RSS
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Zachwyt nad Chariotem!

Nasz wózek to poezja! Można się wozić do upadłego, zwłaszcza w taką piękna pogodę! Polecam wszystkim bardzo aktywnym i "ruchliwym" (jak nazwała mnie ostatnio Pani w sklepie) ludkom- tani nie jest, ale warto odłożyć zasiłek macierzyński, by cieszyć się wspólnymi wycieczkami...

http://dwaplusdwa.pl/

końcówka do joggingu- czyli duże kółko z przodu jest doskonała na rolki, wózek jedzie prosto, nie skręca łatwo oraz do zwykłych spacerów po lesie z psami, bo ładnie łyka korzenie i mozna go bez problemu pchać pod górę.

końcówka do roweru to juz widzieliście na zdjęciu- pozwala ciagnąć wózek za rowerem. Amortyzacja jest bardzo fajna, choć hamak w środku dość mozno wzmacnia podstakiwanie, ale jest ono "miękkie" - Ola spi w nim duzo więcej niż spała w gondoli wczesniej (niezaleznie od prędkości).


końcówka do nordick walking-- jest dla mnie końcówką do dogtrekkingu i po to ją ściągam. Juz wkrótce mam nadzieję wypróbujemy i jak Grzes nie będzie mógł/chciał pchać wózka to zawsze będe mogła go ciagnac przy łaskawej pomocy psów :)

za to kółka małe sa tak skrętne i lekkie, że siedząc na ziemi na trawie i karmiac dziecko mozna jedna ręką bez problemów obrócic wózek o 180stopni, by wydobyć wodę czy ksiązkę z "bagażnika". To naprawdę miłe!

Zaczęłam dziś czytać "Nowoczesne szkolenie psów tropiących", póki co bardzo mi się podoba ta lektura, jest wyjątkowo jasno napisana, szerokim patrzeniem i przede wszystkim motywuje do ćwiczenia tropienia. Na razie 5+ jej daje

http://www.karusek.com.pl/produkt.php?prod_id=3289&action=prod

A Gacek wsiąkł w naszą rodzinę i chyba powoli staje się 3cim labradorem, poza tym, ze się kąpie prawie codziennie, je suche chrupki z miski (no może nie zawsze, ale już często!), indyka z ręki wsuwa jak dziki!, zabiera!! chłopakom kości cielęce lub surowego kurczaka i zjada!, obgryza kości wędzone, a przy tym nie ma problemów z żołądkiem - to chyba same sukcesy. Rozpanoszył się co prawda w stosunku do psów i znów zaczał prezentować zachowanie "won stąd to moja pańcia" do obcych mijanych psów, ale to musimy szybko wycofać przez oddzielenie go od Hipa (który z koleji lubi sobie wrzasnąć "pies, pies, rany choć tu, nie moge do Ciebie przybiec, bo jestem na smyczy,aaaa! ale chryjaaa! Rety jak ja bym chciał z Toba pobiegać!), skupienie serkiem topionym itd. Ostatni dogtrekking Gacek szedł pół drogi z Grzesiem ciągnąc też wózek i od razu mu się polepszyło, a ja mogłam pracować z Hipem.

opis

Dzięki motywacji ze strony Ani Susidko od Azji i Sheli udało nam się jednak przejść w tą niedziele ok 5-6km dogtrekkingowo, choć były momenty zwątpienia, gdy Gac zaczął wariować, ale był to spacer dość luzacki z licznymi kąpielami itp

j


Łoniak znów w warsztacie, więc zostają nam spacery, rolki, spacery i rower, na szczęscie do Zyzia wróciła Dominika. Z chłopakami bawimy się w tropienie. Ja schodzę na dół idę w krzaki i zostawiam na trasie zabawkę, chłopaków na zamianę puszczam na trop, na spacerze zostawiam ich w waruj idę gubić klucze, albo gubie je po drodze i puszczam wstecz. Nigdy nie wiadomo, który będzie szukał, z drugim zaś ćwiczę el. obi (wiaderko obi zostało w łoniaku, więc zostają nam proste elementy, bez pachołków itp :( ) Lola na wakacjach u mamy, dzięki za pomoc Mamut, choć już tęsknimy za nią troszkę :*. hip teżgłodny pies!

