnych ludzi narzucających się innym. Dlaczego my mamy prawo do intymności i prywatności, a psy muszą znosić macanie, naskakiwanie, lizanie po dupie przez innego psa i nie wolno im nawet powiedzieć "spierdalaj"?

Byliśmy 2 razy na zorganizowanym dogtrekkingu i stwierdziłam, że trzeba trenowac częsciej- więc już 2 weekend chodzimy ekipą Dogadajciesie i przyjaciół po terenach podwarszawskich.

dogtrekking stara miłosna- góraszka

(trzy psy to jednak trochę za dużo, trochę się nawściekałam jak mi się Gacek i Hip rozłazili w dwie rózne strony lub zatrzymywali ciągle, cóż nikt nie jest idealny :)

i po błotach (to była hardorowa wyprawa) z Eweliną i Pepe:

błota

ja

Ewelina

Poza tym zapisałam się na fitness i  fikam w wolnych chwilach, raz na tydzień zmykam na siłownię i jakoś powoli wracam do swojej wagi. A jak mi się nudzi to idę wykaszać łąkę przed oknem, żeby sobie ćwiczyć z psami.

łąka

Rusza także na nowo nasza ekipa obedience, ale o tym więcej jak coś się rozkręci :)

No i oczywiście sprzątnie, dom, gotowanie itp. Teraz jest szaleństwo owocowo warzywne- dziś wykminiłam młoda kapustkę z pomidorami, cukinią itd oraz wątróbke z tona celulki i świeżego czosnku. Mąż właśnie wstrzącha drugą porcję :).

Tak więc nie ma nie mam czasu pisać, po prostu nie mam, ale korzystam z lata :D

Bawcie się dobrze, ja jak myslę o zimie to coś karze mi zwiąc psa w szelki iść pobiegać póki jest ładnie i ciepło. Tak więc zmykam pobiegać- tym razem z Gackiem może :) PA

 

22:26, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 czerwca 2011
Najpierw Wytresuj Kurczaka

warsztaty na Ranczo Stokrotka, na których bylismy 9-12 czerwca ekipą Dogadajcie się i z których relacji nie będzie. Dlaczego? Bo korki, objazdy, mąż miał zły humor, ja też nie najlepszy, gigantyczna alergia na pyłki sprawiła, że kichałam co minute, swędziały mnie oczy i nie mogłam siedzieć na podwórku, a w kurniku dochodziła do tego astma i dusiłam się po pół godziny ćwiczeń. Do tego dodajcie dwa psy i dziecko - wszystko na mojej głowie i na raz. Tak czy siak był to jeden z najlepszych wyjazdów szkolących mój warsztat. A najdumniejsza jestem z jednej rzeczy. Mój mąż drugiego dnia bez podstaw, pomocy, nie ćwiczący wcześniej nigdy kształtowania wszedł za mnie do kurnika i z marszu wyklikał kurze piruet, strącanie kręgla, wyszukiwanie asa pik i wchodzenie na rękę. A skomentował to tak "widziałem jak kształtujesz z naszymi psiakami, więc to przełożyłem na kurę i gotowe". takiego mam męża - za co się nie weźmie to wymiata! :Dwarsztaty

 

Obowiązkowe szkolenie dla każdego kto chce wiedzieć po co jest kliker i jak kształtować zachowania, a przy tym świetna zabawa! Pozdrawiam Gosię, Kubę, Naszą Porządną Kurę, Żywca i resztę stworzonek. Dodatkowa reflekcja jest nieodzowna- powoli czas z powrotem wrócić do diety bezmięsnej...

Polecam

http://konie.rancho-stokrotka.com/

 Dziękujemy Ani i Pawłowi za transport i cierpliwość :*

23:04, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 czerwca 2011
Błędna ideologia czy doświadczenie i wiedza?

Jak to jest ze szkoleniem pozytywnym, z tym brakiem kolczatek, łańcuszków, dominacji itd. Dla wielu z Was to oczywiste, bo znacie szkołę Dogadajcie się, nas, mojego bloga, wiecie co i jak robimy. Ale dla niektórych może wydawać się to niezrozumiałe, nowe, dziwne. Ponieważ w wyniku dogtrekkingu grono czytelników bloga trochę się poszerzyło- witam wszystkich serdecznie- być może wytłumaczenia wymaga tez pewne podejście. Łatwiej będzie mi je wytłumaczyć w jednym poście niż komuś przeczytać całego bloga.

Zacznę od kolczatki, bowiem ona tak naprawdę jest źródłem niezrozumienia. Taka ładna połyskująca obroża, która składa się z metalowych kolców. Celem obrozy jest wbicie kolców w wrażliwą krtań w momencie, gdy pies się wyrwie na smyczy lub w innym momencie, kiedy właściciel chce psa "ukarać". Część ludzi używa tej obrozy zupełnie nieświadomie - zakładając psu na kazdy spacer, bo trochę ciągnie. Zwykle mówia, że nie zadaje ona psu bólu, pies ją lubi, bo wkłada chętnie (skoro to zwiastuje spacer to jasne ze włoży- choćby i worek na łeb!), a pies nie ciągnie. To grono uzytkowników nie zadało sobie jednego pytania- dlaczego pies nie ciągnie już tak bardzo? Bo kolczatka go o to poprosiła? Bo nauczyliśmy go chodzenia na luźnej smyczy? No nie. Kolczatka powoduje ból na tyle nieprzyjemny, że pies zaprzestaje realizacji tego, co lubi- podażania naprzód ku trawce, zapachom, psom itp!

Druga grupa używa jej bardziej "świadomie", aby musztrować, karać psa za błędy. Co może być takim błędem? Na przykład wyrwanie do innego psa, odejście od nogi, szczeknięcie, napięcie smyczy, odejście na 10 cm od nogi po 30min spaceru - wszystko, co akurat w tym momencie nieodpowiada włascicielowi. Oczywiście, że można użyć krótkiego szarpnięcia tylko w niektórych momentach, tak by psa "uczyć", że "to zachowanie jest złe" czyli tak naprawdę, że to zachowanie powoduje ból. Co to jednak może spowodować?

  • po pierwsze uczymy psa czegoś przez zadawanie bólu. Jak szybko dziecko nauczyłoby się czytać, gdyby było bite za każdym razem gdy odchodzi od biurka? Ano wolniej niż gdyby z nim usiąść, pomóc, pochwalić i pozwolić odejść jak coś mu się uda. Podobnie pies ma milion rzeczy na których mu zalezy- jedzenie, zabawa, skok do wody, pogoń za innym psem, spuszczenie ze smyczy. Jesli wykorzystując dobrą, nieprzymusową relację uczymy czegoś psa i korzystamy z tego, co i tak mu się należy (swoboda ruchów, węszenie, zabawa, jedzenie) jako wzmocnień, gdy uda mu się cos zrobić dla nas - pies coraz chętniej wykonuje zadania i z dnia na dzień zrobi je chętniej nawet w trudniejszych warunkach. Jesli zaś wykorzystujemy ból to do nauki to początkowo zdaje sie, że pies szybko łapie (ból go cofa), ale potem nadal nie wie jaki jest cel tego zadania, bo nie wie co MA robić, ani po co. Jedyne co wie, to że może go spotkac ból gdy spróbuje coś zrobic. Później w każdych nowych warunkach pies będzie zdenerwowany, nadmiernie pobudzony, bo będzie się bał, że ból znów nastapi. Pies uczy się wolniej w taki sposób, bo nie wie  CO DO CHOLERY JEST CELEM! A nawet jeśli wie, a popełnia błędy to widać nie radzi sobie z emocjami czy rozproszeniami w danych warunkach!
  • A jesli ktoś mówi Wam, że "fachowi treserzy" stosują ją w treningu i przynosi to świetne efekty to idźcie do tego trenera i zapytajcie ile psów po użyciu kolczatki zaczęło się rzucać na przewodnika, własciciela, inne psy, zaczęło się bać wszystkich naokoło? Ile psów taka osoba kazała uśpić/ oddać po użyciu kolców? Świtenie, że po odrzuceniu 20 psów trafi się wreszcie taki, co zniósł to szkolenie i wygrał zawody- świetnie dla tresera, ale my mamy swojego jednego czy trzy psy, których nie możemy przetestować, popełnić błędy i uśpić! Z punktu widzenia masowego szkoleniowca może i opłacalne- z punktu widzenia właciciela psa- wielkie ryzyko zniszczenia życia przyjacielowi. A potem idźcie do Piotra Wojtków czy innych szkoleniowców pozytywncyh i zapytajcie ile takich psów "spisanych na straty" po kolcach odkręcali z sukcesem- pies żyje z rodziną...
  • zadając celowo ból - nawet jesli się do tego nie przyznamy- w duchu czujemy, ze jesteśmy bezsilni i słabi, bo nie potrafimy naszego jakby nie było przyjaciela nauczyć czegoś po dobroci. Chcemy go tulić, głaskać, bawic się z nim, a nie możemy nauczyć go chodzenia na luźnej smyczy bez bólu i szarpania? I zdajemy sobie sprawę, żadne tłumaczenia typu "mój pies jest inny, wyjątkowy, uparty, TEJ rasy, itp" nie są wytłumaczeniem, bo pozytywnie pracują ludzie na całym świecie nie tylko z psami wszelkich ras i po wszelkich przejściach, ale i z innymi zwierzętami- kotami, końmi, orkami, kurami itd. Możemy tylko uciekać przed wiedzą o tym. Możemy mówić, że mamy prawo, musimy, bo inaczej się nie da. Ale prawa nie mamy, bo zwierzęta już mają swoje prawa, no i czy pozwolili byśmy, by nasz szef lał nas po twarzy za każdy błąd mówiąc, że "inaczej się z Tobą nie da, bo jesteś uparty"?
  • Kolczatka powoduje agresję, nasila ją i przekierowywuje. Wyobraźmy sobie - pies idzie spokojnie- wszystko jest dobrze- nagle widzi innego psa - chce wybiec się przywitać, moze nawet jest dośc spięty, chciałby zastowować naturalna dla psów mowę ciała, sygnały uspokajające (Turid Rugaas "Sygnały uspokajające czyli jak psy unikają konfliktów"), a nagle doznaje szarpnięcia, w szyję wbijają się kolce zadające ból, a głowa zostaje podwieszona do góry. Chciałby ją opuścić, zastosować jak piraci "parle" zamiast walki, ale ten pies cholernik już na starcie zadaje mu ból (myslicie, że pies wtedy mysli o tym, że to własciciel? To równie dobrze by myslał o kolacji jaka go czeka jesli będzie grzeczny po powrocie do domu), a do tego jego głowa i ciało zostaje na siłę ustawione w pozycji do walki. Obroże podnosi głowę do góry, ustawia oczy jak działa na wprost przeciwnika. Pies nie może już odwrócić głowy, ustawić ciała bokiem, obejść łukiem, co by złagodziło obyczaje. Jest sfrustrowany i wściekły że coś go boli, że jego ciało jest uwięzione i wtedy te uczucia kojarzy z nadejściem psa. Może jeśli okaże się to atrakcyjna sunia- emocje wejdą w flirt. Ale jesli będzie to niesympatyzny pies, a właściciel za nim będzie się wściekał i wrzeszczał- psu nie pozostanie nic innego jak zacząć atakować... Nie dziś, to za jakiś czas- im większy ból, szarpanie i nerwy tym większa szansa na to.
  • pies w kolczatce bawiący się z innym? - a niech drugiemu zaczepi sie ząb o te kolce w biegu i zabawie- pół dziąsła wyrwanego!
  • psy w kolczatkach zwykle w kolczatkach zostają, bo zdjęcie jej oznacza brak kar- więc można z powrotem ciągnąć i wyrywać się.

Wiele osób mówi, ze nauka chodzenia na luźnej smyczy wymaga duzo pracy i nie przynosi idealnych efektów- pies czasem wyrywa do przodu, napina smycz. Owszem trochę tak jest. Macie czworonożnego przyjaciela, który naturalnie chodzi dużo szybciej niż człowiek- dlatego może Was ciągnąć na DogTrekkingu. Tak jest zbudowany. Nauczenie psa chodzenia wolniej nie jest łatwe, ale czy musimy mu z tego powodu zadawać ból? Kupujemy psa jednej z ras północnych i denerwujemy się, że ciagnie lub karzemy go za to kolczatką? A denerwuje Was, że dziecko się bawi?? pies może nieciągnąć na obrozy, a ciagnąć na szelkach o ile tylko od małego pokażemy mu, że na napiętej smyczy nie da się iśc do przodu (pies napina smycz=zatrzymujemy się lub zawracamy), a na luźnej da. A jesli przez ostatnie wiele miesięcy czy lat chodziliśmy za psem jak ciągnął, a teraz chcemy go oduczyć? Zastanówmy się, czy jest naszym przyjacielem? Jesli tak- to my płacimy za błędy i mozolnym treningiem odkręcamy swoje błędy. (Jak? zapraszam na kursy www.dogadajciesie.pl). Jeśli nie - jest tylko naszą "własnością" to pewnie zrobimy to przez ból kolców. Ale wtedy musimy się liczyć z tym, że i inne rzeczy nam się popsują - zwiększy się agresja, lęk, zmniejszy więź psa z nami.

I co bardzo ważne- szkolenie awersyjne - szarpanie i zadawnie bólu wkurza i stresuje też nas. Każdy spacer czy wycieczka stają się nerwowe. Stajemy się spięci i zdenerwowani, czujemy na sobie spojrzenia innych, którzy nie chcą z nami rozmawiac, bo wyglądamy jakbyśmy szli na wojnę. Ciągle szarpiemy psa, ręka nas boli, nerwy ponosza częściej niż zwykle. Znacie kogoś, kto potrafi bić i szarpać bez wzburzenia i negatywnych emocji? A za tym idzie niechęć do spacerów, poczucie osaczenia, a może i choroby wynikające ze stresu. Po co nam to?

Żaden pies nie jest idealny. Idealne psy to tylko pluszowe. Każdy ma swoje wady i pozwólmy mu je mieć jednocześnie pracując nad zmianą. Szkolenie pozytywne to nie jest pozwalanie psu na wszystko, o nie! ALe jest róznica między zatrzymaniem psa (czy człowieka!), a szarpaniem go i zadawaniem mu bólu. Mamy do dyspozycji 8 innych sposobów na niechciane zachowanie poza karaniem! Możemy nauczyć psa zachowania zastępczego (np przyklejenia się do nogi i chodzenia przy niej jakiś czas, skupienia na nas), możemy nagradzać wszystko, co nie jest ciagnięciem, możemy uniemożliwić ciagnięcie; możemy unikać do minimum sytuacji, w których pies sobie nie radzi, by się tego nie uczył; możemy przekierowac jego motywacje tak, by ciagnął tylko wtedy, gdy my o to prosimy; itd) Łod czego mamy głowę i mózg?!! kombinujmy, wymyślajmy, poprośmy o pomoc trenera niech nam wymysli i nas zmotywuje!!

Mając psa z wadami, akceptując je i trenując z nim po cichu, powoli i na spokojnie - bedziemy obserwowali zmiany z miesiaca na miesiąc i choć zawsze będzie "jeszcze coś" to podczas wzajemnego "docerania się" będziemy się dobrze bawić, śmiać z błędów, naprawiać je - będziemy korzystać z życia. A jeśli ten czas spędzimy na wiecznym wkurwie, szarpaniu i złości- stracimy radość z wspólnie spędzonych chwil, miną bezpowrotnie. Byc może też uzyskamy swój "cel", ale kosztem czasu mordęgi. To stracone dni na nerwach i bólu. Stracone dla nas i dla psa. A potem czy z dziecmi czy w związku będziemy się denerwować, że nie da się siłą osiągnąć celu jak z psem. Że kary na dziecko nie działają, że się buntuje, że ucieka. Bo nawyk narzucania zostaje jako psychiczna predyspozycja do walki z całym światem i przeciwko. Wiem, bo mam to w genach przekazane po ojcu i dziadku. Ileż mnie kosztuje uspokojenie siebie, niezreagowanie, a z drugiej strony nauczenie się mówienia "nie" i zmieniania czegoś, ale asertywnie, nie przez przemoc choćby psychiczną...

Nie mówię tez, że jesteśmy idealnie, nie denerwujemy się i nie zdarza nam się szarpnąć psa! - Różnica jest jedynie taka, iż zdaję sobię sprawę, że to mój błąd, moje nerwy, a szarpanie nie tylko nie da nic dobrego, ale może popsuć to, co zrobiłam wcześniej - nadszarpnąć naszą relację, zaufanie psa do mnie. Bo jeśli ma za mną podążać i wykonywac moje polecenia to musi ufać mi w jakiś sposób.

Warto rozróżnić jak to mówi Radek "walke z całym światem" od bycia zwartym i gotowym, by coś zmienić, pracowac z psem, powstrzymać innych przed użyciem siły. Róznica jest taka, że zmieniamy, ale nie walczymy, nie narzucamy - to jest upragniona droga- satysfakcjonująca i budująca silnego ducha :). Ale zawsze będę mówić o tym, ze widze psa, któremu zadany jest celowo ból!

Tego Wam życzę - uspokojenia - jakkolwiek rozumianego;P

ooo

12:47, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Psy i dzieci... skrót przygotowania wg Szkoły Dogadajcie się

Zapraszam na

http://dogadajciesie.pl/o_szkole/z_zycia_szkoly/psy_dzieci.htm

Miłego czytania i psiowania!

10:23, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 czerwca 2011
Więcbork dogtrekking

Kolejna nowa zajawka i aktywność- postanowilismy jakiś czas temu  z dziewczynami ze stasia w sobotę czwartego wybrac się na dogtrekking do Więcborka. I tak też zrobilismy. Aga Faber z Szyszką, Ula i Paweł z April oraz Monia z Weikko jechali daczką, a  Marta i Łukasz z Farysem zabrali mnie z Hipciem. Wyruszylismy ok 3:30 w nocy z piatku na sobotę. Udało mi sę przespać 3 godziny przed wyruszeniem, o trzeciej jeszcze obudziłam Ole na ostatnie karmienie prosto ze źródła. Mała miała zostać na całą dobę sama z tatką po raz pierwszy! Wymaga to sporo zaparcia od matki, żeby jednak zostawić dwumiesięczne bobo tak na cały dzień. Szczęśliwie towarzystow i atrakcje na wyjeździe były doborowe, więc nawet nie tak dużo myślałam o małej, za to cieszyłam się każda chwilą "swobody", by wrócić do córy stęskniona po 24 h.

O trzeciej przyjachali po nas Marta z Łukaszem - Hip zobaczył się z Farysem na dystans tradycyjnie oznajmiając pojedynczymi szczeknięciami "pies, pies, pies, pies", na co Farys odpowiadał "tak pies, ty tez pies, my psy, co się dzieje do cholery mamo?!". W aucie jechali osobno aż do pierwszego postoju, gdzie Hipek zachował się jak kompletny lizus i tak wkupił się w łaski Fazysia do tego stopnia, że mógł nie tylko spać z nim wtulony w bagazniku, ale i potem iść blisko łopatka w łopatkę na spacerze.

Wzięłam tylko Hipcia, bo to moja pierwsza taka wyprawa na dogtrekking, wolałam sobie ułatwic to wyjscie, zobaczyć jak to w praktyce wygląda, czy ludzie panują nad psiakami, czy organizacja jest dobra zanim wzięłabym np Lolę. I dobrze, że tak zrobiłam o czym przekonacie się zaraz... Nep został z racji upału -czarny źle go znosi, choć przy takiej ilości jeziorek na trasie pewnie po prostu ciagle by był mokry :).

Na miejscu byliśmy dość wcześnie koło ósmej? -był czas na podanie jedzenia na kilka godzin przed biegiem- zalanego duużą ilością wody, by psiaki wchłonęły ją. Potem przed startem, zwłaszcza psiakom, którym stres i podniecenie nie pozwala pić- podawaliśmy także wodę z rosołem - świetny pomysł od Piotra Smurawy- pozdrawiamy!

oczekiwanieHipcio był całkiem grzeczny jak na siebie. pomimo, że zaczynały się zjeżdżać psy, szczekać piszczeć itp, robiło się "gęsto"- leżał pod drzewem i tylko trochę popiskiwał. Co jakiś czas rozsypywałam mu chrupki w trawe, by zajął się wyszukiwaniem ich, a nie nerwowym czekaniem i wypatrywaniem "pies!, pies!".

Jedyne czego wszyscy zapomnieliśmy to duża ilosc gryzaków na ten czas i po. Tylko Ula miała zapas i wszystkich ratowała. Coś czuję, że na następnej wycieczce kazdy będzie miał zapobiegliwie po worku :)

Staraliśmy się porozkładac psiaki tak, by nie nakręcały się nawzajem i jeszcze trochę się relaksowały. Hipcio i Szyszka zajmowali bagażniki (wcześnie zajęty cień pod drzewami i miły wiaterek sprawiał, że było tam naprawdę przyjemnie i niegorąco), April, Weikko i Farys pod drzewami. Najbardziej stresował się chyba Farys - psiak tymczasowy fundacji Canis (http://www.canis.org.pl/psy-danki/110-gabrys.html). Farys ma problemy z niektórymi ludźmi, ale jak się przekonaliśmy na spacerze dzięki odrobinie pracy i zrozumienia go przez przewodnika potrafi być bardzo przyjacielski, nie dawac po sobie poznac, że miewa jakiś problem. Polecam do adopcji dla aktywnych i rozsądnych ludzi lubiących trochę pracować z psem. Świeteni by się też zapewne spisał jako greyhound ;P (żartuje, ale ciagnie wspaniale, stworzony dogtrekkingowiec). Dzieki Marcie, wycieczce i temperaturze Farys z psa niewchodzącego do wody stał się psem, który wchodzi do wody po brzuch się ochłodzić.

Wszystkie pozostałe nasz psiaki całe się wymoczyły przed statrem w jeziorze:

April

Tłok był niezły:

Odprawa

- tu była mała masakra.

A tu spokój:

woda

ooo a czyżby to poczatek spaceru równoległego?

Niestety nie mogę pominąć niemiłych faktów, które spotkały nas już przed startem. Pomimo zakazu uzywania kolczatki uchwyconego już w regulaminie musieliśmy obserowować Panią prowadząca owczarka na kolczatce, szarpiącego go co i raz, zwłaszcza gdy wyrywał się do psów. Był to naprawde przykry widok, a w psiaku chęć wyrwania do psów za sprawą bólu i frustracji szybko przeradzal się w wściekłość i agresję. Prawdopodobnie Pani została pouczona przez jakiegoś tresera o konieczności tresowania psa w obecości innych psów. Droga Pani, jesli Pani to czyta - prosze mi wierzyc, że nasze psiaki tez potrafią chodzić przy nodze, siadac, warowac itp. Jednak wyprawa 20 km w upale nie jest miejscem do trenowania takich umiejętniości. Dlaczego? Bo z końcu celem jest wspólne pokonywanie trasy, eksplorowanie czyli zaspokajanie naturalnej potrzeby psa do podążania z człowiekiem. Nawet jesli pies idzie częśc drogi na szelkach, a przy innych psach jest szarpany kolczatką i musztrowany to jakie to tak naprawde skojarzenie mu daje - inne psy to źródło bólu i nieprzyjemności. Szarpanie psa kolczatką może i zatrzyma jego chęć wyrwania, ale gdy jakiś pies zbliży się za pewne zostanie zaatakowany. Kolczatka bardzo często powoduje agresję. Owszem POWODUJE. Bowiem wcześniejsze wyrywanie do psów bardzo czesto jest z chęci przywitania, rozładowania energi. Natomiast w połączeniu z zadawanym bólem i frustracją (nie mogę się przywitać z żadnym psem!) przeradza się we wściekłość (dlaczego kur... te psy sprawiają, że mnie ciągle coś dziuga w szyję i powiesza do góry?!!).

Czasem tzeba przetestować, a czasem wystarczy się zastanowić przed startem "czy mój pies jest gotowy na takie warunki". Jesli nie potrafimy nad nim zapanować bez użycia specjalnych narzędzi jak kloczatka w warunkach codziennych to z pewnością będzie nam za trudno w warunkach super ekscytacji i tłumów w nowym miejscu.

Nikt nie jest idealny. Mam wyrzuty, że nie poświęciłam czasu na choćby próbę pokazani Pani jak można inaczej jednak nawet my trenerzy mamy czas odpoczynku i relaksu dla siebie i swoich psów. Za to od pilnowania i rozmawiania z uczestnikami są w takiej sytuacji organizatorzy i sądzę, że powinni pilnować tego. Grzegorzu tu do Ciebie prosba- wiem, ze miałeś wiele rzeczy na głowie, ale nie zwracanie uwagi na to, że uczestnicy łamią regulamin to kiepska strategia. Raz, że Pani się namęczyła i nadenerwowała, bo nikt jej nie pomógł, a nie poprosił o przestrzeganie go (poza innymi uczestnikami - brawo Łukasz jedyny odważny!) dwa, że inni wynoszą z tego prosta nauczkę (1.można dowolnie łamać egzamin, 2. nikt nie dba o bezpieczeństwo psów). Również sytuacja na trasie nas nie rozweseliła. Nadle z lasu na pktcie 4 wyszedł samiec malamuta bez  obroży, samiec dość zadziorny i "panoszący się" w strosunku do innych psów. Zadzwonilismy do organizatora, by zapytać czy komus nie uciekł, ale zignorowano nas. Moglismy spróbować złapać psa, moglismy poczekac na organizatorów, a nóż komus pies zginął, był poszukiwany w okolicy. A tak to pozostawało nam jedynie zrezygnowanie z udziału w zawodach i zajęcie się sprawą psa, a nie mielismy nawet zapasowej smyczy. W takim razie- jesli nie możemy liczyć na pomoc w kwestiach bezpieczeństwa powinniśmy natychmiast zrezygnować z przestrzegania punktu o zapięciu psów na smycz, bo skoro psom z lasu wolno rozbijac nasz relaks w punkcie kontrolnym to i nam wolno robijac relax wszystkim mijanym ludziom tak?

Z pewnością wyciagniemy sporo nauk z tych dwóch wydarzeń, ja nadal myslę jak mozna było to rozsądniej rozwiązać, a nie tylko rozdzielać sobą i jednym "łagodzącym" psem włóczęgę zawadiakę od naszych psiaków, o które bali się ich przewodnicy. Być może następnym razem nasza apteczka powiększy się o gaz łzawiący czy coś innego co nam zapewni dystans od nieznanego, niezaobrożowanego psa włóczącego się po lesie...Albo zamiast wędrować przyjmiemy strategię "szukamy włascicieli psów włóczacych się po okolicy".

Wróćmy jednak do wycieczki, bo poza kilkoma niemiłymi incydentami tego typu bawiliśmy się setnie!

No więc zgubiliśmy się (a raczej chciliśmy dojść do punktu kontrolnego od złej strony) na bagnach, z których nie mam niestety zdjęć, bo każdy walczył o własne buty :), ale mamy zdjęcia z początku bagien:

weikko

hip

I pola pokrzyw, które chyba zapewnią mi zdrowe stawy do końca życia!

i przez druty

 

uh

Były też pięęęękne łąki Habrów i maków, cuda!!! jak już postanowiliśmy wrócić do punktu wyjścia udało się znaleść punkt kontrolny przy jeziorze, choć było to inne jezioro niż na mapie wzorcowej zaznaczono, a tam stada kijanek- atrakcję dnia, której chyba kazdy uczestnik zrobił zdjęcia :)

ooo

Monia w swoim zywiole!

piękne zdjęcie!!

Przedzieranie się przesz krzaczory wzdłóż jeziora, kąpiel w jeziorze,

ooo

wspomniany wczesniej malamut, który niema zdjęcia, bo wywołał za duzo stresu i prawie obsikał aparat :/....

Konie w stajniooo

pisaki pustynicipełusz

wędrówka drogą i April wlepiona w Ulęooo

schładzanie Faryzeuszka:

i jego ręcznik

chwile załamki :)

ooo

Jeszcze kilka kilometrów przez las, przez start, na drugą stronę mostka i z powrotem- na kocyk zrelaksować się, zjeść masę pożywnych rózności takich jak żelki, chipsy, orzeszki redbulle itp :P

autor

Skąpać psy, nawet Farysek wszedł, rozpleśc loki:ooo

zjeść wszystkie gryzaki choćby na spółkę:

:)

pobawić się mozliwościemi aparatu:

ooo

pomysleć o kolejnym wypadzie:

dętki

pomy.... co???!!!

ooo

 i do domu kolejne 350 km!

Zarąbista wycieczka, chcę jeszcze, dzięki wszystkim za miłe towarzystwo, zdjęcia, transport, gryzaki, żelki, itd itp!

Oto nasza trasa na mapie - teraz wszytsko wydaje się takie jasne :)

ooo

Ps. Autorami zdjęć są Monika Trofimov i Paweł Trzciński :)

aha- nawet nie wiemy które mamy miejsca, podobno miejsca medalowe zgarnęły nagrody i pojechały zanim my przyszlismy, więc skoro było pozamiatane- tez ruszyliśmy w drogę, z powrotem do bobasów i reszty psiaków :)

15:14, uwaga.agawu
Link Komentarze (10) »
czwartek, 02 czerwca 2011
Ola i stasiowy spacer po polach

Nie wiadomo kiedy doszlismy do takiego magicznego momentu życia małej Oli, że gdy mała zje, pogadamy sobie, pobawimy się, pośmiejemy i zmęczy się wystarczy ją odłozyć do łóżeczka i sama sobie spokojnie zasypia wspomagając się ciućkaniem rączki (na smoczki reaguje takim odruchem jakby jej ktoś wsadził palec do garła, sami wiecie jaki to odruch, więc smoczki mamy za przeproszeniem w dupie). Czasem jak nie może dłużej zasnać pokrzykuje trochę do mnie "uaaa?!", a ja odpowiadam "jestem jestem śpij" i to wystarczy.  Nie musi już być noszona w chuście żeby zasnąć, ani nie musi mieć cycka przy nosie jak wcześniej. Czyli mam jakieś 1-3 godziny pełnej swobody kilka razy dziennie. Moge wtedy coś naskrobać :)

tu akurat zdjęcie w foteliku, ale takie mam pod ręką

po spacerowy

Wczoraj poszliśmy na stasiowy (www.pies-dla-stasia.waw.pl) spacer po polach. Miałam iść tylko z Olą, ale na przedpołudniowym spacerze Hip przekonał mnie, że jest najsłodszym labkiem na świecie i koniecznie muszę go zabrać. Autobusem ze starej miłosnej szast prast w 30-40 min dojechałam do pól z wózkiem i psem. Hip mnie zadziwia, bo wystarczyło kilka miesięcy odpoczynku od centrum i tłumów, by jego stres z tym związany zredukować co połowy. Nie ogląda się juz za siebie w autobusie czy na przystanku w obawie, ze mu ktos zje ogon, choć przestrzeń między mną i wózkiem, a całą resztą przejścia i ludzi jest mniejsza i nie mogę odsunąc się, by mu dac więcej miejsca. To co nam obydwojgu ułatwia życie to smycz zapięta mu do szelek, a mi przypięta do pasa. Raz, że nie musze jej trzymać ręką - mogę się skupić na prowadzeniu wózka w newralgicznych przejściach. Dwa, że jakby gdzieś odszedł to nie szarpnie mi reki trzymającej wózek, nie pociagnie w bok (środek cięzkości i te sprawy- czysta fizyka). Tak więc nie musze się denerwować, że pociągnę wózek w bok, najwyżej wystawię nogę w bok, a ręce pozostaną w tym samym miejscu. Oczywiście, żeby nie poszedł gdzieś w bok kieruję go głosem i gestami rąk ("bliżej", idź naprzód", "proszę", "tam nie" itp. - wielokrotnie powtarzane w tych samych momentach zaczynają być dla psa jasne, bo nie powiem, że zrozumiałe :))

Dobrze, że dziecko moje jest idealne i przez całą podróż autobusem ma oczy otwarte jak 5 zł, nasłuchuje, patrzy i chyba się zastanawia czy znów jest w brzuszku, ze tak buczy, ale co tu robia Ci ludzie??! Nawet nie piśnie całą podróż jak zachipnotyzowana patrzy wkoło.

No i cóż... Jednak pola mokotowskie to chyba najgorsze miejsce do spacerów z psami o tej potrze roku i dnia (gorzej jest tylko w weekendy). Masy rowerzystów, roklarzy, pędzacych dzieci zaczepiających psa, psów bez właścicieli itp. Hip od razu włączył szympansa popiskiwacza nawet jak nie widział psów. Bez zatrzymań na zjedzenie żwacza, wątróbki lub szukania chrupków w trawie chyba byśmy nie doszli normalnie.

Najtrudniejszy moment to dołączenie do naszych ludzików z labkami- Uli z April i Marty&Łukasza z Songo. Dlatego bez przywitania ruszyliśmy od razu spacerem równoległym. Już po niedługim czasie psiaki szły koło siebie równolegle, puścilismy je i co zaskakujące... Już po kilku okrążeniach biegów Hip zaczął się tarzac w ziemi, nie biegał! W jego przypadku to niesamowite.

ahaha

Ponieważ wszystkim, Oli też, wyschło w gardłach poszliśmy do Lolka na piwo/sok/mleczko.

Niby nie robiliśmy żadnych "oficjalnych" zatrzymań na ćwiczenia, ale myslę, ze chodzenie w tych warunkach, jeszcze równolegle z innymi psiakami dla tych akurat labciów było mega harówą.

Działo się dużo, wszystkiego nie opiszę - następnym razem zapraszamy więcej stasiów, a może i innych psiarzy, którzy chcą popracować z psiakiem pośród innych kontrolowanych (zwykle) psów. :)

Dzieki dziewczyny za miło spędzony czas i dzięki Łukasz za uwiecznienie tego na nosniku cyfrowym ;P

http://www.youtube.com/watch?v=Sq6jELIpYsA

 

A to moja- po lewej i Grzesia-po prawej kolacja po powrocie i quiz - kto się lepiej odżywia???! (odpowiedzi prosze wpisywac w komentarzach, mile widziane wypowiedzi zwolenników hot-dogów, w końcu to psi blog..)

am am

 

A i kolejna zaleta wyprawy- Ola dziś przespała całą noc :) - 7h ciągiem :))

12:12, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7