RSS
wtorek, 26 października 2010
....

Od ponad roku mieszka z nami Grześ, ktory nauczył się czytać i postępowac z Lolą. Bardzo mi pomaga, zwłaszcza jak mamy w domu trzeciego psiaka, np Fundacyjnego lub innego pod opieką. Grześ zabiera Lolę na spacery, zapewnia jej dużo węszenia i sppokojnego chodzenia, co Lolka bardzo lubi i dobrze to na nią wpływa.

Aktualnie Lola chodzi zwykle w kagańcu, ponieważ pomimo iż ją kontroluje nie moge liczyc na odpowiedzialnośc innych właścicieli. Podbiegające psy wskakiwały jej na plecy z zamiarem zabawy, na co Lola je odganiała, a "zaczepniś' wtedy przystępował do ataku, na co właściciel oczywiście wpływu nie miał, o ile w ogóle widział co robi jego pies. Niestety mój pies nie może się bronić, bowiem ją taka obrona bardzo uczy agresji. Tak więc może sobie węszyć bez kagańca, gdy spacerujemy przy ulicy (ucieczka moja z Lolą na ulicę jakims cudem wywołuje w włascicielu drugiego psa realne mozliwości zatrzymania go, by nie wybiegł za nami...), ale na polach mokotowskich któluje kaganiec, bo tam nikt nie jest bezpieczny, psiaki sa wszędzie, a właściciele praktycznie nigdzie.

Od dawna pomaga mi też kantarek, bo w razie czego mam kontrolę nad głową Loli, czego w obrozy nie ma. Oczywiście mówimy tu o być może paranoicznej, nadmiernej zapobiegliwości, w którą weszłam i która pozwoliła mi już ponad 2 lata żyć z Lolą bez niemiłych przygód.

Ostatni raz przypadkowy i okropny błąd popełniłam ponad 2 lata temu, w mglisty, mżawkowy ciemny wieczór jesienny, gdy na spacerze cwiczyłam z psami, a na koniec Loli dałam patyka. Chciałam odejść od niej, pozwalając jej samej przynieść mi patyk, ale wcześniej pochyliłam sie szybko nad nią, by odpiąć smycz z kantarka. Wtedy Lola "odruchowo" podskoczyła i uderzyła mnie zębem (czyli ugryzła) w policzek, a gdy odeszłam natychmiast ochłonęła i przynisoła mi jakdbyby nigdy nic patyka. No było najgorszemoje przeżycie. Od tej pory zawsze myśle kilka razy zanim sie schylę nad psem tak, a zwłaszcza, jak psiak coś ma, czego moze bronic.

20:21, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Lolita - koniec historii i wreszcie wstęp do dnia dzisiejszego

Dużo było tej historii, duzo przygód. Na szczęście wszystko całkiem dobrze się konczy- Lola nauczyła się żyć ze mną, a ja z nią. Wymagała i wymaga indywidualnego podejścia - nie można jej przeszkadzać podczas jedzenia, najczęściej je w osobnym pokoju. W ciemne, zimne i mokre dni trzeba ją non stop przykrywac i śpi całe dnie pod śpiworem. Miewa dni, kiedy nie mozna jej dotykać, bo puszcza tzw "twarde spojrzenie" mówiące "odejdź". Ale poza tym - na spacerach może sobie węszyć i człapać lub tez można się z nią bawić w "tysiące sztuczek", szkolenie i inne wygłupy. Wtedy jest mega rozkosznym psiakiem. Mija spokojnie inne psy nawet w odległości 1m o ile tylko te tez są spokojne nie wyrywają się do niej i jej nie grożą. Z małymi pieskami potrafi się witac i bawić.

W mieszkaniu u mnie miala kontakt z kilkoma psami. Do spotkania z każdym doprowadzałam bardzo powoli, bez pośpiechu. Najpierw Lola musiała zaakceptowac jego obecnośc bez konieczności patrzenia na psiaka, czy bycia blisko niego. To oznacza, ze oddzielałam psy - były w róznych pomieszczeniach. Poczatkowo oddzielone dwiema parami drzwi, by szpara pod drzwiami nie powodowała konfliktów,  potem jednymi, by przyzwyczaiła się do bliskości psa. Później  puszczałam Lole, gdy drugi psiak był w klateczce. Lola wtedy z daleka obserwuje i dopóki drugi pies jej nie zaczepia- sama nie podejdzie. Wie, ze jest bezpieczna i nie zamierza tego burzyć. Dopiero gdy widzę iż widok innego psiaka nie budzi w niej emocji, mogę zacząć pozwalać dwóm psiakom się minąć w bliskiej odległości. Nie po to, by sie przywitały, ale po to, by Lola zobaczyła, ze pies nic od niej nie chce i nie będzie zmuszona do kontaktu.

Wydawać mogłaby się, ze taki proces jest mozolny i dlugotrwały, ale tak naprawdę ciezki jest tylko sam początek. Oczywiście nie osiagnę tego w kilka dni, ale nie szybkość, a trwałość efektu się liczy. Bez nacisku psiaki się szybko przełamują i kolejne etapy przebiegają płynnie, niemalze same z siebie. Są dni, kiedy widze, że Lola sie nie nadaje do żadnych "postępów", a sa takie, że mogę zrobić kilka wielkich kroków do przodu. I co najwazniejsze ten sposob jest niezwykle skuteczny w przypadku Loli.

W ten sposób zapoznałam ją z Sambą i HipHopem - dwoma psami Fundacyjnymi, które krótszy (Samba) lub dłuzszy czas(Hip)  były u mnie. Lola nie miała z nimi żadnego konfliktu, później bawiła się tarmosiła i nawet, gdy miała zły dzień, a drugi psiak był bardzo namolny odpędzała go jedynie głośnym szczeknięciem, bez złości, z jaką potrafi potraktować Neptuna. Wydaje mi się, że sekretem relacji z Neptunem byo to, że on był w najgorszym (pod kątem agresji) okresie jej zycia i nauczyla sie, że można  się na nim wyładowywać, a on to znosi. I tak sobie czasem próbuje ulżyć. Natmiast podczas ponad 1,5 roku mieszkania z dość natrętnym labkiem HipHopem nie użyła ani razu takiego sposobu. Po prostu na nim nie nauczyła się. Oczywiście wazne jest tu też moja rola. Jesli byłam w domu i widziałam, ze Hipek "przegina" w stosunku do Loli- zawsze go zabierałam. Ważne dla nas jest to, żeby ona wiedziała iż NIE MUSI uciekać się do agresji, by się pozbyc natręta. Więc jak tylko widzę, że inny pies jej przeszkadza, ale jeszcze jest spokojna- w nagrodę oddalam tego psa. Nagrody pokarmowe czy zabawka mają tu znaczenie poboczne, bowiem mogą byc przyczyną agresji na tle bronienia zasobów. Najwazniejsze jest by inny pies wyszedł lub by wyprowadzic Lolę w spokojniejsze miejsce póki jeszcze się nie nakręci.


20:01, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »