RSS
środa, 08 września 2010
Historia Lolity cz.14

I tak szczęśliwie trafiłyśmy do Pomocnej Łapy. Wyslałam chłopakom (Piotrkowi i Grześkowi) przed kursem skrócony opis historii Loli. Nie byli zachwyceni. Mieli obawy, a jedocześnie widzieli ile błędów mozna było odkręcić. Zdalawali tez sobie sprawę, że mam duża wiedzę oraz, że można Lole powoli wprowadzać w warunki kontrolowanych rozproszeń, bez prowokowania jej do agresji. Jednak nie rzucili się na nią jak inni szkoleniowcy z dufnością w stylu "ja Ci pokażę Aga, że mozna z niej szybko zrobic normalnego pieska". Chcielismy po prostu nauczyć ją robienia tego co i tak umie jednak w obecności innych psów. Spokój, opanowanie i dodatkowo zabawa ze szkolenia. Nie wkręta, nie zabawki, by wlepic psa. Przede wszystkim spokój, luz i respekt dla tego, przez co pies przeszedł (łącznie z moimi błędami!).

Poczatki nie były łatwe... Samo docieranie do celu (wtedy boisko przy placu Konstytucji) z Lolą było naprawdę ciężkie- wybiegała w przód, popiskiwała, co chwila robiła wodnistą kupę ze stresu. Tego z nią nie przerobiłam wczesniej -wielu obcych miejsc więc traktowałam dostarcie na miejsce jako  część treningu - czesto równą z ćwiczeniem na placu, bo jak wiecie cofanie się z psem, gdy napnie smycz zajmuje trochę czasu :).

LolaLola

Na placu stałysmy na samym koncu, oddalone od innych psów o dobrych 15 metrów i tam ćwiczyłysmy, gdy tylko udało mi się ja trochę uspokoić. Oczywiście na poczatku było strasznie - Lola mając skojarzenie z poprzednim szkoleniem sądzila, że będzie musiala między te psy wchodzić, że będą ciągle spięcia i do nich się szykowała napinając każdy mięsień swego wystarczajaco umięśnionego ciałka. Na szczęście dystans, który zachowywaliśmy przed, po, w przerwach  i w trakcie szkolenia nie pozwolił jej na wkroczenie w poziom furii, wyskoków, szczeków i atakowania mnie. Nauczyla się skupiac i pracować w tej odległości. Kształtowanie pozycji "zdechł pies" juz wczesniej w róznych miejscach sprawiło, że przyjmowała ta pozycje sama z siebie, gdy kucałam w przerwach. A ja mogłam to nagradzać jak to relaks w przerwie- glaskami, smaczkami.. Wyglądało wręcz jakby była zrelaksowana :)

Stopniowo, gdy juz nie miała prolemów na dystansie 15m, nauczyła się cwiczyc w odległości 10m, potem 5, aż w końcu w normalnej odległości od psów. A przy okazji "wymiatala", bo szoleniowo jest świetna- dostawianie do nogi, slalom między nogami, siady, warowanie, chodznie przy nodze, reakcja na przywołanie i sygnał neutralny - popisowe. Grzesiek i Piotrek zaczeli ja brać jako "demo-doga", więc nauczyła się tez pracować z innymi ludźmi. Pozostali kursanci często w ogóle nie zdawali sobie sprawy, ze cos z Lola jest nie tak- mysleli, że to słodki, kochany, bardzo mądry piesek- bo w sumie tak jest :)

Największym szokiem było dla mnie, gdy w wirze powolnego i asekuracyjnego podnoszenia kryteriów zdałam sobie sprawę, że mogę położyc Lolę między psami w odleglości 2 m, odejść, zniknąć za samochodem, a ona leży rozluźniona! To był szok. Nie nastawiałam się na rezultaty, nastawiałam się na czytanie jej i bezpieczenstwo jej i innych. A tu okazało się, ze coś, co mogło byc tylko moim marzeniem- że Lola lezy posród innych psów- to sie dzieje!

