RSS
czwartek, 28 lutego 2013
Przedwiosenny śpioch

Wpis dla tych, którzy uważają, że ja ciągle coś robię i mam masę sił.

Znacie ten moment, że robi się cieplej po zimie, wychodzi słońce, niebo robi się niebieskie, nic tylko lecieć na spacer, rower, korzystać!! A my zamiast korzystać dostajemy nagłego przypływu senności? Ktoś by powiedział - "po prostu zmiana ciśnienia", ale ja mam swoją hipotezę. Wpadłam na nią zeszłej jesieni i zimy czytając "Chłopów" (kto bywał ze mną na spacerach nie zapomni czasu, kiedy na każdym spacerze przez kilka miesięcy mówiłam, ze czytam "Chłopów", połowa pytała "rany, a po co?" a druga "kiedy wreszcie to skończysz?" :)). Otóż opis życia chłopów uświadomił mi jak drastyczna zmiana nastąpiła na przestrzeni ostatnich niecałych 100 lat (nie wiem jak Wasi, ale moi dziadkowie mieszkali na wsi w dzieciństwie...). Zmiany, które znamy i obserwujemy często, ale na psach (ah te wąskie chodniki, mijanie psa co kilka minut, brak miejsc, gdzie mogą pobiegać). A my? Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że Święta Bożego Narodzenia i karnawał były po to, by zapewnić jakąś rozrywkę zasiedziałym w domach ludkom, którzy pracy mieli dość mało, a z nudów zaczynali świrować. (Tak wiem, wiem niektórzy powiedzą, że Święta powstały tylko dlatego, że Jezus się urodził, a nie dla chłopów. Niestety Świątki w tym czasie były takie czy inne i wcześniej. To raz. A dwa, że skoro Jezus pojawił się dla ludzi to na pewno i dla dobra chłopów. Czemu miałby ich nie brać pod uwagę :)? ). A dziś harujemy po 8-10 godzin dziennie prawie cały rok. I co ze Świętami- są dodatkiem pracy, wysiłku, bieganiny, gotowania, który musimy zrobić po pracy... Czyż to nie ironia?

Tak czy siak z chłopów zapadło mi w pamięć jedno zdanie, ale pozwolicie, ze nie przewertuje całej książki, by zacytować- jak Jagna powiedziała, że pójdzie do karczmy i na zabawę, bo "do świtu i tak tyle czasu, że się człowiek zdąży na dwa boki wyspać". (Zignorujmy na razie wątek Jagny, jakże głeboki i kontrowersyjny :)). No to jeśli 100 lat temu człowiek tak robił- spał po 12h zimą, to dziś tego nie robi... Ale za to choruje. A może co mądrzejsze organizmy zaciągają nas siłą do łóżka, by się wyspać na dwa boki nim wstanie wiosna? A co bardziej uparte ciągną ile sił, ale na początku wiosny byle przewianie ich powala?

Więc ja przyjęłam taktykę- zima, zwłaszcza pod koniec spać ile wlezie i teraz codziennie czuje, że mogłabym spać coraz więcej i więcej. Kto mnie zna wie, że jak się wyśpię to potem znów będę wszędzie. ALe teraz "psi psi" jak mówi Ola. Kiedy śpie? mniej kompa wieczorem, jak układam Olę do spania to zasypiam z nią o 22ej (Grześ też, czyli system spania zmiennego). Zasypiam z Ola w drzemce jak ją usypiam (i tak muszę byc i gładzić po brzuszku, więc co za różnica). Przysypiam też jadąc samochodem w korku albo u Fazików jak człapię z Leosiem i Fazim w molosowym tempie ;P. Żart- w korku mam co robić :).

A psy? Psy też wcale nie okazują nadmiaru energii -zwykłe spacery, ćwiczenia i goście hotelowi im wystarczą. Lola dziś akurat jak wszystko wyschło pierwszy raz dała mi znać, ze ma ochotę iśc pobiegać (jak to robi? no na spacerze nie węszy sobie tylko zaczyna się na mnie gapić i mieć ten szelmowski błysk w oku. Ale nie ten, że "idę pięknie przy nodze będę mistrzynią obedience i umiem piruety i takie takie". Tylko ten, który się pojawia na myśl o bieganiu, parcourze, ten przypływ adrenaliny! I na jednym z rogów, gdzie zwykle ruszamy biegiem, ale raczej nie chodzimy na spacery człapane w tym kierunku- robi takie hopa hopa- zaproszenie - dość ewidentny sygnał, choć oczywiście mogłam ja sprowokować w jakiś sposób. Co ciekawsze Lola wie, że jak jest na lince i w obroży to na pewno nie będziemy biegały na tym spacerze, a jednak to robi.).

A jednak się psy wkradły we wpis... Wracając do spania... Może uda się przespać to błoto? Sen jest ekstra, lepiej spać niż marudzić :) chrrrrr

20:47, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lutego 2013
Zostajemy dzikusami kolejny krok ....

Zaczęło się... no właśnie ogólnie zaczeło się od tego, że jestem sobą i mam potrzebę poznawania, dążenia, zmieniania, poprawiania i przy tym dzielenia się tym z innymi (z powodu braku odwierciedlenia czy innych niedoróbek procesu mego wychowania i rozwoju ;P) ... ale tak krótkodystansowo to..

...zaczęło się od obejrzenia "Hobbita" w kinie, nie to, żeby mi się jakoś bardzo spodobał, raczej zawiodłam się, że tak mało mi przypominał książkę, która czytałam...będąc dzieckiem. A z książką wiążą się wspomnienia, emocje, marzenia. Ileż rzeczy chciało się wtedy odkrywać, badać, poznawać, robić. Te wszystkie dziecięce emocje naszły mnie z wielką siła. To chyba czas, w którym wiemy, że w dużej mierze  kontrolujemy swoje życie i przestajemy (o ile wczesniej ktoś nam narzucił lęk) się  bać być dzieckiem.

  • Wpadła mi do głowy wielka mapa z kartonów na całą ścianę, mapa naszych okolic domu, na której moglibyśmy zaznaczać, rysować różne elementy, przygody, doświadczenia. Wiadomo, ze 2 letnie dziecko nie zapamięta aktualnych przygód na całe życie, ale na bieżąco będą one wspólnie rysowane na wielkiej mapie, która przetrwa lata pokazywana, oblepiona zdjęciami itp... to już inna sprawa. No i przy tym orientacja przestrzenna, czynnosci manualne, swoboda (ah te bazgroły na moich wypocinach- kocham je!!), robienie czegoś wspólnie, regularnie, relaks i inne plusy, których nie ma w dawaniu dziecku kartki i mówieniu "rysuj sobie" (choć to też oczywiście ważne będzie potem).
  • Z mapą zgrała się lektura ww. Rodzicielstwa przez zabawę - więc co nie narysujemy to sobie odegramy, a czasem co nam się narysuje to potem możemy odegrać na żywo, na przykład to, ze jestem Wiedźmą. Jest u nas w ciągu dnia w "przedszkolu" po schroniskowy psiak Basha, który bał się wszystkiego- wspaniale jest widzieć go leżącego spokojnie i obserwującego nasze zabawy, czasem nawet chce się przyłączyć:)

  • Drukowanie zdjęć...bo jak są na kompie to się ich nie drukuje, a przecież mozna je przyklejać na mapach, przyczepiać to tablicy, oglądać, wsadzać w ramki, wkrejać do rodzinnej kroniki.  W sumie Dzięki Agnieszce Faber i Piotrkowi Wojtków oraz Marcie Jarzynie, którzy obdarowali mnie kiedyś pięknymi albumami, które leżały w szafie jak nie założona nigdy sukienka kusząc i wołając "obklej nas, po to jesteśmy!"  I jakoś się udało przejrzeć kilka tyś zdjęć z 3 lat i wydrukować sporo z nich. Grześ piszczał do wielu z nich....
  • kolejny krok konieczny to było wyniesienie telewizora do piwnicy. Nie to, żebysmy z niego czesto korzystali, ale jednak kusił durnowatowatym odmóżdżeniem i Pixi-dixi durlylidu, la la la la... Na próbę. Jak się okazuje wystarczyło czasu na robienie mapy oraz aerobicznej 6ki weidera :)

cdn... bo ktos wstał.

16:51, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Z cyklu o książkach....

Odchudzanie???

"jak wiele Ci zostało do osiągnięcia idealnej sylwetki" widzę ciągle na wszelkich motywatorach treningowych. Zawsze odczuwam zgrzyt, bo nigdy nie będę miała idealnej sylwetki z moimi genami (nóg mi dieta nie wydłuży), a nawet jak osiągnę prawie idealna to jej nie utrzymam na długo. Więc po co? Dla publiki? Zresztą co za czasy, ze to sylwetka ma być celem samym w sobie, a nie efektem tego, że ma się siły i czas bawić z dzieckiem, szaleć z mężem, biegać z psami, pracować w lubianej pracy, ma się dużo hobby, kocha się sport i zdrowe odżywianie. A tak właśnie powinno być- dbanie o siebie i swoje otoczenie, aktywne radosne życie przynosi stałą poprawę i utrzymanie takiej sylwetki, jaka daje największe możliwości działania. Książkę polecam wszystkim nie odchudzającym się, a uważającym, ze dieta ma wpływ na ich życie, siły, motywację i radość - warto korzystać z szerokiej nie tylko o samym "składzie jedzenia". 

Diet coaching

Dzieciowe...

książka odkrycie, jak zabawa, humor może pomóc dziecku, nam, rozładować stres. Masa pomysłów i przykładów, nie żaden tam nudny podręcznik, jak na razie najlepsza ksiązka jaką przeczytałam o dzieciach. Od kiedy ją czytam byłam już Kwazimodo, Wiedźmą Najgorszą Żoną po Tej Stronie Krokusów, Kapitanem Trzepaczkorękim i wieloma innymi postaciami...Czasem wystarczy drobny impuls, myśl, pomysł, by uwolnić z nas energię, emocje, twórcze myślenie i przerwać kłopoty, spory czy nieporozumienia:

Rodzicielstwo przez zabawę

Mamania oczywiście :)

no i o bliskości- też bardzo fajna, połknęłam ja w kilka dni (poprzednią się delektuje i raczej skupiam na realizowaniu pomysłów od zaraz :)

Dziecko z bliska

15:48, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Jak być Zacharem

Pisałam wpis 2h i mi go wcięło, ale odtwarzam, bo to poczatek nowego...

 

Jak to się dzieje, że wchodzimy w życie mimochodem. Najpierw martwimy się jak to zrobić, by sobie poradzić bez rodziców, jak zarobić na jedzenie i czynsz, ogarnąć dwa psy, a nagle zdaję sobie sprawę, że jestem żoną, matką, mam własną działalność, szkołę, pracuje w terenie, mam pod opieką nawet sześć psów, a  robienie chleba na zakwasie i domowe zabawy z dzieckiem, trening obi z moimi psami czy crossfit z grupą biegaczy stanowią rozrywkę, odpoczynek od obowiązków... Co się zmieniło?

Punkt widzenia zależy od punku siedzenia. Im więcej robisz, tym więcej możesz. Zawsze podziwiałam psie mentorki jak Magda Łęczycka, Justyna Włodarczyk czy inne "SuperBaby" mające tyle zapału, energii i pomysłów do pracy z psami co ... no właśnie chyba nie ma lepszych wzorów, przynajmniej nie znam osobiście... A przy tym, wesołe, optymistyczne, pozytywne, szanujące innych w tym psy. Skąd one znajdują czas na to wszystko? Czy nie każdy ambitny człowiek tak sobie myśli podziwiając swoje wzory? A może ktoś inny myśli tak patrząc na nas?

Tak naprawdę sztuczki, efekty pracy z psem to tylko czubek góry lodowej, która odbywa się w codziennym życiu i w której liczy się wszystko - od pobudki po sen. Świeżo upieczony chleb na zakwasie, sok wyciskany z owoców, świeczka zapachowa w sypialni, buziak, lepienie bałwana, walka na krepinę, zupa z dyni rozgrzewająca w najgorszy mróz, miękka kanapa i wiele innych. Po co więc pisać o tak błahych rzeczach, skoro inne bardziej błahe są tak naprawdę ważniejsze? Pisać o samych sukcesach i wyczynach czy o najprostszych rzeczach z dnia codziennego? Czy jedno jest ważniejsze od drugiego skoro wielkie plany i efekty nie mogą istnieć bez małych kroczków i codziennych "cegiełek", mikro zmian i postanowień?

I zaczyna mi się w głowie krystalizować pomysł na inny profil blogu, bardziej życiowo-dzieciowo- rodzinny. Oczywiście psy są częścią rodziny, życia pasji, ale moim zdaniem kluczem do efektywnego szkolenia i więzi z psem jest łączenie jak największej ilości zabaw, aktywności z życiem prywatnym, rodzinnym. Zatem będzie o wycieczkach w krzakach, o tekturach na ścianie, o piłkach w foremce do pieczenia i o wszystkim, co mogłaby rozbawić, wciągnąć i pozwolić Wam odkrywać życie z psem, dzieckiem i rodziną jako wyzwanie, zabawną i miłą przygodę. To pozwoli też mi umacniać się w tym, co robię.

Ale ale.. nie da się przecież pracować, bawić z psami, bawić z dzieckiem, kupować, gotować, robić wpisów na bloga, potem zadbać o siebie, poćwiczyć, pójść na trening, poczytać książkę codziennie całe dnie... COś tu się kryje....Właśnie  w tym mroku niedopowiedzeń kryje się mąż, który się zajmuje dzieckiem i domem w trakcie jak mnie nie ma. Który wyjdzie z psami jak jestem w pracy, ugotuje, posprząta, przytuli, pocieszy, wybaczy. U mnie jest mąż, u kogoś może być koleżanka, rodzic- ktoś bliski kto nas wspiera psychicznie i fizycznie codziennie. I to tak na prawdę jest sedno sprawy. Nie ma nic lepszego na świecie (no może poza uśmiechem  i buziakiem od dziecka, ale to inna bajka :) niż bliska osoba kochająca, wspierająca nas, nasze cele, gotowa przytulic, znieść focha. Ktoś, kto nas ceni, szanuje, kto nie boi się uczyć, pomagać, ale kto ma tez własne cele, pasje.

Ckliwie wyszło, zwłaszcza jak na mnie, ale napisze to raz i zostanie tu w pamięci internetu... że jeśli cokolwiek kiedykolwiek z pomysłów na blogu Wam się spodoba, to przynajmniej połowa zasługi za to należy się Grzesiowi.Bez niego nie potrafiłabym odkrywać w sobie takich pokładów energii, pomysłów i sił, nawet nie miałabym chęci.

Także niezależnie od zgrzytów, wkurzeń, nieporozumień  -w hołdzie Grzesiowi i wszystkim mężczyznom, którzy sa partnerami- potrafią ugotować, sprzątnąć, poszaleć z dzieckiem i wyjść z psami i pozwolić swojej kobiecie rozwinąć skrzydła. Mimo iż i tak pewnie dostaną raz na jakiś czas burę za to, ze warzywa spleśniały w lodówce, albo, ze ten pies ma inne przywołanie, czy inną "głupotę". Za to, ze prawie żadna ze zdobywanych codziennie umiejętności nie mogą się nikomu pochwalić (ale by było przy piwku "słuchajcie chłopaki, dziś nauczyłem się układać trop, wiązać chustę, gotować pomidorową i zrobiłem 3 prania" hahaha) - Panowie - SZACUN, SZACUN i jeszcze raz SZACUN. I żeby nie było, że taki Pan nic z tego nie ma, bo moim zdaniem tylko kobiety takich mężczyzn mają czas zadbać o siebie, rozwijać swoje pasje, być cały czas ciekawe i pomysłowe, a nie czeznąć i gnić w natłoku obowiązków. JA tylko dzięki Grzesiowi jestem "młodsza" z roku na rok- duchem ale i wyglądem (może poza zmarszczkami od Śmiechu:)

A teraz dość sentymentów, zaczynam nowy dział- ODKRYWANIE ŻYCIA, CZYLI DRUGA MŁODOŚĆ PRZEZYWANA RAZEM Z DZIECKIEM, MĄŻEM I PSAMI

15:34, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »