Blog > Komentarze do wpisu
Jak być Zacharem

Pisałam wpis 2h i mi go wcięło, ale odtwarzam, bo to poczatek nowego...

 

Jak to się dzieje, że wchodzimy w życie mimochodem. Najpierw martwimy się jak to zrobić, by sobie poradzić bez rodziców, jak zarobić na jedzenie i czynsz, ogarnąć dwa psy, a nagle zdaję sobie sprawę, że jestem żoną, matką, mam własną działalność, szkołę, pracuje w terenie, mam pod opieką nawet sześć psów, a  robienie chleba na zakwasie i domowe zabawy z dzieckiem, trening obi z moimi psami czy crossfit z grupą biegaczy stanowią rozrywkę, odpoczynek od obowiązków... Co się zmieniło?

Punkt widzenia zależy od punku siedzenia. Im więcej robisz, tym więcej możesz. Zawsze podziwiałam psie mentorki jak Magda Łęczycka, Justyna Włodarczyk czy inne "SuperBaby" mające tyle zapału, energii i pomysłów do pracy z psami co ... no właśnie chyba nie ma lepszych wzorów, przynajmniej nie znam osobiście... A przy tym, wesołe, optymistyczne, pozytywne, szanujące innych w tym psy. Skąd one znajdują czas na to wszystko? Czy nie każdy ambitny człowiek tak sobie myśli podziwiając swoje wzory? A może ktoś inny myśli tak patrząc na nas?

Tak naprawdę sztuczki, efekty pracy z psem to tylko czubek góry lodowej, która odbywa się w codziennym życiu i w której liczy się wszystko - od pobudki po sen. Świeżo upieczony chleb na zakwasie, sok wyciskany z owoców, świeczka zapachowa w sypialni, buziak, lepienie bałwana, walka na krepinę, zupa z dyni rozgrzewająca w najgorszy mróz, miękka kanapa i wiele innych. Po co więc pisać o tak błahych rzeczach, skoro inne bardziej błahe są tak naprawdę ważniejsze? Pisać o samych sukcesach i wyczynach czy o najprostszych rzeczach z dnia codziennego? Czy jedno jest ważniejsze od drugiego skoro wielkie plany i efekty nie mogą istnieć bez małych kroczków i codziennych "cegiełek", mikro zmian i postanowień?

I zaczyna mi się w głowie krystalizować pomysł na inny profil blogu, bardziej życiowo-dzieciowo- rodzinny. Oczywiście psy są częścią rodziny, życia pasji, ale moim zdaniem kluczem do efektywnego szkolenia i więzi z psem jest łączenie jak największej ilości zabaw, aktywności z życiem prywatnym, rodzinnym. Zatem będzie o wycieczkach w krzakach, o tekturach na ścianie, o piłkach w foremce do pieczenia i o wszystkim, co mogłaby rozbawić, wciągnąć i pozwolić Wam odkrywać życie z psem, dzieckiem i rodziną jako wyzwanie, zabawną i miłą przygodę. To pozwoli też mi umacniać się w tym, co robię.

Ale ale.. nie da się przecież pracować, bawić z psami, bawić z dzieckiem, kupować, gotować, robić wpisów na bloga, potem zadbać o siebie, poćwiczyć, pójść na trening, poczytać książkę codziennie całe dnie... COś tu się kryje....Właśnie  w tym mroku niedopowiedzeń kryje się mąż, który się zajmuje dzieckiem i domem w trakcie jak mnie nie ma. Który wyjdzie z psami jak jestem w pracy, ugotuje, posprząta, przytuli, pocieszy, wybaczy. U mnie jest mąż, u kogoś może być koleżanka, rodzic- ktoś bliski kto nas wspiera psychicznie i fizycznie codziennie. I to tak na prawdę jest sedno sprawy. Nie ma nic lepszego na świecie (no może poza uśmiechem  i buziakiem od dziecka, ale to inna bajka :) niż bliska osoba kochająca, wspierająca nas, nasze cele, gotowa przytulic, znieść focha. Ktoś, kto nas ceni, szanuje, kto nie boi się uczyć, pomagać, ale kto ma tez własne cele, pasje.

Ckliwie wyszło, zwłaszcza jak na mnie, ale napisze to raz i zostanie tu w pamięci internetu... że jeśli cokolwiek kiedykolwiek z pomysłów na blogu Wam się spodoba, to przynajmniej połowa zasługi za to należy się Grzesiowi.Bez niego nie potrafiłabym odkrywać w sobie takich pokładów energii, pomysłów i sił, nawet nie miałabym chęci.

Także niezależnie od zgrzytów, wkurzeń, nieporozumień  -w hołdzie Grzesiowi i wszystkim mężczyznom, którzy sa partnerami- potrafią ugotować, sprzątnąć, poszaleć z dzieckiem i wyjść z psami i pozwolić swojej kobiecie rozwinąć skrzydła. Mimo iż i tak pewnie dostaną raz na jakiś czas burę za to, ze warzywa spleśniały w lodówce, albo, ze ten pies ma inne przywołanie, czy inną "głupotę". Za to, ze prawie żadna ze zdobywanych codziennie umiejętności nie mogą się nikomu pochwalić (ale by było przy piwku "słuchajcie chłopaki, dziś nauczyłem się układać trop, wiązać chustę, gotować pomidorową i zrobiłem 3 prania" hahaha) - Panowie - SZACUN, SZACUN i jeszcze raz SZACUN. I żeby nie było, że taki Pan nic z tego nie ma, bo moim zdaniem tylko kobiety takich mężczyzn mają czas zadbać o siebie, rozwijać swoje pasje, być cały czas ciekawe i pomysłowe, a nie czeznąć i gnić w natłoku obowiązków. JA tylko dzięki Grzesiowi jestem "młodsza" z roku na rok- duchem ale i wyglądem (może poza zmarszczkami od Śmiechu:)

A teraz dość sentymentów, zaczynam nowy dział- ODKRYWANIE ŻYCIA, CZYLI DRUGA MŁODOŚĆ PRZEZYWANA RAZEM Z DZIECKIEM, MĄŻEM I PSAMI

poniedziałek, 25 lutego 2013, uwaga.agawu

Polecane wpisy

  • Dzieci, a psy, idea pikniku!

    Korzystajac z uroków wolnego poranka, dzięki mojej mamie, u której szaleje Żuczek, nim pojadę z psami na łąki - spiszę kilka wniosków. Doszłam do nich wczoraj p

  • NADPRODUKCJA MÓZGU

    Po chrząkach i pomrukach wydawanych przez mojego meza Grzesia na fb muszę sprostować poprzedni wpis o wazną notkę- tak, ja śpię ostatnio więcej niż Grześ, po ra

  • Przedwiosenny śpioch

    Wpis dla tych, którzy uważają, że ja ciągle coś robię i mam masę sił. Znacie ten moment, że robi się cieplej po zimie, wychodzi słońce, niebo robi się niebieski