Wtedy tak naprawde kamien spadł mi z serca. Nie dość, że sama odratowałam siebie i psiaka ze strasznego dna, bo ta samotna, żmudna i smutna walka nie daje duzo radości, ale znalazłam ludzi, którzy rozumieją  i mi w tym pomagali. Zapewniali bezpieczne warunki, kontrolowane, zmienne rozproszenia, a ja korzystałam z tego ile wlezie. Wiedzieli co to są sygnały uspokajające i potrafili je zastosować, zamiast zmuszac psa do czegos siłą; wiedzieli co to jest kontrwarunkowanie i pomogli mi odkręcic skojarzenia Loli i wreszcie nigdy, ale to nigdy nie kazali mi robić czegoś, co powodowaloby we mnie silny lęk o własne zdrowie, ani nie zmuszali Loli to wejscia w warunki, których ja nie byłam pewna.

Pewnie byłam trudnym "klientem", kursantką, bo mimo, ze nie trzeba mi było tłumaczyc ćwiczeń- to miałam swoje wymagania wobec szkolenia i swoje warunki. Odleglośc od psów zmniejszalam tylko wtedy, gdy ja byłam tego pewna i spokojna. Miałam nie raz trochę inne zdanie na jakis temat niz oni i mówiłam to, a pomimo tego zawsze wykorzystywali to na nasza wspólna korzyść. Słowem uratowali mnie i Lolę przez zaoferowane nam zrozumienie, zaufanie i szacunek do przeszłości. Dzieki chłopaki za te chwile - gdyby nie Wy, to by się nie udalo!

...

15:04, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Historia Lolity cz.13

CO dalej? No dalej było juz coraz lepiej. Paniczna potrzeba ruchu i adrenaliny rozwinięta przez moje atrakcje dla niej - sporty, wspólne bieganie, bieganie przy rowerze została zredukowana. Mniej białkowa karma i serotonina gromadząca się w organiźmie obniżyły pobudzenie na zaminieniając je na przyjemne rozluźnienie Loli.

Oczywiście juz od dłuzszego czasu spacery musiały zostać rozdzielone- miedzy Nepa i Lolę, czyli wychodzę na 2 razy więcej spacerów. Nep na tym stracił, ale Lola zyskala więcej nudnych, krótkich spacerów po osiedlu na małym poziomie pobudzenia- dla niej to miód.

Wprowadziłam w spacery "nicnierobienie', czyli siadam na ławce i nic nie robie, a to połączone było na początku z wyłapywaniem. Lola się kręciła, piszczała itp, a ja ignorując czekałam aż się zatrzyma/uciszy - klik i smaku, siądzie - klik i smak. Nie bylo tu mowy o sesji, bo była non stop rozproszona na początku, ale stopniowo nauczyła się którą drogą ma iść i zaczynałam przechodzić do kształtowania--> siadanie- kladzenie się- zdechł pies. Efekt docelowy? Ja siadam, a sucz kładzie się na boku, jest zrelaksowana (kształtowanie baaaaardzo ją męczyło wtedy, więc jak się wyłączała z sesji, kładła i odpoczywala to i tak miałam zamierzony efekt). Jesli zdarzało się, że dostawała "napadu' na spacerze, przekierowując agresję z psa na mnie- natychmiast przypinałam ją do drzewa/słupka i odchodziłam. Wtedy wpadała w panike, że sobie idę. Gdy przestawała szczakać zatrzymywałam się (przestawałam się oddalać), gdy cichła na jakiś czas - odwracałam się, gdy przestawała popiskiwać i podstakiwać- wracałam, gdy siedziała spokojnie odpinałam ją. Czy pies jest w kagańcu czy nie nie ma tu uwierzcie zbyt dużego znaczenia - tak czy siak człowiek chce się naj najszybciej od niego oddalić. Oczywiście nieoceniona jest tu rola nicniewidzących przechodnów wtracaczy, którzy potrafią się oburzać, że np zostawia się psa. W tym momencie jednak to nie ma żadnego znaczenia, staję się maszynką do wygaszenia pewnego zachowania psa i tyle.

I wtedy, zaraz po najtrudniejszym momencie, kiedy znów odnalazłyśmy siebie znawzajem zobaczyla ogłoszenie o kursach w Pomocnej Łapie, ogłoszenie Grzeska Dudy, którego znałam już wstepnie z Alteri, miał asista. Kto moze wiedzieć o psach więcej niż ja i znać się na szkoleniu pozytywnym, odwrażliwianiu itp jesli nie osoby z Alteri - kolebki pozytywnych trenerów?!

14:24, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »