RSS
piątek, 31 grudnia 2010
Lola- akcja rozpoczęta

Lolka jest już na bioxetinie i codziennie kształtujemy. Dzięki Oldze od Frotki i jej podpowiedziom wpadłam na ciekawy pomysł kojarzenia. Biorę z wózka póki co misia na ręce, siadam na kanapie i wtedy kształtuje. To pozwoli mi kształtować nawet gdybym nie mogła się "odlepić od dziecka", czy w czasie np karmienia, a Loli daje skojarzenie, że to branie dziecka, a nie odkłądanie go pozwala jej na kontakt i ćwiczenia, co więcej- jest to kształtowanie czyli myślenie. Im więcej będzie myślała w takich okolicznościach tym dalej jest od reagowania.

Tym czasem życzę Wam udanego Sylwestra, nie koniecznie szampańskiego, ale w poczuciu, że kończy się ważny rok, a kolejny niesie za sobą kolejne wyzwania. Oby wszystkim nam udawało się je jak najlepiej pokonywać i byśmy mieli oparcie w bliskich oraz dawali im oparcie. A przy tym jak najwięcej radości na każdym etapie. Najlepszego!

17:00, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 grudnia 2010
Psy a bobo...

Ale to nie koniec planu, o nie…

Już od stycznia, czyli przed przeprowadzką Lola zacznie dostawać z powrotem leki antydepresyjne- Bioxetin. Efekty będą akurat koło połowy stycznia- początku lutego czyli zbiegną się z przeprowadzką. Może uda mi się znaleźć jakieś dodatkowe wspomagacze ziołowe, choć nie wiem czy już pisałam, że takie leki jak D.A.P., Stresnal czy KalmAid nie wywierają na Loli żadnego widocznego działania- lepiej działa pół godziny kształtowania : ), ale to doraźne.

Jeśli chodzi o karmę- chciałam wrócić do Boscha Low Protein jednak dowiedziałam się, ze zrezygnowali z produkcji! Brawo! Jedyna karma na rynku mająca mocno obniżony poziom białka – jedyny ratunek dla właścicieli psów problematycznych – wycofany. Jak byście znaleźli coś sensownego z białkiem chociaż poniżej 18% - dajcie znać!

Do tego kwasy omega czyli jakiś Oeparol.

Zaopatrzyłam się też w gryzaki wszelkiej maści w dużej ilości. Lola dostaje ich coraz więcej, może sobie pogryźć, zaspokoić swoją potrzebę, a przy okazji trochę „uniewrażliwia” się na ich obecność. Oczywiście dostaje je w odosobnieniu, żeby uniknąć jakichkolwiek konfliktów.

Konieczne będzie też powrócenie do regularnie dawanego Konga oraz codziennych sesji z kształtowania, które poszły w zapomnienie ostatnimi czasy. Niech myśli paskuda, niech używa mózgu jak najwięcej.

Mamy nadal problem do którego poniekąd za bardzo już przywykliśmy, a który teraz trzeba będzie zmienić. Otóż Larwa szczeka na domofon i dzwonek oraz gdy ktoś puka stuka na klatce. Poniekąd z lenistwa weszliśmy już w nawyk izolowania jej czyli „straty” po szczeku, co jednak nie daje żadego efektu, poza tym, ze sucz sobie burka w kącie wyciszona  trochę przez bariery dźwiękowe. Zaczniemy więc od zmiany jej nastawienia. Domofon- kurza łapka, domofon- karma itp. To, co najtrudniej jest jej opanować (nie może tego zrobić) to jej podejście emocjonalne – lęk, strach i złość, które czuje odruchowo słysząc dzwonek. Potęgowane jest to przez nasze zdenerwowanie (oj tak, nie jesteśmy idealni…). Tu, w starym mieszkaniu to będzie jedynie rozgrzewka dla nas. Prawdziwą zmianę wprowadzimy jak się przeprowadzimy i moja w tym głowa by to dobrze zaplanować. Ale każda podpowiedź, pomysł, sugestia z Waszej strony na wagę złota, bo to jedno z zachowań psów, które mnie autentycznie wpienia i tracę spokój oraz zdolność twórczego myślenia.

A poza tym? Co z przyzwyczajeniem wszystkich psów na przyjście dziecka, bo może byście chcieli o tym poczytać. No więc częściowo pomaga mi w tym mój rosnący brzuch, 4 piętro na którym mieszkamy i ciążowe zmienne samopoczucie, robi się to samo. Nie da się ukryć, że okres zwłaszcza tuż po porodzie i później też będzie wymagał wiele „wyrzeczeń” ze strony psów i być może nie raz będą one dla nas obciążeniem ponad miarę. Dlatego chce je na to przygotować, żeby nie łączyły tych zmian z przyjściem do domu dziecka.

Po pierwsze ograniczyłam ilość spacerów psów do dwóch. Wiem, to może wydać się straszne, ale pomyślcie, że dla kobiety zaraz po porodzie i jej zabieganego męża to może i tak być dużo. Jeśli w tym czasie będziemy mieli więcej możliwości- super- psy na pewno chętnie skorzystają, ale będzie to bonus nie standard. Tym czasem łatwiej jest wybrać się 2 (czytaj 4 razy, bo z Lolą na inne spacerki chodzimy) na większą wycieczkę z gratami, zabawkami (a potem i z wózkiem) niż biegać 6 razy w tę i z powrotem.

Jak to robie?

Otóż właśnie póki co organizując dłuższe wycieczki poranne, które jednak odbywają się później (10-11),

-trwają po 1,5 nawet w takie mrozy (bo łatwiej ubrać się raz, a porządnie niż co chwila przebierać)

- „odpuszczam sobie” czyli zdarza mi się stać dość długo w jednym miejscu, pozwalam im na dłuższe zabawy wspólne, z innymi psami, kopię im piłę;

- jak tylko mogę zabieram chłopaków ze sobą czasem na cały dzień na wszelakie „załatwianie spraw”. Dla mnie to 12 pięter mniej do pokonania (zamiast trzech zejśc i wejść- jedno wspólne). Wyjeżdżamy wtedy „rano” i cały dzień są ze mną czekając czasem w samochodzie. Załatwią się wychodząc z domu, potem pobiegają gdzieś np. w lesie w którym się zatrzymam po drodze, owszem trochę się wynudzą czasem czekając na mnie, gdy przykładowo idę zanieść badania, ale też wybiegają często z zaprzyjaźnionymi psiakami i wracamy razem po południu równo zmęczeni. Ja padam i oni też. Ja zmęczona noszeniem 10 kg brzuchola podczas załatwiania spraw, oni czekaniem i przygodami. Wieczorem to ja ich wyciągam na szybkie siku… A jak się trafi dzień wolny- sami chętnie odsypiają całe dnie.

Stopniowo ilość długość i ilość atrakcji oraz dni „pracowitych” będzie topniała, ale idzie to parze z moim stopniowym ograniczaniem ich, więc zgodnie z rytmem organizmu. Póki co taki tryb bardzo dobrze mi się sprawdza, a psy nigdy nie jęczą, że chcą wyjść.

Z Lolą sprawa ma się podobnie, bo jest zima, a zimą takie małe parszywe łyse zgredki nic tylko by spały pod śpiworkiem i koniecznie przy kaloryferze. Oczywiście jeśli jest jakaś „awaria” i któryś psiak się opił wody lub co innego – wypadamy na szybkie siku/kupę pomiędzy. Jednakże naprawdę rzadko się to zdarza.

Oczywiście wszelkie wózki, ubranka, zabawki pojawiają się w domu i stanowią wszechobecny „owoc zakazany”, ale realne ustawienie tych rzeczy i wplecenie „dziecięcych rytuałów” w nasze życie będzie miało miejsce dopiero po przeprowadzce czyli koło stycznia-lutego. Pewne rzeczy- jak tulenie maskotek, większe ignorowanie psów w domu itp. robią się u nas same – jakby odruchowo.

To tyle „nowości”, które przychodzą mi do głowy.

Tymczasem nie mogę się doczekać seminarium z Alexą Caprą o agresji w Fundacji Psia Wachta- nie to, żebym liczyła na jakieś oświecenie, ale uwielbiam jej seminaria i zawsze czegoś nowego się człowiek dowie zwłaszcza w kwestii czytania mowy ciała psa. Polecam!

14:14, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Lola i bobo

Zamknęło mi Mozillę w połowie wpisu….Cóż, zacznę od nowa, może krócej…

Ania od Agi- cane corso wyraziła ostatnio nadzieję, że mój blog będzie dalej pisany. Będzie, będzie, ale przede mną chyba najcięższe odcinki- bo bardzo życiowe, bo od wyniku moich decyzji zależy nie tylko moje i Loli życie, a wszystko jest tak przerażająco aktualne.

No więc spodziewamy się dziecka- już w marcu. Od sierpnia o tym wiemy i stajemy na rzęsach, by uporządkować wiele spraw zanim córeczka się pojawi. Oczywiście to najradośniejsza wiadomość w naszym  życiu, ale padł tez na nas blady strach- co z Lolą?! Nie planowaliśmy dzieci, a to oczywiste, że Lola stanowi zagrożenie dla dziecka. Nie można tak po prostu mieć jej, mieć dziecka i nic z tym nie robić. Tu nie wystarczy też nigdy nie zostawiać dziecka sam na sam z psem. Gdy ktoś mówi mi „wystarczy, że będziesz zawsze miała ich na oku” ogarnia mnie pusty śmiech. Na oku to trzeba mieć labradora i dziecko, a nie taką maszynę, która miesiącami śpi spokojnie w kącie, aż tu nagle w ciszy wystrzela na drugi koniec pokoju zanim zdążysz powiedzieć „A”. Najlepiej to widać po Neptunie i Loli. Niby wszystko jest ok.- żyją ze sobą, bawią się i w ogóle. Ale czasami, raz powiedzmy na miesiąc, czasem rzadziej, czasem częściej- Lola nagle próg reakcji Loli się obniża i  „bez żadnego ostrzeżenia” (czytaj takiego, które mogłabym ja albo Nep zauważyć) Lola wystrzela z pełną prędkością do Nepa i wyskakując w górę z wściekłością zażarcie gyzie go w szyję. Nep wie co robić- odwraca się biorąc ciosy na bok i piszczy. Ja wkraczam, Lola przerywa i wychodzi „do izolatki”. Bez ran, bez obrażeń, ale bardzo energicznie i zdawałoby się mocno kąsa. Owszem teoretycznie wystarczy odwrócić się tyłem, wystarczy nie mieć „twarzy” na wysokości naszego kolana. Ale dziecko tego nie może zrobić. I choćby się siedziało w pokoju między dzieckiem, a psem, nie spuszczając ich z oka ani na sekundę przez miesiące- nie da rady wkroczyć w akcję szybciej niż pies. To nie czarne scenariusze- to realność życia z takim psem. Lola może być najukochańszą istotą miesiącami, co wcale nie znaczy, że nie zareaguje dziwnie w pewnym momencie.

Co więc można zrobić? Nic? Oddać? Poczekać, aż pogryzie i uśpić? Są też czarne scenariusze, ale nie popadajmy w skrajności. Wkurza mnie na równi, jak ktoś mówi „wystarczy pilnować dziecka i psa” jak i, gdy słyszę „zagryzie CI dziecko!”. Sprawa nie jest ani tak łatwa, ani tak beznadziejna. Znaleźliśmy się w dobrym położeniu- ponieważ mieliśmy możliwość wyboru i kupna mieszkania. Mieszkanie samo w sobie daje bardzo dużo możliwości lub ograniczeń w życiu z takim psem. Szukaliśmy mieszkań jak największych za cenę, którą dysponujemy, aby fasOlka miała swój własny pokój (czyli 2 pokoje z oddzielną kuchnią). Idealnie by było 3 pokoje, ale za tą sumę jaką mieliśmy to raczej było realne w okolicach Pruszkowa czy Wołomina. A jak to się ma do psa? Ano wyobraźmy sobie - mając 3 pokoje można spokojnie izolować Lolę w naszej sypialni puszczając ją, gdy dziecko śpi, jest gdzieś indziej. Wersja optymalna, której szukaliśmy to mieszkanie z choćby maleńkim ogródkiem. Wyobraźmy sobie – można wtedy wziąć dziecko w wózku do ogródka na „spacer stacjonarny” i w tym czasie wybiegać, wymęczyć Lolę tańcem z psem, sztuczkami, elementami agility czy szukaniem. Wersja idealna- Fasolka „przewietrzona”, Lola wymęczona i to przeze mnie, bez konieczności angażowania w to Grzesia. Gdybyśmy mieli jeszcze więcej czasu, mogli szukać, czekać i gdyby Lola była głównym priorytetem (gdyby nie ważna była nasza praca, dojazdy, cena itp.) – pewnie byśmy znaleźli takie miejsce.

Ale udało nam się znaleźć coś, co daje nam i tak wiele możliwości i kupiliśmy to mieszkanie w tydzień od obejrzenia. 2 odzielne pokoje plus kuchnia z jadalnią i miejscem, gdzie spokojnie można wydzielić część dla psiaków, by Lola nie była wyizolowane w pokoju, widziała, ale nie miała możliwości kontaktu. Czyli trochę dodatkowej przestrzeni dla nas i dla nich. Osiedle nie strzeżone, więc za furtką jest od razu łąka, 100 m dalej las. I ogródek wspólny dla mieszkańców plus tereny ogrodzone - łąki w okolicy. Przy dobrych wiatrach mieszkańcom nie będzie przeszkadzać matka z wózkiem i Lolką w ogródku i tam będziemy szaleć, przy gorszych- wynajmie się teren ogrodzony od jakiegoś właściciela. Jestem taka szczęśliwa, że już udało się osiągnąć opcję wręcz wspaniałą! A z Fasolką i chłopakami będziemy mogli chodzić na długie spacery po lesie : )

13:05, uwaga.agawu
Link Komentarze (1) »