RSS
sobota, 07 lutego 2009
Wieczorna refleksja - Ode mnie do Was

Sprawa blogów do tej pory była mi całkiem obca, nigdy wcześniej nie pisałam bloga, czytałam ich niewiele. Pomysł powstał i zrealizował się w zasadzie jednej nocy. Nie wiedziałam jak to wyjdzie, jak to będzie i czy tworzenie bloga ma sens. Wszystko było jakby za mgłą, choć czułam (czuję) potrzebę opisania dokładnie historii Lolki

Pisanie bloga to dla mnie dość specyficzna sprawa - pisze się niby dla siebie, niby nie trzeba się sugerować "czytelnikami". Siada się do kompa, łapie swój pomysł czy wspomnienia, skrapla, wklepuje kilka literek, poprawia wiecznie wychodzące błędy, klika "publikuj" i tyle. Wisi sobie takie coś na stronach wirtualnej rzeczywistości, kilka literek pisanych przez autora. Czasem ktoś bliski doda komentarz, ale to nie zdarza się aż tak często, więc nie ma się uczycia, że nasza praca, przeżycia, historia kogokolwiek interesują na codzień. Wisi sobie blog i tyle.

Idziesz sobie pewnego zwykłego dnia na piwko, spotykasz znajomych z różnych grup nawet całkowicie nie związanych ze światem psów. I oni nagle Ci mówią, że połkają z wielkim zainteresowaniem każdy wpis, który napiszesz, mówią, że to ich interesuje, że wzbudza w nich uczucia, refleksje, że ma dla nich znaczenie, że czekaja na nowe wpisy. I czujesz zdziwienie, nieopisaną radość! Twoje przeżycia maja dla nich znaczenie! Szok!

Każde słowo, które słyszę, że komuś się podoba, że ktoś czyta te moje sklejone literki sprawia, że chcę pisać coraz więcej, lepiej i ciekawiej. Prosty system wzmacniania, a jak działa! To jest niesamowite uczucie! Wracam sobie wieczorem z takiego spotkania i zastanawiam się co i jak Wam napisać, by milo Wam było poczytać, by opisane moje (i mojego psa) przeżycia przydały się komuś do czegoś, wzbudziły refleksję. Nie sobie to piszę, ale Wam - wszystkim osobom, które w ciszy czytają sobie takiego mojego bloga wieczorkami czy w przerwach od pracy. Osobom, o których być może nigdy nie będę wiedziała, że to czytają. Wirtualna rzeczywistość tworzy jakąś niesamowita pajeczynkę łączącą ludzi, którzy być może nigdy nie rozmawiali ze sobą na codzień. Pajęczynka emocji, wzruszeń, współczucia i wzajemnego motywowania się do działania. Przeżywam od wczoraj zachwyt nad tym wszystkim. Dzięki, że jesteście...

 

 

23:51, uwaga.agawu
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 lutego 2009
Umieraj dalej kaczorku - poranna przygoda Neposława

Na kolejną część historii Lolki będziecie musieli chwilę poczekać, także minie sporo słów nim Lolka trafi do mnie - co pokaże Wam, ile czasu dla niej upłyneło.

Na prośbe wiernych czytelników, którzy uważają, że za mało promuje swojego pierwszego psa- Neptuna-  napisze dzisiejszą przygodę profesora Neptuna. Otóż ;P wyszliśmy jak zawsze rano na Pole Mokotowskie na spacer, idziemy przez lasek i nagle Neptun zobaczył leżącego pod drzewem kaczora, chciał do niego podejśc oczywiście. Kaczor okazało się jeszcze żył, ale miał tylko tyle sił, by podnieść głowę widząc, że zbliża się pies. Powiedziałam więc do Nepa "zostaw kaczorka" i Nepek obszedł go spokojnie."Umieraj sobie spokojnie kaczorku" zdawał się mówić. Kaczki umierają, Neptun jest gentlemenem. I o czym tu pisać...

15:36, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 lutego 2009
Historia Lolity cz. 2

W wieku 4 miesięcy Barsa cudem uniknęła schroniska i trafiła do drugiej właścicielki, blond mieszkanki pragi. Dziewczyna wzięła od pierwszej suczkę, bo było jej żal tego jak była traktowana. Wcześniej już miała psa, który nie raz bronił ją przed agresywnym ojcem, więc fakt, iż mogła wziąć psa, a nie wydawać na nowego pieniądze, których nie miała bardzo ją ucieszył.

Właścicielka stara się zapewnic suczce jak najlepsze jej zdaniem warunki - nie daje okropnej karmy tylko gotuje codziennie ryż z małym dodatkiem kurczaka, bierze suczkę wszędzie i zawsze ze sobą - do łazienki, do wanny itp. Nigdy nie zamyka drzwi przed psem, zawsze go puszcza, bo wie jak straszne przejścia miała suka i jak pragnie kontaktu z człowiekiem. 

Pierwszego dnia postanawia wynagrodzic szczeniakowi dotychczasowy brak spacerów. Ma dobrą koleżankę, której mądry i spokojny pies, który urodził się w boksie końskim doskonale zachowuje się w stajni. Szczeniak na pewno szybko się od niego nauczy. Zabiera więc na pierwszy spacer Barsę przez całą Warszawę środkami komunikacji do stajni. Psiak często sika i ma rozwolnienie, ale to zapewne od tej karmy, którą wczęsniej jadła - "przyzwyczai się".

Wtedy w stajni po raz pierwszy zobaczyłam suczke, bo pracowałam tam. Miała czerwona obrożę z diamencikami i czerwona metrową smycz z diamencikami. Widokiem koni i całą sytuacja była strasznie roztrzęsiona i pobudzona. Po chwili szoku zaczęła oszczekiwać konie i próbowac ataku, bo metrowa smycz nie pozwalała jej na odskok w tył. Zadziwiona nowym "nabytkiem" pogadałam z dziewczynami (bo się znałyśmy z widzenia), że dobrze by było, żeby zaczęła trochę pracować nad zachowaniem szczeniaka, bo widać, że się boi i z braku sugestii wchodzi w agresję ze strachu. Na pytanie jak pokazałam naprowadzenie smakołykami, usadzenie psa w większej odległości, podawanie smaczków, by psu pozytywnie skojarzyć. Włascicielka odmówiła, bowiem chciała własnie przywitać się z koniem swojej koleżanki, a nie odchodzić, poza tym, jak mi powiedziała "ja już bym chciała mieć psa dorosłego i ułożonego jak Twój" - byłam tam nie raz z Neptunem, który spokojnie zachowywał się przy koniach. Wróciłam do pracy.

Po godzinie usłyszałam na hali wielki jazgot, pisk i krzyki ludzi. Jak się dowiedziałam dziewczyna postanowiła puścić Barsę, gdy jej koleżanka lonżowała swojego ogiera. Barsa maniakalnie biegała za koniem i wpadał mu pod nogi. Prośba, by właścicielka ją złapała została skwitowana "niech się wreszcie wybiega". No i się wybiegała - podbiegła do konia, a ten ją tym razem kopnął. Pisk, ból, rozpacz.

Złamanie kości udowej przemieszczeniem - pierwszy dzień nowego życia psa.

02:25, uwaga.agawu
Link Komentarze (1) »