RSS
niedziela, 03 marca 2013
Dzieci, a psy, idea pikniku!

Korzystajac z uroków wolnego poranka, dzięki mojej mamie, u której szaleje Żuczek, nim pojadę z psami na łąki - spiszę kilka wniosków. Doszłam do nich wczoraj podczas konsultacji z pewnym psiakiem w typie husky. Właściwie nawet nie trzeba było do nich dochodzić, one same się nawsuwają jak się myśli i analizuje pewne rzeczy. Chodzi mi mianowicie o podobieństwa między dziećmi, a psami. Wiem, wiem- dzieci to ludzie, a psy to psy, podobieństwa są z racji tego, za nasze organizmy funkcjonują dość podobnie, podlegamy tym samym procesom uczenia się (wzmacniania i wygaszania zachowań), mamy podobne emocje itp. I nie chodzi mi tu wcale o stwierdzenie, że dziecko traktuję podobnie jak psy, o nonononon!  kilka stwierdzeń, które może coś komuś ułatwią:

  • Najważniejszy jest czas, który im poświęcasz na 100% - jeśli jest to godzina czy dwie dziennie- super, byleby na 100%. Im więcej z siebie dasz w tej jednej chwili, tym łatwiej i milej będzie Wam później, tym szybciej będzie szansa na chwilę wolnego dla Ciebie (w końcu będą mieli "napełniony kubek" czy też może "kiszkę" i pójdą odpocząć od nas).

Ola na mnie wisi, psy się kręcą, ja mam coś gotować, próbuje sprzatać, a oni rozrzucają, niedługo muszę wyjść do pracy, jak to ogarnać??!! 100% uwagi- pomysł! - kongi - zbieram potrzebne rzeczy- karmę, serek, siadamy na ziemi z Olą, daje jej komplet łyżek, opowiadam o łyzkach, porównujemy wielkość. Dzieci uwielbiają przesypywać coś, a psia karma jest swietna, bo jak się rozsypie to nie trzeba jej zbierać. Pokazuje Oli jak wsypywać ją do kongów, jak wciskać tam serek, mamy ubaw. Psy czekają, ćwiczą cierpliwość, Ola napełnia i rozdaje im kongi. Po chwili mogę ich juz zostawić, nie jestem potrzebna blisko- wszyscy mają zajęcie, a ja moge robić swoje i tylko zerkać czy idzie dobrze. Nasza uwaga jest potrzebna by wrzucić pomysł, zaangażować siebie, dziecko czy psa w ten pomysł, nauczyć zabawy i potem możemy odejśc, a kula śniezna będzie toczyć się dalej. Jak kula smakula, która pies toczy o ile go tego nauczymy! Jesli nie poświęcamy 100% uwagi na początku- potem dziwimy się, że pies nie bawi się kulą smakulą, a dziecko nie chce rysować kredkami.

  • Wymagają ale i uczą pełnej uważności, bycia obecnym w chwili teraźniejszej (zwłaszcza dziecko i pies razem na spacerze - nie ma szansy na dumanie w obłokach!). Na początku nam się nie chce, staramy się chodzić chodnikami, naszymi trasami, utartymi pomysłami, ale wtedy "obecni tu i teraz" zakradają się podstępnie w struktury naszego umysłu- chcą iść w inna strone, nie chcą iśc tylko tarzać się w błocie, grzebac patykiem. My tak strasznie chcielismy sprawic im przyjemność idąc na do lasu!!! A dziecko cieszy się z grzebania kluczem w furtce, a nasz pies wącha 20 min jedno miejsce!!! No i nici ze spaceru dla nich!!

STOP Spacer To Okazja Pobyć! (ha ale skrót mi wyszedł głupawy!). Skup się na tym, co jest. Co się dzieje, nie idź obrana trasą, porzuć plany, tylko patrz i podążaj za nimi, a może się okazać nagle, że i nam zaczyna sprawiać frajdę grzebanie patykiem w krzakach! Nagle zmęczenie znika, zapominamy o problemach, odkrywamy w sobie dziecko cieszące się z tego co jest! Dzieci i psy nie żyją w czasowej  strukturze umysłu. Nie uwazają teraźniejszości za sposób na dotarcie do celu, do "czegoś kiedyś". Są zawsze obecne w chwili teraźniejszej. TO jest najcenniejsza nauka jaka można wynieść. Przestać bać się o to, co w naszej głowie, snuć plany, które się nie spełniają, po prostu pobyć. Ola ostatnio dała nam ciekawą szkołę:

Wrócilismy (Grześ, Ola i ja) z wycieczki rowerowej w poszukiwaniu otwartego placu zabaw (w Starej Miłosnej zimą także w marcu, place zabaw są zamykane na klucz, bo zimą nie ma dzieci w tej dzielnicy, siedzą na kanapach). Poszukiwania zakończyły się przeskakiwaniem jednego płotu, treningiem z gumą i skakanką w parczku i wypadem do K&Ma po jedyne czekoladki które lubie- Belgiany, pralinki. Niebo było piękne gwiaździste, Ola niosła paczuszki w rączkach i gramoli się na schody, do domu. Ja pytam " Ola będziesz wchodziła po schodach z tymi paczuszkami w rączkach?" A Ola w tym momencie siada na schodkach. No to ja mysle pięknie- będzie chciała usiąść na środku brudnej (przez nasze psy) klatki schodowej i jeść czekoladki, co powiedzą sąsiedzi, będę musiała ja wnosić, namawiać, łoretyrety! STOP!

Wzięłam z piwnicy pufy używane na szkoleniu, wystawiłam przed klatkę, zgasiłam lampkę i siedzielismy we troje na pufach pod rozgwieżdżonym niebem jedząc pralinki w marcową noc. PIKNIK TO NIE MIEJSCE, TO STAN UMYSŁU :))

 

cdn i jeszcze popoprawiam błędy :)... teraz jade na spacer na łąki ze znajomymi i psami, poczuć wiatr na plecach!

11:57, uwaga.agawu
Link Komentarze (1) »
piątek, 01 marca 2013
NADPRODUKCJA MÓZGU

Po chrząkach i pomrukach wydawanych przez mojego meza Grzesia na fb muszę sprostować poprzedni wpis o wazną notkę- tak, ja śpię ostatnio więcej niż Grześ, po raz setny - dzięki mąż za poranki (ale za to do nocy siedzę nad planami i pracami domowymi po treningach, a nie sadze kapusty w kompie ;P)

Nadprodukcja mego mózgu objawiła się dziś:

POLOWANIEM NA PTAKI

Rychło wczas wiem, ale zaczęłyśmy dokarmianie Cipcipów jak mawia Ola, na bazarku można kupić taką super mieszankę dla różnych, poszłyśmy w krzaki i aparatem polowałyśmy na ptaki. Oczywiście obecność Bashy, którego na razie trzeba zabierać na praktycznie każdy spacer ucięła ostatnie kilka procent szansy, że ptaszki przylecą, ale niech się przyzwyczajają, że tu akurat coś bywa.

ZIARKA

nie to, żebym uważała, że ptaki potrzebują teraz dokarmiania, ale:

-chce nauczyć Olę, ze skoro lubi dokarmiać to niech to nie będzie rzucanie chleba kaczkom, czy psiej karmy wronom siwym tylko ziarenek tym maluszkom, których jest coraz mniej.

- no własnie tak mało jest teraz małych ptaszków, że cięzko je nawet poobserwować, a chciałam porobić im zdjęcia, sama nauczyć się rozróżniać . Oj chyba trzeba będzie odwiedzić Alicje i Gacka- oni mają ptaszy raj w ogrodzie!

- z mieszanki niezjedzonej zawsze wyrośnie kilka miłych kwiatków w okolicznych krzakach, a to kolejny obiekt do badań :))

A douczamy się bardzo ciekawej książki, którą zanabyła moja mam- autorstwa pracownika zoo Andrzeja Kruszewicza

O PTAKACH

Może zbudujemy kiedyś karmnik?

bash

Udało się złapać tylko tyle:

cip cip

 

Poza tym dawno nie ćwiczyliśmy tropienia- jako, ze rano laby wyszły ze mną i Olą odprowadzić bulka miniaturkę - Egona, Lolę wzięłam samą (no i znowu nie na bieganie, bo obżarłam się owsianką i mam cykora, że za mało przebiegnę, ale dojrzewam, dojrzewam!) i porobiłyśmy tropienie. Ostatnio duża daję jej piłek, żeby się wyładowywała na spacerach za te "niedogodności" czy raczej ograniczenia związane obecnością hotelowych. No ale ile można rzucać piłkę... więc 20-30 m tropy połączone z zostawaniem w waruj. Lola super węszy. A na koniec i tak łapie piłkę, ale wraca potem taka wyluzowana, nie podkręcona głupim bieganiem. Po niej wspaniale widac różnicę między tymi dwiema aktywnościami.

I poza tym pyszna przekąska w południe ze świeżą żurawiną:

 mniam mniam

Ola śpi, Grzes na streetach, dziś mamy wolne (poza Basha i Egonem). Zaraz się biorę za zupę krem marchewkowo- duniową. Jak się uda to z pomarańczą. Mniam

Czy starczy mi dziś sił dotrzeć na nasz szkolny trening Rally- O? eh nie można mieć wszystkiego...

 

Aha no i z kubka się pije takiego, z jakiego piją dorośli... Aga Faber płacz ze śmiechu :)

kubeczek

 

15:12, uwaga.agawu
Link Komentarze (1) »
czwartek, 28 lutego 2013
Przedwiosenny śpioch

Wpis dla tych, którzy uważają, że ja ciągle coś robię i mam masę sił.

Znacie ten moment, że robi się cieplej po zimie, wychodzi słońce, niebo robi się niebieskie, nic tylko lecieć na spacer, rower, korzystać!! A my zamiast korzystać dostajemy nagłego przypływu senności? Ktoś by powiedział - "po prostu zmiana ciśnienia", ale ja mam swoją hipotezę. Wpadłam na nią zeszłej jesieni i zimy czytając "Chłopów" (kto bywał ze mną na spacerach nie zapomni czasu, kiedy na każdym spacerze przez kilka miesięcy mówiłam, ze czytam "Chłopów", połowa pytała "rany, a po co?" a druga "kiedy wreszcie to skończysz?" :)). Otóż opis życia chłopów uświadomił mi jak drastyczna zmiana nastąpiła na przestrzeni ostatnich niecałych 100 lat (nie wiem jak Wasi, ale moi dziadkowie mieszkali na wsi w dzieciństwie...). Zmiany, które znamy i obserwujemy często, ale na psach (ah te wąskie chodniki, mijanie psa co kilka minut, brak miejsc, gdzie mogą pobiegać). A my? Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że Święta Bożego Narodzenia i karnawał były po to, by zapewnić jakąś rozrywkę zasiedziałym w domach ludkom, którzy pracy mieli dość mało, a z nudów zaczynali świrować. (Tak wiem, wiem niektórzy powiedzą, że Święta powstały tylko dlatego, że Jezus się urodził, a nie dla chłopów. Niestety Świątki w tym czasie były takie czy inne i wcześniej. To raz. A dwa, że skoro Jezus pojawił się dla ludzi to na pewno i dla dobra chłopów. Czemu miałby ich nie brać pod uwagę :)? ). A dziś harujemy po 8-10 godzin dziennie prawie cały rok. I co ze Świętami- są dodatkiem pracy, wysiłku, bieganiny, gotowania, który musimy zrobić po pracy... Czyż to nie ironia?

Tak czy siak z chłopów zapadło mi w pamięć jedno zdanie, ale pozwolicie, ze nie przewertuje całej książki, by zacytować- jak Jagna powiedziała, że pójdzie do karczmy i na zabawę, bo "do świtu i tak tyle czasu, że się człowiek zdąży na dwa boki wyspać". (Zignorujmy na razie wątek Jagny, jakże głeboki i kontrowersyjny :)). No to jeśli 100 lat temu człowiek tak robił- spał po 12h zimą, to dziś tego nie robi... Ale za to choruje. A może co mądrzejsze organizmy zaciągają nas siłą do łóżka, by się wyspać na dwa boki nim wstanie wiosna? A co bardziej uparte ciągną ile sił, ale na początku wiosny byle przewianie ich powala?

Więc ja przyjęłam taktykę- zima, zwłaszcza pod koniec spać ile wlezie i teraz codziennie czuje, że mogłabym spać coraz więcej i więcej. Kto mnie zna wie, że jak się wyśpię to potem znów będę wszędzie. ALe teraz "psi psi" jak mówi Ola. Kiedy śpie? mniej kompa wieczorem, jak układam Olę do spania to zasypiam z nią o 22ej (Grześ też, czyli system spania zmiennego). Zasypiam z Ola w drzemce jak ją usypiam (i tak muszę byc i gładzić po brzuszku, więc co za różnica). Przysypiam też jadąc samochodem w korku albo u Fazików jak człapię z Leosiem i Fazim w molosowym tempie ;P. Żart- w korku mam co robić :).

A psy? Psy też wcale nie okazują nadmiaru energii -zwykłe spacery, ćwiczenia i goście hotelowi im wystarczą. Lola dziś akurat jak wszystko wyschło pierwszy raz dała mi znać, ze ma ochotę iśc pobiegać (jak to robi? no na spacerze nie węszy sobie tylko zaczyna się na mnie gapić i mieć ten szelmowski błysk w oku. Ale nie ten, że "idę pięknie przy nodze będę mistrzynią obedience i umiem piruety i takie takie". Tylko ten, który się pojawia na myśl o bieganiu, parcourze, ten przypływ adrenaliny! I na jednym z rogów, gdzie zwykle ruszamy biegiem, ale raczej nie chodzimy na spacery człapane w tym kierunku- robi takie hopa hopa- zaproszenie - dość ewidentny sygnał, choć oczywiście mogłam ja sprowokować w jakiś sposób. Co ciekawsze Lola wie, że jak jest na lince i w obroży to na pewno nie będziemy biegały na tym spacerze, a jednak to robi.).

A jednak się psy wkradły we wpis... Wracając do spania... Może uda się przespać to błoto? Sen jest ekstra, lepiej spać niż marudzić :) chrrrrr

20:47, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lutego 2013
Zostajemy dzikusami kolejny krok ....

Zaczęło się... no właśnie ogólnie zaczeło się od tego, że jestem sobą i mam potrzebę poznawania, dążenia, zmieniania, poprawiania i przy tym dzielenia się tym z innymi (z powodu braku odwierciedlenia czy innych niedoróbek procesu mego wychowania i rozwoju ;P) ... ale tak krótkodystansowo to..

...zaczęło się od obejrzenia "Hobbita" w kinie, nie to, żeby mi się jakoś bardzo spodobał, raczej zawiodłam się, że tak mało mi przypominał książkę, która czytałam...będąc dzieckiem. A z książką wiążą się wspomnienia, emocje, marzenia. Ileż rzeczy chciało się wtedy odkrywać, badać, poznawać, robić. Te wszystkie dziecięce emocje naszły mnie z wielką siła. To chyba czas, w którym wiemy, że w dużej mierze  kontrolujemy swoje życie i przestajemy (o ile wczesniej ktoś nam narzucił lęk) się  bać być dzieckiem.

  • Wpadła mi do głowy wielka mapa z kartonów na całą ścianę, mapa naszych okolic domu, na której moglibyśmy zaznaczać, rysować różne elementy, przygody, doświadczenia. Wiadomo, ze 2 letnie dziecko nie zapamięta aktualnych przygód na całe życie, ale na bieżąco będą one wspólnie rysowane na wielkiej mapie, która przetrwa lata pokazywana, oblepiona zdjęciami itp... to już inna sprawa. No i przy tym orientacja przestrzenna, czynnosci manualne, swoboda (ah te bazgroły na moich wypocinach- kocham je!!), robienie czegoś wspólnie, regularnie, relaks i inne plusy, których nie ma w dawaniu dziecku kartki i mówieniu "rysuj sobie" (choć to też oczywiście ważne będzie potem).
  • Z mapą zgrała się lektura ww. Rodzicielstwa przez zabawę - więc co nie narysujemy to sobie odegramy, a czasem co nam się narysuje to potem możemy odegrać na żywo, na przykład to, ze jestem Wiedźmą. Jest u nas w ciągu dnia w "przedszkolu" po schroniskowy psiak Basha, który bał się wszystkiego- wspaniale jest widzieć go leżącego spokojnie i obserwującego nasze zabawy, czasem nawet chce się przyłączyć:)

  • Drukowanie zdjęć...bo jak są na kompie to się ich nie drukuje, a przecież mozna je przyklejać na mapach, przyczepiać to tablicy, oglądać, wsadzać w ramki, wkrejać do rodzinnej kroniki.  W sumie Dzięki Agnieszce Faber i Piotrkowi Wojtków oraz Marcie Jarzynie, którzy obdarowali mnie kiedyś pięknymi albumami, które leżały w szafie jak nie założona nigdy sukienka kusząc i wołając "obklej nas, po to jesteśmy!"  I jakoś się udało przejrzeć kilka tyś zdjęć z 3 lat i wydrukować sporo z nich. Grześ piszczał do wielu z nich....
  • kolejny krok konieczny to było wyniesienie telewizora do piwnicy. Nie to, żebysmy z niego czesto korzystali, ale jednak kusił durnowatowatym odmóżdżeniem i Pixi-dixi durlylidu, la la la la... Na próbę. Jak się okazuje wystarczyło czasu na robienie mapy oraz aerobicznej 6ki weidera :)

cdn... bo ktos wstał.

16:51, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Z cyklu o książkach....

Odchudzanie???

"jak wiele Ci zostało do osiągnięcia idealnej sylwetki" widzę ciągle na wszelkich motywatorach treningowych. Zawsze odczuwam zgrzyt, bo nigdy nie będę miała idealnej sylwetki z moimi genami (nóg mi dieta nie wydłuży), a nawet jak osiągnę prawie idealna to jej nie utrzymam na długo. Więc po co? Dla publiki? Zresztą co za czasy, ze to sylwetka ma być celem samym w sobie, a nie efektem tego, że ma się siły i czas bawić z dzieckiem, szaleć z mężem, biegać z psami, pracować w lubianej pracy, ma się dużo hobby, kocha się sport i zdrowe odżywianie. A tak właśnie powinno być- dbanie o siebie i swoje otoczenie, aktywne radosne życie przynosi stałą poprawę i utrzymanie takiej sylwetki, jaka daje największe możliwości działania. Książkę polecam wszystkim nie odchudzającym się, a uważającym, ze dieta ma wpływ na ich życie, siły, motywację i radość - warto korzystać z szerokiej nie tylko o samym "składzie jedzenia". 

Diet coaching

Dzieciowe...

książka odkrycie, jak zabawa, humor może pomóc dziecku, nam, rozładować stres. Masa pomysłów i przykładów, nie żaden tam nudny podręcznik, jak na razie najlepsza ksiązka jaką przeczytałam o dzieciach. Od kiedy ją czytam byłam już Kwazimodo, Wiedźmą Najgorszą Żoną po Tej Stronie Krokusów, Kapitanem Trzepaczkorękim i wieloma innymi postaciami...Czasem wystarczy drobny impuls, myśl, pomysł, by uwolnić z nas energię, emocje, twórcze myślenie i przerwać kłopoty, spory czy nieporozumienia:

Rodzicielstwo przez zabawę

Mamania oczywiście :)

no i o bliskości- też bardzo fajna, połknęłam ja w kilka dni (poprzednią się delektuje i raczej skupiam na realizowaniu pomysłów od zaraz :)

Dziecko z bliska

15:48, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
Jak być Zacharem

Pisałam wpis 2h i mi go wcięło, ale odtwarzam, bo to poczatek nowego...

 

Jak to się dzieje, że wchodzimy w życie mimochodem. Najpierw martwimy się jak to zrobić, by sobie poradzić bez rodziców, jak zarobić na jedzenie i czynsz, ogarnąć dwa psy, a nagle zdaję sobie sprawę, że jestem żoną, matką, mam własną działalność, szkołę, pracuje w terenie, mam pod opieką nawet sześć psów, a  robienie chleba na zakwasie i domowe zabawy z dzieckiem, trening obi z moimi psami czy crossfit z grupą biegaczy stanowią rozrywkę, odpoczynek od obowiązków... Co się zmieniło?

Punkt widzenia zależy od punku siedzenia. Im więcej robisz, tym więcej możesz. Zawsze podziwiałam psie mentorki jak Magda Łęczycka, Justyna Włodarczyk czy inne "SuperBaby" mające tyle zapału, energii i pomysłów do pracy z psami co ... no właśnie chyba nie ma lepszych wzorów, przynajmniej nie znam osobiście... A przy tym, wesołe, optymistyczne, pozytywne, szanujące innych w tym psy. Skąd one znajdują czas na to wszystko? Czy nie każdy ambitny człowiek tak sobie myśli podziwiając swoje wzory? A może ktoś inny myśli tak patrząc na nas?

Tak naprawdę sztuczki, efekty pracy z psem to tylko czubek góry lodowej, która odbywa się w codziennym życiu i w której liczy się wszystko - od pobudki po sen. Świeżo upieczony chleb na zakwasie, sok wyciskany z owoców, świeczka zapachowa w sypialni, buziak, lepienie bałwana, walka na krepinę, zupa z dyni rozgrzewająca w najgorszy mróz, miękka kanapa i wiele innych. Po co więc pisać o tak błahych rzeczach, skoro inne bardziej błahe są tak naprawdę ważniejsze? Pisać o samych sukcesach i wyczynach czy o najprostszych rzeczach z dnia codziennego? Czy jedno jest ważniejsze od drugiego skoro wielkie plany i efekty nie mogą istnieć bez małych kroczków i codziennych "cegiełek", mikro zmian i postanowień?

I zaczyna mi się w głowie krystalizować pomysł na inny profil blogu, bardziej życiowo-dzieciowo- rodzinny. Oczywiście psy są częścią rodziny, życia pasji, ale moim zdaniem kluczem do efektywnego szkolenia i więzi z psem jest łączenie jak największej ilości zabaw, aktywności z życiem prywatnym, rodzinnym. Zatem będzie o wycieczkach w krzakach, o tekturach na ścianie, o piłkach w foremce do pieczenia i o wszystkim, co mogłaby rozbawić, wciągnąć i pozwolić Wam odkrywać życie z psem, dzieckiem i rodziną jako wyzwanie, zabawną i miłą przygodę. To pozwoli też mi umacniać się w tym, co robię.

Ale ale.. nie da się przecież pracować, bawić z psami, bawić z dzieckiem, kupować, gotować, robić wpisów na bloga, potem zadbać o siebie, poćwiczyć, pójść na trening, poczytać książkę codziennie całe dnie... COś tu się kryje....Właśnie  w tym mroku niedopowiedzeń kryje się mąż, który się zajmuje dzieckiem i domem w trakcie jak mnie nie ma. Który wyjdzie z psami jak jestem w pracy, ugotuje, posprząta, przytuli, pocieszy, wybaczy. U mnie jest mąż, u kogoś może być koleżanka, rodzic- ktoś bliski kto nas wspiera psychicznie i fizycznie codziennie. I to tak na prawdę jest sedno sprawy. Nie ma nic lepszego na świecie (no może poza uśmiechem  i buziakiem od dziecka, ale to inna bajka :) niż bliska osoba kochająca, wspierająca nas, nasze cele, gotowa przytulic, znieść focha. Ktoś, kto nas ceni, szanuje, kto nie boi się uczyć, pomagać, ale kto ma tez własne cele, pasje.

Ckliwie wyszło, zwłaszcza jak na mnie, ale napisze to raz i zostanie tu w pamięci internetu... że jeśli cokolwiek kiedykolwiek z pomysłów na blogu Wam się spodoba, to przynajmniej połowa zasługi za to należy się Grzesiowi.Bez niego nie potrafiłabym odkrywać w sobie takich pokładów energii, pomysłów i sił, nawet nie miałabym chęci.

Także niezależnie od zgrzytów, wkurzeń, nieporozumień  -w hołdzie Grzesiowi i wszystkim mężczyznom, którzy sa partnerami- potrafią ugotować, sprzątnąć, poszaleć z dzieckiem i wyjść z psami i pozwolić swojej kobiecie rozwinąć skrzydła. Mimo iż i tak pewnie dostaną raz na jakiś czas burę za to, ze warzywa spleśniały w lodówce, albo, ze ten pies ma inne przywołanie, czy inną "głupotę". Za to, ze prawie żadna ze zdobywanych codziennie umiejętności nie mogą się nikomu pochwalić (ale by było przy piwku "słuchajcie chłopaki, dziś nauczyłem się układać trop, wiązać chustę, gotować pomidorową i zrobiłem 3 prania" hahaha) - Panowie - SZACUN, SZACUN i jeszcze raz SZACUN. I żeby nie było, że taki Pan nic z tego nie ma, bo moim zdaniem tylko kobiety takich mężczyzn mają czas zadbać o siebie, rozwijać swoje pasje, być cały czas ciekawe i pomysłowe, a nie czeznąć i gnić w natłoku obowiązków. JA tylko dzięki Grzesiowi jestem "młodsza" z roku na rok- duchem ale i wyglądem (może poza zmarszczkami od Śmiechu:)

A teraz dość sentymentów, zaczynam nowy dział- ODKRYWANIE ŻYCIA, CZYLI DRUGA MŁODOŚĆ PRZEZYWANA RAZEM Z DZIECKIEM, MĄŻEM I PSAMI

15:34, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lipca 2012
Przygotowanie psa na pojawienie się dziecka cz2.

http://wegemaluch.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=965%3Aprzygotowanie-psa-na-pojawienie-sie-dziecka-cz-2&catid=58&Itemid=1171

:)

15:30, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lipca 2012
I co dalej? może artykuł?

Zapraszam do lektury moich artykułów:

o przygotowaniu psa na pojawienie się dziecka

http://wegemaluch.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=803:przygotowanie-psa-na-pojawienie-sie-dziecka&catid=58:rozwoj&Itemid=1171

i o chodzeniu przy wózku:

http://wegemaluch.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=918:pies-wozek-i-dziecko&catid=58:rozwoj&Itemid=1171

 

c.d.n. :)

12:19, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 listopada 2011
Spacery z dzieckiem i psem 1

Wbrew pozorom połączenie psy i dziecko jest bardziej ekonomiczne niżby się mogło wydawać. O ile wczesniej wszystko sobie przygotujemy oczywiście. Jesli nauczymy psa chodzenia na luźnej smyczy, przy wózku, przywołania, zostawania, cofania się lub komendy uniemożliwiającej a także spokojnego odpoczywania po spacerach w domu- mamy w zasadzie stan idealny. Bo czego psom zwykle najbardziej brakuje- ruchu, spacerów! A kiedy spędzamy najwięcej czasu na spacerach w ciagu dnia jesli nie mając małe dziecko?! Ileż mam całe dnie chodzi i przemierza kilometry by dotlenić, uśpić czy ukołysać maluszka! Czasem patrze na dziesiątki mam spacerujących z wózkami i myslę sobie, że gdyby każda mogła zabrać na taki spacer jednego z psów czekających w tym czasie w domu na własciciela- to prawie nie byłoby psów problemowych. Wolno idące, spokojne mamy to idealny kompan dla psa, któremu potrzebne jest spokojne, niepospieszne przemierzanie nowych miejsc, węszenie itp. I nieprawdą jest, że koncentrujemy się za bardzo na dziecku- bo nauczony "człapania" na luźnej smyczy pies z chęcia przystanie na spacer "bez presji". Jeśli psiaki nie mają super zrobionego chodzenia na luźnej smyczy, albo mamy ich więcej czy też idziemy na bardzo długi spacer- przecież zawsze można włożyć im szelki. Psy szybko się uczą, ze spacer nawet na szelkach przy wózku nie oznacza wcale dzikiego ciagnięcia i marszu  jak podczas dogtrekkingu. Sama zreszta to sprawdziłam i musze przyznac, ze dla psów jest ogromna różnica (bo ja robię różnice w zasadach) między spacerem na obrozy/lub szelkach przy wózku, a dogtrekkingiem- energicznym marszem przede mną podczas którego ciągną i pokonujemy wiele kilometrów mało wesząc- nawet jesli wózek prowadzi wtedy ktoś obok, czy wręcz ja go ciagnę za sobą na przystawce trekkingowej (zdjęcie wstawię kiedys, jak tylko ktos mi zrobi).

Psom zreszta jest znacznie łatwiej okreslić i nauczyć się swojej pozycji względem wózka i człowieka, niż względem samego człowieka. Wystarczy na samym poczatkowo połączyc dodatkowo spacer z wózkiem z super smaczkami- i efekt murowany- później same  widzac wózek ustawiają się przy nim kojarząc ta formę spaceru z czymś przyjemnym.

Co więcej- dziecko czasem zasypia, a wózek ma zawsze duzo miejsca w "lukach bagazowych" i nie trzeba dźwigać wielu rzeczy. Nasz wózek jest na stałe zaopatrzony w "wózkowy zestaw" - zabawki do przeciagania, cos do gubienia (dummy czy parasol wszystko jedno...), torby chrupków (na wszelki wyp. jakbyśmy się zgubili w lesie), kości prasowanych czy innych kurzych łapek, ew. piłki tenisowej (Hip rozładowuje na niej napięcie jak się zbyt ekscytuje czymś) no i butelki wody i miski. Ew. saszetka z supersmaczkami i gwizdkiem jest znoszona do wózka dodatkowo. Jak bobo spi- można się zatrzymać i poćwiczyć coś z psiakiem- dostawianie się do wózka (żeby lepiej kontrolował zad i łatwiej mu było się cofnąć czy skrecic w lewo nie wpadając pod koła), sztuczki, siadanie, podnoszenie upadających zużytych pieluch i wyrzucanie ich do mijanego kosza ;P. Idąc zaś oczywiście obowiązuje nas spacer naprzemienny. Czyli na hasło "idziemy" idę naprzód energicznie nie zatrzymując się, a na hasło "biegaj" czy "proszę" idę wolno, lewą strona przy trawniku i psiak może wtedy węszyc, a ja pilnuje luźnej smyczy. Co zadziwiające zauwazyłam, że dzieki temu, ze spacery sa długie, spokojne, jednoczesnie monotonne i ciekawe pod względem zapachów- psy się uspokajają i choć w części moim tempem nie ida w pełni na skupieniu patrząc się na mnie, jednak idą ładnie i blisko z lewej strony.

Kolejny plus- podczas spacerów z wózkiem poświęca się dziecku sporo uwagi, a to kiedy zaśnie nie zależy tak bardzo do nas- więc i momenty pracy z psem i miejsca sa wybierane dośc losowo- może to pohamowac zapał osoby, która cały czas by coś z psem ćwiczyła- daje psu czas na przemyślenie, reset itd. Dochodzą także zatrzymania na przewinięcie, nakarmienie dziecka- wtedy zwykle przypinam psy smyczą do drzewa, ławki czy stak-out (wkręt w ziemię) jesli mam ze sobą (tez był w tradycyjnym wyposażeniu przez jakiś czas), żeby się nie zajmować smyczą i kilkanascie minut nie ma bata- nie ruszymy się z miejsca.

cdn...

18:15, uwaga.agawu
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 października 2011
O tych co jedzą trawę i są dziwni :)

Ten blog w sumie już chyba dawno przestał być stricte psi, choć staram się powstrzymywac i nie mieszać córki do tego, bo jednak gdzieś przebiega linia prywatności, ale powoli przestałam mieć możliwośc pisania tylko o psach. W końcu czegokolwiek bym nie robiła z psami to w tym czasie jest ze mną córa lub jest pod opieką Grzesia i na pewno jest z nimi przynajmniej 1 pies!

Także granice i ramy bloga uległy rozmydleniu, rozszerzeniu i już sama czasem nie wiem co i jak. Jesli chcecie czytać o psich sukcesach, szkoleniu itp to olejcie ten wpis, bo nie zachwyci Was. Jest o mysleniu, decyzjach, mięsie, biegunce, sikaniu i innych głupotach. Patetyczny, dziwny i obrazoburczy.

Wszystko toczy się tak szybko, ze nie nadażam więc w skrócie.

4 dni w Ranczo Stokrotka na warsztatach "jeden świat wiele umysłów"- najlepszych warsztatach i wykładach na jakich byłam. W moim odczuciu te warsztaty połączyły nei tylko wiedzę jaką mam  o zachowaniach i o emocjach, o zwierzętach i ludziach, ale także w dużej mierze tą "mistyczną" z zakresu filozofii, wiary, psychologii z behawiorystyczną, biologiczną. Bardzo istotny puzzel jak dla mnie! Od tego czasu zauważam przynajmniej każda pułapkę codziennego zycia, w którą wchodzę (od zaglądania na fb i do komputera po mysli i dietę). Żałuje, ze nie napisałam Wam relacji po przyjeździe, bo to było jedno z najwazniejszych wydarzen, jednak dostałam takiego "kopa" i wprowadziłam tyle zmian w życiu, że zajeło mi 2 tygodnie poukładanie i przejście chorób związanych i wspomagających wprowadzanie zmian. Pojechałam na warsztaty sama sama, a Grześ został z małą i 3 psami i świetnie sobie radził (wreszcie odwiedzali go kuple)!

W każdym razie po Jarkowie wyjechałam z 3 psami i Olą na 2 dni do Kazimierza przemierzać szlaki i pomysleć! to mi bardzo dobrze zrobiło! Potem mieliśmy rotawirusa i okazało się, ze można go przejśc w niestraszne 6 godzin jak się niczym nie hamuje, a wrecz przyspiesza jogowym oczyszczaniem... Skoro juz byłam czysta- nie pozostało mi noc innego jak dieta "po" bardzo delikatna - ryz, jabłka, banany. Nie chciałabym czystych jelit zapchać czymś co tam będzie gniło... Niemowle karmine piersią rotawirusa nie zauwazyło- obudziło się jednej nocy 4 razy z brudna pieluszka i tyle...:)

Zaczęlismy od zmian w nas, bo one są najwazniejsze. Mięso wyszło z naszej lodówki i pojawia się tylko w formie kości i mięsa dla psów. Grześ też się zgodził na eksperyment:

http://www.zostanwege.pl/zostan-wege-na-30-dni/

Nikogo nie namawiam, ale warto raz w zyciu zrobic taki test i zobaczyć jak to jest zeby wiedzieć, czy na pewno "nie mógłbym żyć bez mięsa"- czy się wróci czy nie można wiele się dowiedzieć o sobie. I inspirujący filmik:

http://www.youtube.com/watch?v=t3DPCQjlanM&feature=player_embedded

Z koleji psy jedzą dużo częsciej kości i miecho- co się namęczą i naskrobia to ich!

Z dzieckiem zaczeliśmy intensywne uczenie o co chodzi z załatwianiem się czyli NHN

http://www.bezpieluch.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=18&Itemid=35

i podziwiamy jak 6 miesięczne bobo z radoscią załatwia się kilka razy dziennie do kibelka/nocnika, szcześliwe, że nie musi na tym siedzieć. A poza tym jak najczęsciej tetra. Oszczędzamy czas, pieniądze, środowisko i przede wszystkim! pupę i dyskomfort dziecka. To kolejna propaganda, ze dzieci potrzebują stert pampersów przez 2 lata! - omamiają nas strachem i obawami ("jak to,  dziecko musi mieć dzieciństwo, musi sikać w pieluszki!") A można radosnie, bez stresu nauczyć dziecko konntrolowania zwieraczy juz od początku, a roczne dziecko będzie juz miało w tym ogromną wprawę! Robimy to ze szczeniakami, z dzieckiem jest jeszcze prosciej i przyjemniej, bo to dziecko :)

Ola ma 6 miesięcy i je sama gotowane kawałki warzyw pokrojonych w słupki- bierze do ręki,  przekłada, poprawia, żuje, skrobie ząbkami, wypluwa, odkrztusza jak potrzebuje- wystarczyło jej pozwolić na uczenie się tego zanim powstała koniecznośc dokarmiania jej łyżeczką. Dziecko musi nauczyć się łapać, brac do reki, trzymać, celowac do buzi, zuć lub urywać, międlić, i dopiero połykać - to długi łańcuch!. Zanim to zrobi i zje- potrzebuje próbować! Tez polecam. A okruszki? Pożarte przez armię czekających pod krzesełkiem asystentów!

http://babyledweaning.pl/

Ważne to zauważyć co mówi nam intuicja- jak wiele rzeczy nie próbujemy, bo strach narzucają nam media, rodzina. Wszyscy się paranoicznie boimy spróbowac, choć to, co mamy widzimy, że nie jest idealne, że przynosi kolejne potrzeby. Boimy się, ze bez mięsa i mleka będziemy mieć za mało białka, żelaza, wit b12 i w ogóle anemię. Ale  jakoś nie boimy się, że jedząc mięso częsciej niż raz w tygodniu (czerwone zalecane jest raz, częsciej tylko ryby!) zamiast masy warzyw i błonnika będziemy chorowac na miazdżyce, cukrzycę, otyłość, problemy z nerkami, będziemy brać tabletki z wit.c, błonnikiem, magnezem, wit. B i masę innych... Komus przynosi to zysk

Boimy się, że znajomi spojrzą na nas dziwnie, więc zmuszamy dziecko do sikania pod siebie, choć może potrafić i chcieć inaczej. A jakoś nie przerażaja nas reklamy pampers do 12h sucho- jak można 12h siedzieć i sikać w jedno coś pod sobą!?

Boimy się dawać dziecku normalne jedzenie, bo na pewno zmielone w słoiku jest lepsze. Boimy się dawać mu jeść normalnie, bo naśmieci albo się zachłysnie- ale to, ze nie nauczy się wykrztuszać i żyć to nas nie martwi. Boimy się nie dać smoczka, bo wykrzywi sobie palec/zeby, a to ze potem jak będzie miało psychiczną potrzebę ssania zabierzemy smoczek i do widzenia, brak mozliwości zaspokojenia potrzeby- już na nie martwi. Znowu czyj zysk na gadżetach.

Boimy się brać mielone mięso i wydawać je psiakowi na spacerze za zadania, bo się pobrudzimy, albo pies "będzie coś robił dla nagrody", ale nie boimy się założyć psu kolczatkę lub złościć się na niego co i raz. Tak często probujemy "zaklepać problemy" kolejna łatka byle nic nie zmienić w życiu, byle niczego się nie pozbawić, na nic nie narazić, być klonem sąsiadów, co najwyżej mieć od nich lepsze to czy tamto. Nie moglibysmy bez mięsa, bez samochodu, bez owego. Otóż mogli bysmy, gdybysmy chcieli. Gdybysmy mieli czas odpocząć, pomyśleć, pobyć ze sobą, gdybyśmy nie byli gnani tysiącem niepotrzebnych zadań, nie tracili czasu rzeczy niepotrzebne, na net, tv itp. Bo one znów nakręcają kolejne "muszę" i nie mam czasu...

Boimy się zdjać buty i chodzić boso, bo na pewno nas potnie jakieś szkło albo ludzie będa się patrzeć! A nie boimy się, że grzejąc stopy teraz będziemy marznąc zimą- co przeciez kupiny lepsze buty!

Moje proste drobne zmiany= zamiast mięsa i nabiału - warzywa, zamiast netu- spanie. Przy każdej okazji pracuje nad tym. Co najlepsze- Grzesia tak samo to cieszy i rozpiera duma, że odkrywamy siebie coraz lepiej. Nei ma co walczyć ze wszystkim- nie o to mi chodzi. nei zmienimy świata, zmieniamy tylko siebie i to tylko tą jedną rzecz, która robimy TERAZ. Tylko chcę, żeby zauwazyc, że nasz strach, że coś jest za trudne jest z jakiegoś powodu opłacalny...

Brak odwagi spróbowania hamuje nas przed tak wieloma ciekawymi doświadczeniami! Codziennie przyłapuje się na tym, że część moich sądów, opinii, nawyków nie jest w ogóle moja, została mi narzucona, weszłam w nią przypadkiem, a nawet nie próbuje zobaczyć jakby to było inaczej... A może lepiej?

22:22, uwaga.agawu
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7