Blog > Komentarze do wpisu
Lola i bobo

Zamknęło mi Mozillę w połowie wpisu….Cóż, zacznę od nowa, może krócej…

Ania od Agi- cane corso wyraziła ostatnio nadzieję, że mój blog będzie dalej pisany. Będzie, będzie, ale przede mną chyba najcięższe odcinki- bo bardzo życiowe, bo od wyniku moich decyzji zależy nie tylko moje i Loli życie, a wszystko jest tak przerażająco aktualne.

No więc spodziewamy się dziecka- już w marcu. Od sierpnia o tym wiemy i stajemy na rzęsach, by uporządkować wiele spraw zanim córeczka się pojawi. Oczywiście to najradośniejsza wiadomość w naszym  życiu, ale padł tez na nas blady strach- co z Lolą?! Nie planowaliśmy dzieci, a to oczywiste, że Lola stanowi zagrożenie dla dziecka. Nie można tak po prostu mieć jej, mieć dziecka i nic z tym nie robić. Tu nie wystarczy też nigdy nie zostawiać dziecka sam na sam z psem. Gdy ktoś mówi mi „wystarczy, że będziesz zawsze miała ich na oku” ogarnia mnie pusty śmiech. Na oku to trzeba mieć labradora i dziecko, a nie taką maszynę, która miesiącami śpi spokojnie w kącie, aż tu nagle w ciszy wystrzela na drugi koniec pokoju zanim zdążysz powiedzieć „A”. Najlepiej to widać po Neptunie i Loli. Niby wszystko jest ok.- żyją ze sobą, bawią się i w ogóle. Ale czasami, raz powiedzmy na miesiąc, czasem rzadziej, czasem częściej- Lola nagle próg reakcji Loli się obniża i  „bez żadnego ostrzeżenia” (czytaj takiego, które mogłabym ja albo Nep zauważyć) Lola wystrzela z pełną prędkością do Nepa i wyskakując w górę z wściekłością zażarcie gyzie go w szyję. Nep wie co robić- odwraca się biorąc ciosy na bok i piszczy. Ja wkraczam, Lola przerywa i wychodzi „do izolatki”. Bez ran, bez obrażeń, ale bardzo energicznie i zdawałoby się mocno kąsa. Owszem teoretycznie wystarczy odwrócić się tyłem, wystarczy nie mieć „twarzy” na wysokości naszego kolana. Ale dziecko tego nie może zrobić. I choćby się siedziało w pokoju między dzieckiem, a psem, nie spuszczając ich z oka ani na sekundę przez miesiące- nie da rady wkroczyć w akcję szybciej niż pies. To nie czarne scenariusze- to realność życia z takim psem. Lola może być najukochańszą istotą miesiącami, co wcale nie znaczy, że nie zareaguje dziwnie w pewnym momencie.

Co więc można zrobić? Nic? Oddać? Poczekać, aż pogryzie i uśpić? Są też czarne scenariusze, ale nie popadajmy w skrajności. Wkurza mnie na równi, jak ktoś mówi „wystarczy pilnować dziecka i psa” jak i, gdy słyszę „zagryzie CI dziecko!”. Sprawa nie jest ani tak łatwa, ani tak beznadziejna. Znaleźliśmy się w dobrym położeniu- ponieważ mieliśmy możliwość wyboru i kupna mieszkania. Mieszkanie samo w sobie daje bardzo dużo możliwości lub ograniczeń w życiu z takim psem. Szukaliśmy mieszkań jak największych za cenę, którą dysponujemy, aby fasOlka miała swój własny pokój (czyli 2 pokoje z oddzielną kuchnią). Idealnie by było 3 pokoje, ale za tą sumę jaką mieliśmy to raczej było realne w okolicach Pruszkowa czy Wołomina. A jak to się ma do psa? Ano wyobraźmy sobie - mając 3 pokoje można spokojnie izolować Lolę w naszej sypialni puszczając ją, gdy dziecko śpi, jest gdzieś indziej. Wersja optymalna, której szukaliśmy to mieszkanie z choćby maleńkim ogródkiem. Wyobraźmy sobie – można wtedy wziąć dziecko w wózku do ogródka na „spacer stacjonarny” i w tym czasie wybiegać, wymęczyć Lolę tańcem z psem, sztuczkami, elementami agility czy szukaniem. Wersja idealna- Fasolka „przewietrzona”, Lola wymęczona i to przeze mnie, bez konieczności angażowania w to Grzesia. Gdybyśmy mieli jeszcze więcej czasu, mogli szukać, czekać i gdyby Lola była głównym priorytetem (gdyby nie ważna była nasza praca, dojazdy, cena itp.) – pewnie byśmy znaleźli takie miejsce.

Ale udało nam się znaleźć coś, co daje nam i tak wiele możliwości i kupiliśmy to mieszkanie w tydzień od obejrzenia. 2 odzielne pokoje plus kuchnia z jadalnią i miejscem, gdzie spokojnie można wydzielić część dla psiaków, by Lola nie była wyizolowane w pokoju, widziała, ale nie miała możliwości kontaktu. Czyli trochę dodatkowej przestrzeni dla nas i dla nich. Osiedle nie strzeżone, więc za furtką jest od razu łąka, 100 m dalej las. I ogródek wspólny dla mieszkańców plus tereny ogrodzone - łąki w okolicy. Przy dobrych wiatrach mieszkańcom nie będzie przeszkadzać matka z wózkiem i Lolką w ogródku i tam będziemy szaleć, przy gorszych- wynajmie się teren ogrodzony od jakiegoś właściciela. Jestem taka szczęśliwa, że już udało się osiągnąć opcję wręcz wspaniałą! A z Fasolką i chłopakami będziemy mogli chodzić na długie spacery po lesie : )

środa, 29 grudnia 2010, uwaga.agawu

Polecane wpisy

  • Dzieci, a psy, idea pikniku!

    Korzystajac z uroków wolnego poranka, dzięki mojej mamie, u której szaleje Żuczek, nim pojadę z psami na łąki - spiszę kilka wniosków. Doszłam do nich wczoraj p

  • NADPRODUKCJA MÓZGU

    Po chrząkach i pomrukach wydawanych przez mojego meza Grzesia na fb muszę sprostować poprzedni wpis o wazną notkę- tak, ja śpię ostatnio więcej niż Grześ, po ra

  • Przedwiosenny śpioch

    Wpis dla tych, którzy uważają, że ja ciągle coś robię i mam masę sił. Znacie ten moment, że robi się cieplej po zimie, wychodzi słońce, niebo robi się niebieski

Komentarze
faberkowa
2010/12/29 21:46:13
lubie lubie lubie lubie lubie to!
trzymam kciuki zawsze i wszędzie aż dziw ze jeszcze je mam;)