Blog > Komentarze do wpisu
Historia Lolity cz.14

I tak szczęśliwie trafiłyśmy do Pomocnej Łapy. Wyslałam chłopakom (Piotrkowi i Grześkowi) przed kursem skrócony opis historii Loli. Nie byli zachwyceni. Mieli obawy, a jedocześnie widzieli ile błędów mozna było odkręcić. Zdalawali tez sobie sprawę, że mam duża wiedzę oraz, że można Lole powoli wprowadzać w warunki kontrolowanych rozproszeń, bez prowokowania jej do agresji. Jednak nie rzucili się na nią jak inni szkoleniowcy z dufnością w stylu "ja Ci pokażę Aga, że mozna z niej szybko zrobic normalnego pieska". Chcielismy po prostu nauczyć ją robienia tego co i tak umie jednak w obecności innych psów. Spokój, opanowanie i dodatkowo zabawa ze szkolenia. Nie wkręta, nie zabawki, by wlepic psa. Przede wszystkim spokój, luz i respekt dla tego, przez co pies przeszedł (łącznie z moimi błędami!).

Poczatki nie były łatwe... Samo docieranie do celu (wtedy boisko przy placu Konstytucji) z Lolą było naprawdę ciężkie- wybiegała w przód, popiskiwała, co chwila robiła wodnistą kupę ze stresu. Tego z nią nie przerobiłam wczesniej -wielu obcych miejsc więc traktowałam dostarcie na miejsce jako  część treningu - czesto równą z ćwiczeniem na placu, bo jak wiecie cofanie się z psem, gdy napnie smycz zajmuje trochę czasu :).

LolaLola

Na placu stałysmy na samym koncu, oddalone od innych psów o dobrych 15 metrów i tam ćwiczyłysmy, gdy tylko udało mi się ja trochę uspokoić. Oczywiście na poczatku było strasznie - Lola mając skojarzenie z poprzednim szkoleniem sądzila, że będzie musiala między te psy wchodzić, że będą ciągle spięcia i do nich się szykowała napinając każdy mięsień swego wystarczajaco umięśnionego ciałka. Na szczęście dystans, który zachowywaliśmy przed, po, w przerwach  i w trakcie szkolenia nie pozwolił jej na wkroczenie w poziom furii, wyskoków, szczeków i atakowania mnie. Nauczyla się skupiac i pracować w tej odległości. Kształtowanie pozycji "zdechł pies" juz wczesniej w róznych miejscach sprawiło, że przyjmowała ta pozycje sama z siebie, gdy kucałam w przerwach. A ja mogłam to nagradzać jak to relaks w przerwie- glaskami, smaczkami.. Wyglądało wręcz jakby była zrelaksowana :)

Stopniowo, gdy juz nie miała prolemów na dystansie 15m, nauczyła się cwiczyc w odległości 10m, potem 5, aż w końcu w normalnej odległości od psów. A przy okazji "wymiatala", bo szoleniowo jest świetna- dostawianie do nogi, slalom między nogami, siady, warowanie, chodznie przy nodze, reakcja na przywołanie i sygnał neutralny - popisowe. Grzesiek i Piotrek zaczeli ja brać jako "demo-doga", więc nauczyła się tez pracować z innymi ludźmi. Pozostali kursanci często w ogóle nie zdawali sobie sprawy, ze cos z Lola jest nie tak- mysleli, że to słodki, kochany, bardzo mądry piesek- bo w sumie tak jest :)

Największym szokiem było dla mnie, gdy w wirze powolnego i asekuracyjnego podnoszenia kryteriów zdałam sobie sprawę, że mogę położyc Lolę między psami w odleglości 2 m, odejść, zniknąć za samochodem, a ona leży rozluźniona! To był szok. Nie nastawiałam się na rezultaty, nastawiałam się na czytanie jej i bezpieczenstwo jej i innych. A tu okazało się, ze coś, co mogło byc tylko moim marzeniem- że Lola lezy posród innych psów- to sie dzieje!

Wtedy tak naprawde kamien spadł mi z serca. Nie dość, że sama odratowałam siebie i psiaka ze strasznego dna, bo ta samotna, żmudna i smutna walka nie daje duzo radości, ale znalazłam ludzi, którzy rozumieją  i mi w tym pomagali. Zapewniali bezpieczne warunki, kontrolowane, zmienne rozproszenia, a ja korzystałam z tego ile wlezie. Wiedzieli co to są sygnały uspokajające i potrafili je zastosować, zamiast zmuszac psa do czegos siłą; wiedzieli co to jest kontrwarunkowanie i pomogli mi odkręcic skojarzenia Loli i wreszcie nigdy, ale to nigdy nie kazali mi robić czegoś, co powodowaloby we mnie silny lęk o własne zdrowie, ani nie zmuszali Loli to wejscia w warunki, których ja nie byłam pewna.

Pewnie byłam trudnym "klientem", kursantką, bo mimo, ze nie trzeba mi było tłumaczyc ćwiczeń- to miałam swoje wymagania wobec szkolenia i swoje warunki. Odleglośc od psów zmniejszalam tylko wtedy, gdy ja byłam tego pewna i spokojna. Miałam nie raz trochę inne zdanie na jakis temat niz oni i mówiłam to, a pomimo tego zawsze wykorzystywali to na nasza wspólna korzyść. Słowem uratowali mnie i Lolę przez zaoferowane nam zrozumienie, zaufanie i szacunek do przeszłości. Dzieki chłopaki za te chwile - gdyby nie Wy, to by się nie udalo!

...

środa, 08 września 2010, uwaga.agawu

Polecane wpisy

  • Dzieci, a psy, idea pikniku!

    Korzystajac z uroków wolnego poranka, dzięki mojej mamie, u której szaleje Żuczek, nim pojadę z psami na łąki - spiszę kilka wniosków. Doszłam do nich wczoraj p

  • NADPRODUKCJA MÓZGU

    Po chrząkach i pomrukach wydawanych przez mojego meza Grzesia na fb muszę sprostować poprzedni wpis o wazną notkę- tak, ja śpię ostatnio więcej niż Grześ, po ra

  • Przedwiosenny śpioch

    Wpis dla tych, którzy uważają, że ja ciągle coś robię i mam masę sił. Znacie ten moment, że robi się cieplej po zimie, wychodzi słońce, niebo robi się niebieski