RSS
piątek, 25 lutego 2011
Życie toczy się

To nie tak, że nic się nie dzieje, więc nie piszę.

Fakt, że siedzę sobie tu w tej swojej sielance jeżdżąc w zasadzie wyłącznie na badania i spotkania ze znajomymi i ich z psiakami, ale tez mamy swoje "przygody".

2 spacery pod rząd to już dla mnie za duzy wysiłek, a ponieważ jest tu tak pusto mogę zabierać 3 psy na raz. Wycieczka nie jest daleka- łąka przed oknem, a na niej rózne zabawy. Lola biega z linką, ale bez kagańca, też się bawi. Hip szaleje jak ma Lolę i piłkę- ucieka zatacza koła, niestety ekscytując się przy tym trochę za mocno. 2 spcery świetnie nam się udały. Wzięłam gwizdek i super smaczki i w zasadzie co chwila ćwiczylismy gwizdek. Efekt był taki, że Neptun przestał ode mnie odchodzić :), Hip też mniej zajączkował, a Lola nie wypatrywała niczego. Nie zawsze się tak ładnie udaje. Zmora to pojawiający się gdzieś ludzie np z sankami, czy na nartach których Hip w szale nagle zauważa i wyskakuje ze szczekiem. Potwornie mnie to irytuje, bo raz przejda obok nas i luz, a raz wyskoczy jak do smoka wawelskiego. To jest najpoważniejsza wada Hipa poza niedojrzałością z którą się to łączy. Jakby dobiegł, to by się przywitał, ale dobiegać musi zjeżony i ze szczekiem. Wstyd i obciach.  To nam niestety znowu cofnie wspólne spacery, bo dwóch psów z linkami i tak nie ogarnę, a Hip musi wrócic na linkę :(. Przyznam, że jest chyba najbardziej zróżnicowanym psem, po którym nigdy nie wiadomo czego się spodziewać (poza tym, że nie umie się obronić i używać zębów w komunikacji agresywnej). W domu rozluźniony, senny, przytulasty- na zawnątrz pobudzony, biegający jak zając w ruji, podekscytowany do wszystkiego.

A z Lolą też nie najlepiej. Gdy była na podwójnej dawce bioxetinu była strasznie osowiała, jakby nieobecna, nie chciała jeść, za to często się kładła na środku podłogi i trzęsła. Nie czekając na awarię (nie jedząca trzy dni Lola staje się baaardzo reaktywna w obecności jedzenia, nawet jeśli sama nie zamierza go jeść!) zmniejszyłam dawkę. Prawie udało nam się wrócić do posiłków podzielonych na dwa (w sensie normalny i węgle) i gryzaków (zaczęła znów jeść konga zamiast go pilnować) i wtedy weszła w swoją "fazę oczyszczania". Czyli zaczyna wylizywać podłogę, żżerać wszytkie paprochy, na spacerze trawę i patyki, a potem żyga. CIężko ją nawet odciąć od tych żródeł, bo wtedy pokątnie w nocy żuje kocyk i zjada go. Od kilku dni wymiotuje kocykiem. Poza tym staram się ja karmić głównie ryżem z rosołem, żeby jakoś złagodzić to jelitom i chyba w tego wychodzi. Cóż za pewne ktoś by powiedział, ze powinnam z nią iść do weta. Może i tak. Przeraża mnie jednak to, że chyba straciłam całą wiarę w weterynarzy. Tyle razy z nią jeździłam z takimi rzeczami do róznych wetów i zawsze słyszę, że mam przeczekać, że ma wrażliwe jelita po wgłobieniu, żeby jej dawać ryż. Albo gorzej - patrzą na mnie jak na wariatkę, że czego ja chcę do psa, dając jej zastrzyk z witamin dla uspokojenia mnie i zainkasowania pieniędzy. Paranoja. Straciłam wiarę w weterynarzy :(

17:36, uwaga.agawu
Link Komentarze (3) »
środa, 02 lutego 2011
Krokusowy raj

Przeprowadzeni,

nie mam na top czasu, ale nie powstrzymam się i opiszę co i jak.

Psiaki zamiast upychać się po kątach mają swoją przestrzeń - 2 klateczki, 2 posłanka, psiowy regał itp. Są w raju. Na razie cały czas się kręcimy, jeżdzimy, rozpakowujemy, a oni od pierwszego dnia zachowują się jakby zawsze tu mieszkali. Rozstawienie klateczek i reszta codziennych rytuałów ukoiły ich nerwy, tylko Lola przez 2 dni poszczekiwała co i raz na jakieś "duchy".

Mają swoją przestrzeń, mogą robić sobie "spacerki i wędrówki" za nami po mieszkaniu, ale głownie chrapią na posłaniach. Mogą się też tłuc i przeciągać zabawkami, które im daję. Co cudowne Lola już nie musi każdej zabrać czy tłuc się ciągle. Często  chłopaki obgryzają sobnie pyski leżąc na bokach na ziemi, a Larwa kładzie się z dala od nich, na podłodze przypadkowo ogrzewanej rurą idącą do kaloryfera. Jesli jest spięta- zabiera swojego gryzaka czy zabawkę i idzie do drugiego pokoju, chowa się przed nimi, by nie było awantury :).

Jeszcze nie zaczęłam ćwiczyć czy robić czegoś specjalnego z psami, na razie sobie osiadają- poznajemy okoliczne krzaki, węszymy, tropimy z chłopakami. Wychodze z klatki, za furtką od budynku łąka na której nie widziałam jeszcze psa (właściciele chodzą w większości z psami na automatach po chodniku wzgłuż drogi- coś czego nie zrozumiem skoro tu tyle fajnych krzaków!). 100m dalej las. Hip biega jak zając po krzakach, ale cały czas z piłką w pysku - dzięki czemu ma jak rozładować swoje "zdziwienie", gdyby nagle w pustej okolicy pojawiła się osoba czy pies. Nep szaleje tarzając się w śniegu. Nawet nie szuka śmieci i kup, bo ich tu nie ma (przynajmniej póki jest snieg : )!!

Wczoraj Lola była już na spacerku bez smyczy, hasała sobie po krzaczkach - tak tu pusto i dobra widocznośc na wiele metrów! Dziś rano zaś biegała na lince bez kagańca- bawiłyśmy się w tropienie - ona chyba jedna z wszystkich psów NAPRAWDĘ tropi z nosem przy ziemi nawet jak widziała gdzie szłam. Hip zawsze biegnie na oślep, byleby pobić rekord guinessa w szybkości, Nep albo nie węszy, albo zbacza w poszukiwaniu czegoś, co by się dało zjeść. A Lola metodycznie z nosem przy ziemi dociera wprost po ślacach do celu!

Codziennie każdy dostaje konga z karmą itd, a po spacerze gryzaka- kurzą łapkę, ucho, penisa lub kostkę. 2h po wzykłym posiłku zamiast ryżu dostają bułeczkę (wszyscy, nie tylko Lola, a co..) Tylko księżniczka Lolita nie chce chrupać suchej bułki więc trzeba jej rozmaczać. Do tego olej lniany (omega3), bioxetin i b6. Dzięki Oli, która jest weterynarzem i współpracuje z Piotrkiem na szkoleniach pon-wt w Dogadajcie się- okazało się, ze Pani weterynarz nam kiedyś przepisała baardzo małą dawkę bioxetinu- więc teraz Lola będzie na podwójnej. 2mg na kg masy ciała to podobno dawka minimalna, od której powinno się zaczynać! To bardzo radosna wiadomość, bowiem oznacza iż możemy mieć jeszcze większy efekt niż kiedyś!

Generalnie psi raj, czujemy się wszyscy jak na urlopie, psy chyba tez, tylko Grześ załatwia tysiące spraw. Fakt nie mieszkania w środku miasta jest tak cudownie kojący, że niezależnie od tego jak zasuwam w domu, sprzątam i rozpakowuję-  czuję się jak na wakacjach.  Raj poprostu : ) i wcale nie taka stara ta miłosna : D

15:39, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »