RSS
niedziela, 03 marca 2013
Dzieci, a psy, idea pikniku!

Korzystajac z uroków wolnego poranka, dzięki mojej mamie, u której szaleje Żuczek, nim pojadę z psami na łąki - spiszę kilka wniosków. Doszłam do nich wczoraj podczas konsultacji z pewnym psiakiem w typie husky. Właściwie nawet nie trzeba było do nich dochodzić, one same się nawsuwają jak się myśli i analizuje pewne rzeczy. Chodzi mi mianowicie o podobieństwa między dziećmi, a psami. Wiem, wiem- dzieci to ludzie, a psy to psy, podobieństwa są z racji tego, za nasze organizmy funkcjonują dość podobnie, podlegamy tym samym procesom uczenia się (wzmacniania i wygaszania zachowań), mamy podobne emocje itp. I nie chodzi mi tu wcale o stwierdzenie, że dziecko traktuję podobnie jak psy, o nonononon!  kilka stwierdzeń, które może coś komuś ułatwią:

  • Najważniejszy jest czas, który im poświęcasz na 100% - jeśli jest to godzina czy dwie dziennie- super, byleby na 100%. Im więcej z siebie dasz w tej jednej chwili, tym łatwiej i milej będzie Wam później, tym szybciej będzie szansa na chwilę wolnego dla Ciebie (w końcu będą mieli "napełniony kubek" czy też może "kiszkę" i pójdą odpocząć od nas).

Ola na mnie wisi, psy się kręcą, ja mam coś gotować, próbuje sprzatać, a oni rozrzucają, niedługo muszę wyjść do pracy, jak to ogarnać??!! 100% uwagi- pomysł! - kongi - zbieram potrzebne rzeczy- karmę, serek, siadamy na ziemi z Olą, daje jej komplet łyżek, opowiadam o łyzkach, porównujemy wielkość. Dzieci uwielbiają przesypywać coś, a psia karma jest swietna, bo jak się rozsypie to nie trzeba jej zbierać. Pokazuje Oli jak wsypywać ją do kongów, jak wciskać tam serek, mamy ubaw. Psy czekają, ćwiczą cierpliwość, Ola napełnia i rozdaje im kongi. Po chwili mogę ich juz zostawić, nie jestem potrzebna blisko- wszyscy mają zajęcie, a ja moge robić swoje i tylko zerkać czy idzie dobrze. Nasza uwaga jest potrzebna by wrzucić pomysł, zaangażować siebie, dziecko czy psa w ten pomysł, nauczyć zabawy i potem możemy odejśc, a kula śniezna będzie toczyć się dalej. Jak kula smakula, która pies toczy o ile go tego nauczymy! Jesli nie poświęcamy 100% uwagi na początku- potem dziwimy się, że pies nie bawi się kulą smakulą, a dziecko nie chce rysować kredkami.

  • Wymagają ale i uczą pełnej uważności, bycia obecnym w chwili teraźniejszej (zwłaszcza dziecko i pies razem na spacerze - nie ma szansy na dumanie w obłokach!). Na początku nam się nie chce, staramy się chodzić chodnikami, naszymi trasami, utartymi pomysłami, ale wtedy "obecni tu i teraz" zakradają się podstępnie w struktury naszego umysłu- chcą iść w inna strone, nie chcą iśc tylko tarzać się w błocie, grzebac patykiem. My tak strasznie chcielismy sprawic im przyjemność idąc na do lasu!!! A dziecko cieszy się z grzebania kluczem w furtce, a nasz pies wącha 20 min jedno miejsce!!! No i nici ze spaceru dla nich!!

STOP Spacer To Okazja Pobyć! (ha ale skrót mi wyszedł głupawy!). Skup się na tym, co jest. Co się dzieje, nie idź obrana trasą, porzuć plany, tylko patrz i podążaj za nimi, a może się okazać nagle, że i nam zaczyna sprawiać frajdę grzebanie patykiem w krzakach! Nagle zmęczenie znika, zapominamy o problemach, odkrywamy w sobie dziecko cieszące się z tego co jest! Dzieci i psy nie żyją w czasowej  strukturze umysłu. Nie uwazają teraźniejszości za sposób na dotarcie do celu, do "czegoś kiedyś". Są zawsze obecne w chwili teraźniejszej. TO jest najcenniejsza nauka jaka można wynieść. Przestać bać się o to, co w naszej głowie, snuć plany, które się nie spełniają, po prostu pobyć. Ola ostatnio dała nam ciekawą szkołę:

Wrócilismy (Grześ, Ola i ja) z wycieczki rowerowej w poszukiwaniu otwartego placu zabaw (w Starej Miłosnej zimą także w marcu, place zabaw są zamykane na klucz, bo zimą nie ma dzieci w tej dzielnicy, siedzą na kanapach). Poszukiwania zakończyły się przeskakiwaniem jednego płotu, treningiem z gumą i skakanką w parczku i wypadem do K&Ma po jedyne czekoladki które lubie- Belgiany, pralinki. Niebo było piękne gwiaździste, Ola niosła paczuszki w rączkach i gramoli się na schody, do domu. Ja pytam " Ola będziesz wchodziła po schodach z tymi paczuszkami w rączkach?" A Ola w tym momencie siada na schodkach. No to ja mysle pięknie- będzie chciała usiąść na środku brudnej (przez nasze psy) klatki schodowej i jeść czekoladki, co powiedzą sąsiedzi, będę musiała ja wnosić, namawiać, łoretyrety! STOP!

Wzięłam z piwnicy pufy używane na szkoleniu, wystawiłam przed klatkę, zgasiłam lampkę i siedzielismy we troje na pufach pod rozgwieżdżonym niebem jedząc pralinki w marcową noc. PIKNIK TO NIE MIEJSCE, TO STAN UMYSŁU :))

 

cdn i jeszcze popoprawiam błędy :)... teraz jade na spacer na łąki ze znajomymi i psami, poczuć wiatr na plecach!

11:57, uwaga.agawu
Link Komentarze (1) »
piątek, 01 marca 2013
NADPRODUKCJA MÓZGU

Po chrząkach i pomrukach wydawanych przez mojego meza Grzesia na fb muszę sprostować poprzedni wpis o wazną notkę- tak, ja śpię ostatnio więcej niż Grześ, po raz setny - dzięki mąż za poranki (ale za to do nocy siedzę nad planami i pracami domowymi po treningach, a nie sadze kapusty w kompie ;P)

Nadprodukcja mego mózgu objawiła się dziś:

POLOWANIEM NA PTAKI

Rychło wczas wiem, ale zaczęłyśmy dokarmianie Cipcipów jak mawia Ola, na bazarku można kupić taką super mieszankę dla różnych, poszłyśmy w krzaki i aparatem polowałyśmy na ptaki. Oczywiście obecność Bashy, którego na razie trzeba zabierać na praktycznie każdy spacer ucięła ostatnie kilka procent szansy, że ptaszki przylecą, ale niech się przyzwyczajają, że tu akurat coś bywa.

ZIARKA

nie to, żebym uważała, że ptaki potrzebują teraz dokarmiania, ale:

-chce nauczyć Olę, ze skoro lubi dokarmiać to niech to nie będzie rzucanie chleba kaczkom, czy psiej karmy wronom siwym tylko ziarenek tym maluszkom, których jest coraz mniej.

- no własnie tak mało jest teraz małych ptaszków, że cięzko je nawet poobserwować, a chciałam porobić im zdjęcia, sama nauczyć się rozróżniać . Oj chyba trzeba będzie odwiedzić Alicje i Gacka- oni mają ptaszy raj w ogrodzie!

- z mieszanki niezjedzonej zawsze wyrośnie kilka miłych kwiatków w okolicznych krzakach, a to kolejny obiekt do badań :))

A douczamy się bardzo ciekawej książki, którą zanabyła moja mam- autorstwa pracownika zoo Andrzeja Kruszewicza

O PTAKACH

Może zbudujemy kiedyś karmnik?

bash

Udało się złapać tylko tyle:

cip cip

 

Poza tym dawno nie ćwiczyliśmy tropienia- jako, ze rano laby wyszły ze mną i Olą odprowadzić bulka miniaturkę - Egona, Lolę wzięłam samą (no i znowu nie na bieganie, bo obżarłam się owsianką i mam cykora, że za mało przebiegnę, ale dojrzewam, dojrzewam!) i porobiłyśmy tropienie. Ostatnio duża daję jej piłek, żeby się wyładowywała na spacerach za te "niedogodności" czy raczej ograniczenia związane obecnością hotelowych. No ale ile można rzucać piłkę... więc 20-30 m tropy połączone z zostawaniem w waruj. Lola super węszy. A na koniec i tak łapie piłkę, ale wraca potem taka wyluzowana, nie podkręcona głupim bieganiem. Po niej wspaniale widac różnicę między tymi dwiema aktywnościami.

I poza tym pyszna przekąska w południe ze świeżą żurawiną:

 mniam mniam

Ola śpi, Grzes na streetach, dziś mamy wolne (poza Basha i Egonem). Zaraz się biorę za zupę krem marchewkowo- duniową. Jak się uda to z pomarańczą. Mniam

Czy starczy mi dziś sił dotrzeć na nasz szkolny trening Rally- O? eh nie można mieć wszystkiego...

 

Aha no i z kubka się pije takiego, z jakiego piją dorośli... Aga Faber płacz ze śmiechu :)

kubeczek

 

15:12, uwaga.agawu
Link Komentarze (1) »