20:50, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 sierpnia 2011
A blog

a tak szukając dziury w całym i plusów z minusach to blog jest tego najlepszym przykładem! Was cieszy i miło Wam się czyta, a skąd potrzeba pisania na blogu i dzielenia się z "obcymi" swoimi przeżyciami??  Ano przeciez też poniekąd z negatywów, z doświadczeń dzieciństwa, młodości i dojrzałości w kontaktach rodzinnych. Jeśli nie było się wysłuchiwanym przez rodziców, albo nie umieli rozmawiać (sorry Mamo, wiesz, że to Ciebie akurat najmniej dotyczy). Te wszystkie komentarza typu, "przestan mówić o tych psach, pozbądź się ich, mozna mieć tylko jednego psa, po co zajmujesz tym czas, idź się uczyc, lepiej znajdź normalna pracę 8-16 w szpilkach, bo inaczej jestes smieciem, na konie i rower to był czas w dzieciństwie ( a wtedy trzeba było się uczyć!)" "zostaw ten rower, wybij sobie go z głowy, pozbądź się psa, to niebezpieczne, po co ci te rolki, jeszcze go porzucisz, ja wiem co się dzieje z telewizji!, z psem się w gości nie chodzi, kanapa jest dla ludzi, nie dla psów" itd itp. Więc jesli sprawia Wam radośc czytanie naszych perypetii- to pamiętajcie, że to tez wynik pewnej "dewiacji", z której zdaje sobie sprawę, a to kolejna rzecz, która uczy mnie słuchac (na razie krzyków i pisków, ale wkrótce) i interesowac się tym, czym dziecko. Bo wbrew temu co widzicie ze robimy z Olą- pokazując jej nasze zycie i radości jesteśmy z Grzesiem w pełni świadomi, że ona może wybrac i pokochac cos zuuupełnie innego- np gre na wilonczeli, albo śpiew operowy albo coś calkiem z kosmosu :).

No i dzisiejsze wpisy tez zawdzięczacie temu, ze Grześ zostawił nasz wózek zamkniety pod kluczem, który wziął i neimogłam pójśc do lasu.. :( :)

15:38, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Coraz więcej i więcej

Od czasu porodu duzo się dzieje, moge smiało powiedziec, że z tygodnia na tydzień coraz więcej. klondycja rosnie wraz z utrata kilogramów, Ola daje tyle radości i zapału do zycia, bo nawet po nocy, kiedy spałam 4h cięzko się powstrzymac od porannych smiechów i łaskotania z rozradowanym o świcie bobaskiem. Za cel postawiłam sobie doprowadzenie siebie do kondycji sprzed ciazy, a przy okazji moich psów do ładu, by się nie wstydzić (ani tego, że są zaniedane, ani tego, że się źle zachowują).

I wszystko idzie dobrze- treningi z Zyziem. bieganie z Lolą kilka razy w tygodniu, dogtrekking co tydzień, psiaki wakacyjne, kursy szczeniaczkowe i indywidualne, obi z Nepem, dummy z Hipem i oczywiście wszystkie aktywności z Olą dzieki naszemu nowemu wózkowi Chariot Cugar (zwany potocznie Kuguarem) możemy zabrać Olę wychodząc na rolki, biegając, w przyczepce za rowerem, a juz niedługo takze ciagnięta w wózku przyczepionym do pasa za mną podczas dogtrekkingu. Ją to bardzo raduje- cieszy się i spiewa podczas wycieczek (nie wiem jak rozwijają struny głosowe dzieci korzystające ze smoczka podczas przejażdżek, ale mała daje całe arie operowe oczywiście radosne w tym czasie !)

dogtrekkingdirt

 

Jednak w tym natłoku zajęć, aktywności i pracy coś chyba umknęło. Pospiech sprawił, że stałam się znów nerwowa, sfrustrowana,

Pierwszy kop na plus dostałam, gdy zabrałam Hipcia na trening dummy. Okazało się, że rozszczekany i oszołomiasty Hip potrafił ćwiczyć i skoncentrowac się nawet w grupie psów bez piszczenia, szczekania itp. Co prawda podczas dogtrekkingów tez robi postepy (nie szczeka juz na każdego psa, który nagle sie pojawi przed nim, nawet na takiego, który zniknał za drzewem 5 minut temu), ale jednak nadal mnie to potwornie irytuje, gdy zdarzy mu się wyskoczyć ze szczekiem. Acana z jagnięcina bez kukurydzy go wreszcie podtuczyła, kości i gryzaki zaspokoiły potrzebę gryzienia, a wyklucznie aportowania z codziennych spacerów sprawiło, ze się mocno zrelaksował.

Jakże ja zazdroszczę ludziom, którzy nie mają tendencji do nerwowości i którzy nie mają nawet małej ochoty szarpnac psa za to, że on ich szarpnał! Gdyby nie ta część mojej osobowości, pewnie wszystko było by prostsze i spokojniejsze.

Do tego u Zyzia zdawało mi się, ze jest coraz lepiej- zaczęłam mieć nagle jak to mi wpadło do głowy"długie nogi", utrzymuje się bez strzemion i z długa wodzą bez problemu w siodle podczas kłusa, przestałam się tez tak tłuc w galopie, Zyzio zaczął opuszczać nisko głowę i wypinać grzbiet, robimy coraz ładniejsze wolty itd .Kondycyjnie juz nie mam problemu jeździć 1h, nie łapie zadyszki, jestem spokojna i nic mnie potem nie boli. Ok powiedzmy, że doprowadziłam siebie prawie do takiego poziomu kiedy sama jazda nie sprawia mi większych problemów i mogę się skupić na koniu. Ale stanełam przed pytaniem- co teraz? Wszystko to robiłam z ogłowiem, w wędzidle, dla uzyskania pewnosci, ze kontroluję konia, by móc rozluźnić siebie. Można powiedziec, że robiłam to kosztem Zyzia. Myśle, że marchewki i elementy treningu z klikerem miały dla niego marginalne znaczenie, bo i tak wiedział, ze w razie czego w sytuacji pozasesyjnej użyję nacisku- wodzy, wędzidła, popchnięcia łydką. Dlatego właśnie ktokolwiek uważa, że można łączyć trening pozytywny z korektami nie wyobraża sobie chyba, że jakiekolwiek zwierze jest tak głupie, by pracować dla nagród, gdy wie z doświadczenia, że jak mu nie wyjdzie- i tak zostanie zmuszone siłą!

i może dlatego zwlekałam tyle z obejrzeniem DVD Stormy May "The Path of The Horse" (dzięki Iza!!).Polecam film wszystkim- psiarzom też! Teraz obejrzany trafił na podatny grunt. Ja dotarłam do ściany- końca ścieżki wychodzącej dalej na trase szybkiego ruchu i autostradę, na której pełno gubiących siebie  zapierdalaczy, którą zreszta nie chciałam  przecież iść! a poszłam, bo było łatwiej, bo inni tak robia, bo tak szybciej, wygodniej, prościej... i tak naprawdę nie chodzi tylko o konie, z psami jest podobnie - kto ma czas na indywidualną i spokojną prace z psem jak zabiera na spacer trzy psy na raz, z czego 2 mają problem z czymś i to różny problem...? Znowu dylematy- długi spacer z trzema, czy zasuwanie na chwilkę z każdym pojedynczo, i co powiedzieć, jak sąsiedzi znów spytają " a gdzie trzeci (czwarty itp)?" Zabrać do stajni 3 psy na 3 godziny i ryzykowac, że albo będą szalały po łąkach i wodzie, albo spędzą ten czas w samochodzie (bo w boksie wylewają wodę i nie mogą tam być... ! :/) zamknięte, bo agresywne psy stajenne musza być wypuszczone?  sytuacje, w których bezpieczeństwo mnie, mojego dziecka i psów zalezy od widzi misię innej osoby, która otwiera sobie z pilota brame z azjatą, albo puszcza do noworodka psa, który gryzie dorosłych a "Ty się matka martw sama, bo ja uważam, ze ten mój pies jest przewidywalny, ojej obsikał Ciebie i wózek, pierwszy raz tak zrobił, musiałaś coś zrobić dziwnego!".

Trochę się żalę, może usprawiedliwiam swoje niedociągnięcia kompletnym brakiem wyobraźni innych, może zamiast coś robić i gdzieś jeździć należałoby usiąść i pozastanawiac się nad sobą, zrelaksować, pomedytować...

Tak czy siak chciałam napisać o Zyziu. W poprzedniej stajni NIKT nie robił nic sensownego z koniem- wszyscy uważali jakiekolwiek sztuczki za idiotyczne i trzymali się z dala. I teraz to doceniam. Bo jednak można się było zaszyć na okrąglaku i klikać do woli, zaszyć na hali i puścić konia luzem,podobnie na padoku. A teraz są osoby cwiczące z końmi, mające cele, za to jest miliard problemów- a to psy w samochodzie, a nie w boksie, a to w boksie, a nie w samochodzie, a to samochód w cieniu, a nie na słońcu, a to przestaw samochód, przestaw motor, zamknij brame, idź naokoło, dawaj kase, idź do kowala, a czemu mój pies to, a ich pies to, a Twój pies to, a zrób to, a dziś ci nagadam, a dziś Cię lubie, matko nie ma nic goszego od zalezności zasad w instytucji od humorów właściciela, a co dopiero kobiety!

I w efekcie w lepszej stajni Zyzio nie ma- ani ćwiczeń na okrąglaku, ani na padoku (bo sa inne konie zawsze z nim), ani bez ogłowia, (bo zawsze może wejść jakiś nowo przybył hrabia na koniu, któremu wszyscy stopy całują), ani przeszkód (bo to zawsze bedzie źle,a o tym się dowiem za miesiąc) ani terenu (bo przez ciagłe spięcie i kontrolę przestałam wierzyć z zaufanie...) A teraz spiszę cele Zyziowe, by siebie zmusić do ich realizacji- praca z ziemi, zawsze bez wędzidła, jeżdżenie do 15 min- tyle, by utrzymac moje umiejętności, a Zyziowi dac luz, masaże, rozciąganie, wspólne spacery po lesie (o ile komary dadzą nam żyć), przeszkody, elementy agility i kształtowanie. Fakt potrzeba i chęc jeżdżenia jest ogromna, zwłaszcza jak się juz ma tą "władzę", ale mam nadziej, że uda mi się znów przestawić na patrzenie i słuchanie zamiast przekierowywac złość z niejasnych zasad na konia.

podobnie z psami. Basia mi napisała, że czuje się źle nie pracując z psami w ciąży, a ja tyle robię teraz. Z trenerami psimi jest ten minus- że za wszelką cenę chcą mieć wszystkie psy na tip top, najlepiej żeby były prawie idealne. Nie widzimy rzeczy, które robimy nic nie robiąc. Nie widzimy  tego, ze mamy siłę chodzić z dwoma-trzema psami na spacery (w ogóle!), choć wiele kobiet w ciąży nie ma sił wychodzic z jednym, albo psy kończą na zawsze na podwórku. że kształtowanie raz na tydzień to więcej niz ma przeciętny pies. Nie widzimy tego, że nasze psy nadal potrafią przejśc na luźnej smyczy dobry kawał spaceru, że nie rzucają się na nas, nie gryzą dzieci, nei sa "zazdrosne" itp  Widzimy tylko, ze zdarzy im się szczeknąć, mieć gorszy humor, nie kochać szczeniaków, nie mieć ochoty na zabawę z TYm psem, który własnie podszedł do nas. poza tym nadal wiemy, co  i jak zrobimy, gdy odzyskamy siły do pracy. Nie krytykuję tu osób nei będacych psimi trenerami, ale chcę tylko powiedzieć, że nadmierna ambicja zabija zapał i otwartość. Tyle. Dotyczy to wszystkich, nie tylko kobiet w ciąży.

Ja ostatnio dostałam nauczkę- przez sukcesy pojawiły się nowe super cele- zawody dummy z hipem, coraz dłuższe trasy dogtrekkingowe, zawody dogtrekkingowe, prawie codzienne wizyty i Zyzia. Wszystko to prysło, gdy okazało się, że szalona jazda po lasach do Zyzia i po dogtrekkingu przez zalane ulice rozwaliła nam coś w samochodzie zwanym pieszczotliwie Łoniaczkiem (fiat uno). Oczywiście alternator, ale zanim to zdiagnozowali wylądowałam z dzieckiem w upał na grochowskiej w piatek pędząc do związku opłacic składkę... I mimo czekania na lawetę i wielkiej pomocy brata Grzesia i mimo opłacenia składki okazało się, że  organizacja zawodów ciekawa, a lista już zamknięta. A jak się udąło przebłagać organizatora (bo to jaką się ma rase psa i kogo się zna zalezy czy jest ona otwarta czy nie) to okaząło sie,  nie zawsze jest komu po drodze zabrac mnie z Hipem, a bez samochodu już nei tak łatwo. i znalazłam się w klateczce. Dosłownie i psiej przenośni. Okazało się, że mamy czas z Grzesiem na wspólny dogtrekking, na wypad na pizzę ze znajomymi, oglądanie filmu i inne takie. Także jesli przyjdzie Wam do głowy patrząc na pierwsze zdjęcie "o jaka idealna, fajna rodzinka" to wiedzcie, że ten wypad się tak udał dzięki temu, ze zycie uniemozliwiło nam szaleństwa i realizowanie ambicji- jak mówią... nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło... Kocham mojego cudownego męża i córeczkę :*

14:58, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »